W piątek Beef-San przeszedł w ręce nowego właściciela. Lucjan Pilśniak kupił w ofercie publicznej 34,5 mln walorów serii E, czyli 100 proc. oferowanych przez sanocką spółkę akcji.
Coś za coś...
L. Pilśniak jest byłym właścicielem AJPI, grupy złożonej z siedmiu podmiotów działających w branży mięsnej. Według planu sprzed kilku miesięcy, grupa AJPI miała być wniesiona do Beef-Sanu aportem (biegły wycenił AJPI na 72 mln zł). W zamian L. Pilśniak miał objąć 34,5 mln akcji Beef-Sanu, płacąc za każdą 2,27 zł. Jednak na drodze stanęły przepisy, które zabraniają przekraczania progu 33 proc. głosów wskutek objęcia akcji w emisji prywatnej. Trzeba więc było zmodyfikować plan i sprzedać papiery w ofercie publicznej. Źeby umożliwić L. Pilśniakowi zakup całego pakietu, Beef-San postawił warunek, że inwestorzy zainteresowani ofertą powinni się zapisać na minimum 5 mln walorów (dla porównania, cały kapitał przedsiębiorstwa dzielił się na 4,76 mln papierów). Obejmując w piątek wszystkie akcje, L. Pilśniak zapłacił za każdą 1,6 zł (na giełdzie kurs wynosił 2,77 zł). Dlaczego tylko tyle?
W czerwcu Beef-San podpisał umowę zakupu 100 proc. udziałów AJPI. Jednak cena nabycia wyniosła 55,5 mln zł, czyli była niższa o 16,5 mln zł od wyceny biegłego. Mimo tej zmiany nie zdecydowano się obniżyć liczby akcji przeznaczonych dla L. Pilśniaka. Trudno się było bowiem spodziewać, że jakiś inny inwestor będzie chciał kupić akcje serii E. - Nie zgadzam się z taką interpretacją. To była oferta publiczna skierowana do dużych inwestorów - twierdzi Jerzy Biel, prezes Beef-Sanu.
...ale jaka perspektywa