Reklama

Płatna autostrada w ogniu krytyki

A-4 na odcinku Kraków-Katowice nie spełnia standardów trasy płatnej, a mimo to koncesjonariusz pobiera opłaty za przejazd - twierdzi NIK

Publikacja: 04.10.2006 08:51

Stalexport Autostrada Małopolska - koncesjonariusz autostrad płatnej A-4 na odcinku Kraków-Katowice - znalazły się w ogniu krytyki Najwyższej Izby Kontroli. Spółce zależnej od giełdowego Stalexportu dostało się za niezrealizowanie zapisów umowy koncesyjnej. Izba domaga się we wnioskach ze swojej kontroli jej renegocjacji lub nawet wymówienia, tak by interes Skarbu Państwa oraz kierowców był lepiej chroniony.

Prawie autostrada płatna

NIK w swoim raporcie nie pozostawia suchej nitki na efektach, które od 1997 r. - momentu objęcia w zarządzanie odcinka autostrady A-4 - osiągnął najpierw Stalexport, a później SAM.

Jednym z najpoważniejszych zarzutów wysuniętych wobec koncesjonariusza jest to, że przez osiem lat nie doprowadził on trasy do standardów autostrady płatnej, a mimo to pobiera opłaty za korzystanie z niej. Według Krzysztofa Wierzejskiego, dyrektora Departamentu Komunikacji i Systemów Transportowych, w tym czasie zostało wyremontowanych jedynie dziewięć z 53 przeznaczonych do konserwacji mostów, wybudowano tylko 2,3 km ekranów akustycznych (planowano 16,6 km) i dziewięć z 14 przejazdów awaryjnych. Jego zdaniem, opóźnienia spowodowały, że infrastruktura autostrady jest w złym stanie technicznych. Efektem jest to, że kierowcy, wnosząc opłaty za przejazd, nie mają zapewnionych warunków do sprawnej i bezpiecznej jazdy.

Jako winnych takiej sytuacji Izba wskazuje kolejnych od 1997 roku ministrów odpowiedzialnych za transport oraz Generalną Dyrekcjź Dróg Krajowych i Autostrad (i jej poprzedników), którzy zaniedbali nadzór nad koncesjonariuszem. Straty z tytułu nieprawidłowości w ich działaniach szacuje na ponad 162 mln zł.

Reklama
Reklama

Nieprzychylne otoczenie

Przedstawiciele Stalexportu oraz SAM odpierali wczoraj zarzuty NIK. Ich zdaniem, nie mieli możliwości przeprowadzenia wszystkich prac remontowych przed pozyskaniem zewnętrznego źródła ich finansowania. Mimo długotrwałych wysiłków spółce udało się podpisać umowę kredytową (na kwotę 380 mln zł) dopiero w grudniu 2005 r., a pierwsza transza pieniędzy trafiła do niej w marcu br. - Nie oznacza to, że nie prowadzono żadnych inwestycji. Ich zakres był ograniczony, bo finansowaliśmy je z przychodów z opłat za przejazd - mówi Mariusz Serwa, wiceprezes SAM.

Jako powód tak dużego opóźnienia w pozyskaniu pieniędzy wymienia trudną sytuację finansową Stalexportu na początku tego dziesięciolecia, co powodowało trudności z uzyskaniem kredytu, oraz niestabilną sytuację polityczną i prawną, utrudniającą rozmowy z bankami. Zapewnia, że wszystkie zaległe prace uda się zrealizować do końca 2009 r., w tym także wyremontować 100 km nawierzchni.

Minister chce rozmów

Na raport Najwyższej Izby Kontroli szybko zareagował minister transportu Jerzy Polaczek. Podkreślił, że będzie domagał się "co najmniej" renegocjacji umowy koncesyjnej, tak by "zrównoważyć interes publiczny i interes koncesjonariusza".

Nie wykluczył przy tym możliwości wymówienia umowy koncesyjnej. Zastrzegł jednak, że czeka na analizy firm audytorskich (m.in. Ernst&Young), które pozwolą ocenić, jakie kroki może podjąć resort.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama