Reklama

Na przekór trudności om kupimy Możejki

Z Igorem Chalupcem, prezesem Polskiego Koncernu Naftowego Orlen, rozmawia Bartłomiej Mayer

Publikacja: 16.10.2006 10:17

Panie Prezesie, mijają właśnie 72 godziny, od kiedy w rafinerii Możejki wybuchł pożar. Jaka jest teraz sytuacja w litewskim zakładzie?

Igor Chalupec: Spółką, która może udzielić najpełniejszych informacji na ten temat są oczywiście same Możejki. Natomiast nasi specjaliści są również obecni na miejscu i uczestniczą jako obserwatorzy w pracach grup roboczych, które zostały powołane przez kierownictwo Możejek w celu wyjaśnienia przyczyn i skutków pożaru. Wiemy więc, że sytuacja jest poważna. Ale na razie jesteśmy na bardzo wstępnym etapie określania przyczyn pożaru i dziś nie jest jeszcze jasne, co go spowodowało. Trudno też więc powiedzieć cokolwiek na temat jego skutków, a tym bardziej na temat tego, w jakim zakresie uda się je pokryć z polisy ubezpieczeniowej. Dla mnie najważniejsze jest to, że w Możejkach jest pełna mobilizacja kadry, pracowników. Mają wolę przezwyciężenia trudności. Niezależnie od analizy sytuacji związanej z pożarem, myślą oni również o tym, jakie znaleźć teraz rozwiązania organizacyjne i technologiczne, aby ograniczyć negatywny wpływ pożaru na ciągłość pracy rafinerii. Myślę, że to Możejki powinny o decyzjach w tej sprawie powiedzieć jako pierwsze.

Czy Orlen pomoże Możejkom?

Chcemy zrobić wszystko, żeby pomóc Litwinom w tej sytuacji. Chcemy zaoferować im nasze ekspertyzy techniczne przy szukaniu scenariuszy minimalizowania negatywnych skutków pożaru. Mam nadzieję, że nasze doświadczenie się tu przyda. Rozmawiamy też o tym, w jaki sposób wspólnie zaradzić potencjalnym trudnościom, które mogą się pojawić w zaopatrzeniu rynku w paliwa, szczególnie w olej napędowy. Także w tej dziedzinie oferujemy Litwinom pewne rozwiązania. Nie wykluczamy też, że podejmiemy współpracę operacyjną i przekażemy na Litwę część ciężkich frakcji ropy naftowej nieprzetworzonych w Płocku, po to, żeby w Możejkach maksymalnie obciążyć moce produkcyjne tej części zakładu, która może działać.

Jedna z agencji podała w piątek informacje, że Orlen nie wierzy w to, aby pożar w tym momencie był przypadkiem. Jak Pan to skomentuje?

Reklama
Reklama

Nie wiem, skąd ta agencja wzięła taką informację, tym bardziej że podała to zaledwie kilka minut po wybuchu pożaru. Do tego czasu nie rozmawialiśmy z żadnym dziennikarzem, ani polski, ani litewskim. Sprawdziliśmy - to nikt z Orlenu nie rozmawiał.

Dotychczas nie wypowiadaliśmy się na temat naszego stanowiska w tej sprawie. Czekamy z tym na wyniki prac komisji: rządowej, którą kieruje litewski minister spraw wewnętrznych, prokuratury oraz wewnętrznej komisji zakładowej, która rozpoczyna pracę. Wtedy będziemy mogli to skomentować. Nie ukrywam też, że staramy się wyrobić sobie własny pogląd na ten temat. Ale moi specjaliści mówią, że jest jeszcze na to za wcześnie, bo potrzeba dokładnej analizy.

Czyli na razie nie ma przesłanek, na podstawie których można by stwierdzić, że pożar mógł być zdarzeniem nieprzypadkowym?

Każda hipoteza jest dziś możliwa. Mógł to być błąd człowieka, mogła to być awaria instalacji i mogła być też ingerencja zewnętrzna. Niczego nie można w tej chwili wykluczyć.

Czy, Pana zdaniem, komuś mogło zależeć na tym, żeby w rafinerii Możejki wybuchł pożar i to właśnie teraz, gdy Orlen finalizuje jej zakup?

