Liderzy Samoobrony Andrzej Lepper oraz Ligi Polskich Rodzin Roman Giertych wspólnie zaapelowali w piątek do prezydenta i premiera o doprowadzenie do odbudowy koalicji. - Głosy LPR i Samoobrony dadzą większość parlamentarną z PiS, innej większości nie ma - tłumaczył minister edukacji i polityk LPR. Jego zdaniem, współpraca trzech partii powinna potrwać do końca kadencji Sejmu.
Na "bardzo ważną" deklarację dziennikarze czekali od rana - zdziwieni, że Samoobrona myśli o powrocie do koalicji już po kilkunastu dniach od rozłamu. - Chcieliśmy realizować program państwa solidarnego. Nieporozumienia miały przyczynę w budżecie, który nie jest dla nas do zaakceptowania - wyjaśniał A. Lepper.
Rekonstrukcja koalicji daje Prawu i Sprawiedliwości większość w Sejmie (233 głosy). Jeżeli rząd poprą "dezerterzy" z Samoobrony, tworzący Ruch Ludowo-Narodowy, PiS liczyć może na bardziej stabilną przewagę - 248 mandatów. Rządząca partia nie odpowiedziała jednak jednoznacznie na ofertę Samoobrony i LPR. Szef klubu parlamentarnego PiS Marek Kuchciński udawał zaskoczonego. - To ważny apel. Ale jest za wcześnie na odpowiedź. Musimy się poważnie zastanowić - powiedział. Przyznał jednak, że "mocnym atutem" jest odwołanie się A. Leppera i R. Giertycha do wspólnego programu. Z wypowiedzi posłów PiS wynika, że problemem przy powrocie do koalicji nie są sprawy merytoryczne, ale "styl uprawiania polityki przez szefa Samoobrony".
Propozycja Samoobrony zaskoczyła także Polskie Stronnictwo Ludowe. - Niewiarygodne i śmieszne - komentował wiceprezes partii Jan Bury. Lider ludowców Waldemar Pawlak powiedział potem, że niemożliwe jest porozumienie PSL, PiS i Samoobrony jednocześnie.
Samoobrona i LPR chcą, by rozmowy programowe z PiS zakończyły się przed posiedzeniem Sejmu, które rozpoczyna się w najbliższy wtorek. "Przyśpieszenie" w polityce wiązać można z ostatnim sondażem wyborczym SMG/KRC. Wynika z niego, że w Sejmie znalazłyby się tylko trzy ugrupowania: Platforma Obywatelska (36-proc. poparcie), PiS (20--proc.) oraz SLD (9-proc.).