Nie widać końca stagnacji na rynkach wschodzących. Na który z nich nie spojrzeć, niemal za każdym razem widać, że dany indeks znajduje się w trendzie bocznym. Przykładowo: brazylijska Bovespa od trzech miesięcy tkwi w miejscu, a jedyne co się zmienia to formacje określające kształt tej konsolidacji. Do połowy września indeks oscylował w lekko rosnącym kanale. Dawało to nadzieję, że przedłużający się marazm jest jednak zapowiedzią skoku w górę. Nadzieje te prysły, gdy w połowie września Bovespa wybiła się w dół z kanału. I tym razem był to jednak błędny sygnał, bo spadek został szybko zatrzymany, a indeks powrócił do punktu wyjścia. Nie bez znaczenia jest fakt, że odbicie nastąpiło na wysokości lipcowego dołka (34866 pkt). Tym samym można stwierdzić, że konsolidacja trwa, tyle że zmienił się jej kształt. Otóż zamiast wcześniejszego nieznacznie zwyżkującego kanału mamy teraz do czynienia z "klasycznym" trendem bocznym, którego dolną granicę wyznacza podwójne wsparcie. Szanse na wybicie w górę nadal są, ale równie duże jest ryzyko ruchu w dół.
Podobną ewolucję przechodzi w ostatnich miesiącach węgierski BUX. Początkowo na wykresie powstał zwyżkujący trójkąt. W pierwszej połowie września indeks próbował wybić się z niego w górę, ale sukces był krótkotrwały. Po tych błędnych sygnałach BUX zawrócił w dół, przebijając dotychczasowe wsparcie wynikające z dolnego ramienia wspomnianego trójkąta. I tym razem ruch ten okazał się jednak niewiele znaczący, bo wsparciem okazał się dołek z sierpnia.
Jak widać, inwestorzy na rynkach wschodzących przeżywają obecnie trudne chwile i akcje polskich spółek nie są pod tym względem wyjątkiem. W okresach konsolidacji takich jak obecnie mnożą się błędne sygnały. Dla wytrwałych pocieszeniem może być późniejszy silny ruch - oczywiście jeśli będzie to ruch w górę. W przeciwnym przypadku silne wybicie w dół z konsolidacji byłoby powodem do pozbycia się akcji.