Nie chciałbym tego w ten sposób ujmować, bo mogłoby to być odebrane jak posądzenie kogoś. Natomiast nie da się ukryć że, pożar w znacznym stopniu utrudnił prace rafinerii, a po drugie, zdarzył się w takim momencie, w którym komplikuje dokończenie transakcji. Co nie oznacza, że ją uniemożliwia!

Reklama
Reklama

W mediach pojawiły się głosy, że polisa ubezpieczeniowa nie pokryje w całości strat, jakie spowodował pożar. Co Pan na to?

Wiadomo nie od dziś, że przy dobrze zbudowanej umowie ubezpieczeniowej nawet większe katastrofy mogą być w całości pokryte z polisy. W tym przypadku za wcześnie jest jeszcze mówić o szczegółach, bo nie wiemy wciąż, jakie są te straty.Ale, jeśli dobrze rozumiem, ma Pan nadzieję, na to, że ubezpieczenie pokryje w całości straty, jakie wywołał pożar w Możejkach?

To byłoby optymalne. Nasze doświadczenie wskazuje na to, że jest to możliwe. Ale to nie Orlen powinien mówić, na ile jest to prawdopodobne.

Wybiegnę nieco w przyszłość: nie sądzi Pan, że pożar będzie czymś, co utrudni zawarcie kolejnej polisy z towarzystwem ubezpieczeniowym?

Firmy ubezpieczeniowe mają to ryzyko wkalkulowane w swój biznes, poza tym reasekurują się na rynku. Tego typu wydarzenia, jak pożar w Możejkach, zdarzają się w bardzo wielu zakładach w różnych branżach, na całym świecie. To nie jest jakaś wyjątkowa historia, a w dodatku to coś naturalnego w biznesie ubezpieczeniowym. Nie przewiduję więc, żeby w przyszłości mogły być jakieś kłopoty z zawarciem umowy ubezpieczeniowej.

Znamy na razie jeden skutek pożaru w Możejkach. To odroczenie podpisania przez Orlen i konsorcjum banków umowy na sfinansowanie zakupu litewskiej rafinerii. Jakie mogą być kolejne skutki?

Reklama
Reklama

Jeśli chodzi o umowy z bankami, informowaliśmy jakiś czas temu rynek o tym, że takie porozumienie zostanie podpisane w połowie października. Dla każdego, kto rozumie działające tu mechanizmy, jest oczywiste, że po takim wydarzeniu jak pożar w Możejkach, zarówno banki finansujące, jak i my, musimy sobie dać czas na przeanalizowanie sytuacji. Z podobną propozycją wystąpiły zresztą także same banki. Informacja o przesunięciu podpisania umowy wywołała jednak falź spekulacji dotyczących samego zamknięcia transakcji. Zupełnie niesłusznie! Bo to, o czym poinformowaliśmy w piątek, jest zupełnie normalną sprawą w biznesie. Tak się zawsze robi. Wykreowanie na tej podstawie jakichś spekulacji, co do zmiany naszych intencji, jest całkowicie nieuzasadnione. Te intencje są jednoznaczne: chcemy sfinalizować tę transakcję, choć po dokładnym przeanalizowaniu przyczyn i skutków pożaru, co chyba jest naturalne.

Znacznie bardziej uzasadnione wydają się spekulacje dotyczące tego, że cena za Możejki powinna być niższa, niż wynegocjowana pół roku temu. Co Pan na to?

Szczerze mówiąc wolałbym się w te spekulacje nie wdawać, dopóki nie będę znał diagnozy dotyczącej przyczyn i skutków pożaru oraz oczywiście odszkodowania. Gdy to będziemy wiedzieć, porozmawiamy o naszych opiniach w tej sprawie. Dziś mówienie czegokolwiek to tylko spekulowanie, a my chcemy tego uniknąć.

Ale jest tutaj jakieś pole manewru?

Zawsze jest jakieś pole manewru.

Reklama
Reklama

Czy to pole manewru wynika z zapisów umowy przedwstępnej, jaką zawarto w maju?

Ono wynika z wszystkiego: ze strony formalnej, ale przede wszystkim z intencji, woli osiągnięcia kompromisu przez strony umowy, które są zdeterminowane, aby doprowadzić do sfinalizowania transakcji i nie ulec jakimkolwiek sytuacjom, które mogłyby temu zaszkodzić.

