Popyt spełnił pokładane w nim przez posiadaczy długich pozycji oczekiwania. Nawet z nawiązką. Nie tylko zostały utrzymane poziomy poprzedniego dnia, ale skala wzrostu została powiększona o kolejne punkty. Indeks wykreślił lukę hossy, która do końca dnia nie została zamknięta. Gdy wydawało się, że do tego dojdzie, ze względu na słabość dotychczasowego lidera, czyli TPS, z pomocą przyszedł KGH, który skutecznie odciągnął wykres indeksu na wsparcia.

Sesję można uznać za udaną. Nie chodzi tu tylko o wielkość obrotu ani o zmienność, która nie pozwalała się nudzić. Chodzi o fakt, że ceny zostały utrzymane na wysokim poziomie, a tym samym czwartkowy wzrost zyskał w pewnym sensie potwierdzenie. Popyt wydaje się być w przewadze. Fakty są takie, że opuściliśmy obszar konsolidacji, a rynek nie starał się szybko tego faktu zanegować. Mamy przyzwoitą aktywność, a do historycznych rekordów jest coraz bliżej. Jedno tylko zastanawia. Od samego początku silnie rośnie LOP. Jak już wspominałem, w trakcie wzrostu nie jest to niczym zdrożnym, ale zastanawia, dlaczego nie było widać żadnej zmiany w LOP przy przechodzeniu przez poziom oporu. Skoro spora część krótkich pozycji straciła rację bytu, to powinno być widać moment ich zamykania. Jedno jest pewne - popyt jest duży i w przewadze, ale po drugiej stronie nie stoi spłoszony chuderlak.

Ktoś mnie zapytał, dlaczego tak rośnie? Dlaczego tak silnie i dlaczego teraz? Odpowiedź wydaje się banalna - rośnie, bo jest więcej kupujących, ale dlaczego kupują? Część z pewnością kieruje się analizą techniczną - skoro opory zostały przełamane, to trzeba trzymać się tych wskazówek i na nie zareagować. Czy ten wzrost można tłumaczyć fundamentalnie? Tu już jest problem, bo przecież wiemy, że przed nami czas raczej trudny niż łatwy. Trzeba przyjąć, że rynek czasem zachowuje się zaskakująco. Parcie do tego, by za wszelką cenę tłumaczyć każdy ruch cen, może zaprowadzić nas w ślepą uliczkę. Tak jak choćby wczoraj zaprowadził autorów depesz Reutersa. W jednej z nich, z godziny 14.22 (Polska) wyniki GE były podawane jako powód do zadowolenia oraz przyczynę wzrostu kursów kontraktów terminowych na amerykańskie indeksy. W drugiej, z 15.12 (USA) publikacja wyników GE była już "powodem" spadku tychże kontraktów. Nie starajmy się racjonalizować na siłę tego, co nieko-

niecznie musi być racjonalne w 100 proc.