Poniedziałki nie należą do najciekawszych dni pod względem aktywności i zmienności na rynku. Nastawienie przed wczorajszą
sesją było takie, że raczej od tej zasady nie odejdziemy - miało być nudno. Tym bardziej że
w Stanach świętowano Dzień Kolumba. Aktywność na tamtejszych rynkach miała być mała, a więc i u nas nie należało oczekiwać
rewelacji.
Początek sesji potwierdzał te przypuszczenia. Notowania rozpoczęliśmy blisko poziomu piątkowego zamknięcia. Kolejne minuty przyniosły lekki wzrost cen. Po rozruchu na rynku kasowym sytuacja jakoś diametralnie się nie zmieniła. Cały czas wahania były spokojne, a obrót minimalny. Po jakimś czasie przewagę zaczęła zyskiwać strona popytowa. Właściwie trudno tu mówić o jakiejś poważnej przewadze, bo aktywność była na tyle mała, że raptem kilka milionów złotych robiło już dużą różnicę. Faktem jest, że ceny powoli się podnosiły i co jakiś czas dochodziło do wyznaczania nowych maksimów sesji. Motorem wzrostu ponownie, jak w poprzednich miesiącach, były spółki surowcowe. Liderem był KGH unoszony wzrostem cen miedzi na rynkach światowych.