Jeszcze w piątek rzecznik Możejek informował o tym, że zdolności produkcyjne rafinerii spadły o ponad połowę. Czy można dziś ocenić, w jakim czasie mogą być odbudowane?

Są pewne hipotezy. Ale na razie za wcześnie, żeby o tym mówić, a mówić powinien nie Orlen, ale Możejki.

A kiedy spodziewa się Pan oszacowania strat, zawarcia umowy z bankami i kolejnych rozmów na temat sfinalizowania transakcji?

Reklama
Reklama

Mam nadzieję, że wszystko to stanie się jak najszybciej, bo nikomu nie zależy na tym, żeby to odkładać w czasie. Zresztą od początku mówiliśmy o tym, żeby stało się jak najszybciej. Natomiast przesądzać o tempie tych prac teraz nie można.

Czy podtrzymałby Pan teraz deklarację, jaką złożył Pan w dniu podpisania umów przedwstępnych, że sfinalizowanie transakcji nastąpi przed końcem I kwartału 2007 roku?

Ten termin jest moim zdaniem absolutnie niezagrożony.

Mówił Pan jakiś czas temu, że dopóki zakup Możejek nie zostanie sfinalizowany, może dochodzić wokół transakcji do "różnych turbulencji". Czy awaria rurociągu i przestój w przesyle ropy na Litwę nie zaskoczyły Pana?

Byliśmy przygotowani, że mJeśli chodzi o dostawy ropy, to sam fakt awarii i tak długiego jej usuwania, jest zaskakujący. Jeśli przyjąć za dobrą monetę oficjalne tłumaczenie strony rosyjskiej, że to tylko techniczne uszkodzenie rury, trudno zrozumieć, dlaczego czas usuwania tej awarii jest tak długi. Czy to oznacza, że gdyby taka awaria zdarzyła się w innym miejscu np. bardziej istotnym z punktu widzenia zaopatrzenia Płocka, też jej usuwanie trwałoby tak długo? Jeśli tak, to sytuacja wygląda bardzo poważnie.

Reklama
Reklama

Zadali Państwo takie pytanie Rosjanom?

My nie jesteśmy bezpośrednim partnerem Transnieftu. Jest nim Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych "Przyjaźń" i to jemu zadaliśmy takie pytanie. PERN zapewnił, że według ich informacji, takiego niebezpieczeństwa nie ma.

Rosjanie zapowiedzieli, że przestój w przesyle ropy do Możejek potrwa co najmniej kilka miesięcy. Mówi się jednak i o tym, że dostaw może nie być już w ogóle. Czy są Państwo na to przygotowani?

Ostatnio wiceprezes Transnieftu Siergiej Grigoriew mówił, że usuwanie awarii rozpocznie się w lutym przyszłego roku. Nie wspomniał jednak, jak długo potrwa. Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności, nastawiliśmy się na to, że być może rurociąg nigdy już nie będzie uruchomiony. Mówiliśmy zresztą o tym, że na taką ewentualność mamy przygotowane scenariusze.

Jak wyglądają te scenariusze?

Chętnie podzieliłbym się z akcjonariuszami i analitykami tą informacją, ale niestety zbytnia otwartość w tej kwestii mogłaby nam zaszkodzić. Wolimy więc informować po fakcie.

Możejki negocjują teraz większe dostawy ropy z Wenezueli...

Nie mogę tego skomentować. Wiadomo jednak, że kupiły już dwa statki ropy.

Ależ tę informację podały kilka dni temu serwisy informacyjne...

Nie mogę tej informacji w żaden sposób skomentować.

Czy zakup większej ilości ropy z Wenezueli wpisuje się w któryś ze scenariuszy, jakie ma dla Możejek Orlen?

Pamiętajmy, że dopóki nie zamknęliśmy transakcji, nie uczestniczymy w bieżącym zarządzaniu litewska rafinerią.

A jak skomentuje Pan informacje, a potem jej dementi, o kolejowych dostawach ropy naftowej z Kazachstanu na Litwę?

Takie dostawy byłyby dla Możejek interesujące. Ten kierunek poszukiwań wydaje się sensowny.

O wydobyciu

Jak wygląda teraz realizacja strategii wydobywczej Orlenu?

Przez nasze ręce przewinęła się pewnie już setka projektów?

Co to znaczy "przewinęła się"?

To znaczy, że wstępnie je przeanalizowaliśmy. Kilkanaście z nich zostało zaakceptowanych do pogłębionych analiz, czy nawet do rozpoczęcia rozmów. Niektóre wyglądają naprawdę bardzo obiecująco.

O jakie kraje chodzi?

To są te same kraje, o których już wielokrotnie mówiliśmy. To jest tak duży obszar, że nie musimy się rozpraszać, szukając innych miejsc.

Proszę więc przypomnieć, jakie to państwa, bo to się trochę pozmieniało w ostatnich miesiącach. Z listy "wypadła" na przykład Rosja.

Mówimy o państwach Azji Środkowej, Afryki Północnej, o Iraku i Kuwejcie. A co do Rosji, to jest to cały czas kraj bardzo interesujący. Problem polega jednak na tym, że uwarunkowania regulacyjne stają się tam coraz trudniejsze.

Czy projekty, o których Pan wspomniał, dotyczą wszystkich krajów wymienionych w strategii?

Tak.

W strategii założono, że Orlen będzie współpartnerem w projektach wydobywczych. Czy mówimy zatem o ofertach głównych inwestorów, potencjalnych partnerów Orlenu, czy może o propozycjach aktualnych właścicieli pół naftowych?

Są i takie, i takie oferty. Mamy propozycję udziału w konsorcjach stricte wydobywczych, na przykład ubiegających się o koncesje. Mamy też oferty od już funkcjonujących na danym rynku operatorów, szukających partnerów, którzy wzięliby na siebie część ryzyka związanego z projektami. Są też propozycje przyłączenia się do już funkcjonujących przedsięwzięć, w przypadku których albo szuka się nowego kapitału do poszerzenia działalności albo ktoś chceMamy wreszcie takie propozycje, które zakładają udział w kilku projektach na raz. I one też nas interesują, choćby z punktu widzenia dywersyfikacji ryzyka.

Czy partnerami Orlenu mogą zostać inne polskie firmy?

Zdecydowanie tak. W jednym z takich projektów już dzisiaj uczestniczymy razem z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem oraz Grupą Lotos. PGNiG odgrywa w nim rolę wiodącą, bo chodzi o program wydobywczy.

A czy w grę wchodzi współpraca z innymi polskimi spółkami? Mam na myśli firmy Ryszarda Krauzego oraz Jana Kulczyka.

W tej chwili nie mamy żadnego wspólnego projektu.

W połowie roku wspominał Pan, że pierwszy kontrakt dotyczący wydobycia może być podpisany na przełomie tego i przyszłego roku. Jak to wygląda z dzisiejszej perspektywy?

Wciąż tego nie wykluczam.

Czy jest to teraz bardziej prawdopodobne niż kilka miesięcy temu, czy mniej?

Liczba i jakość analizowanych projektów wskazuje na to, że może się to udać.

Trzeba wziąć pod uwagę także specyfikę tego rynku i fakt, że w ciągu ostatnich kilku tygodni ceny ropy spadły o około 25 proc., co nie jest bez znaczenia. Nam to oczywiście pomaga.

Ale potencjalnym sprzedawcom może przeszkadzać... Czy nie lepiej byłoby dla Orlenu, żeby ropa jednak podrożała?

Szacunki Ministerstwa Ropy Naftowej Arabii Saudyjskiej, a uchodzi ono za jedno z najlepszych źródeł ekspertyz na świecie, mówią, że równowaga na globalnym rynku podaży i popytu występuje przy cenie 50-55 USD za baryłkę. Wydaje się, że to jest poziom rozsądny, który z jednej strony nie powoduje uszczerbku po stronie popytu, a z drugiej strony gwarantuje wystarczający dopływ pieniędzy do sektora naftowego, który dzięki temu ma motywację, żeby inwestować w złoża i rozwój technologii.

Czy Pana zdaniem właśnie taki poziom sprzyjałby zawarciu transakcji przez Orlen?

Myślę, że to poziom równowagi, ale czysto teoretyczny. Kluczowe dla nas są bowiem nie tylko same ceny ropy, ale ich zmienność. Podatność na zmiany polityczne powoduje niepewność i ostrożność przy podejmowaniu decyzji o transakcjach. Ta chwiejność może być największą bolączką.

Jakie byłoby zaangażowanie procentowe Orlenu w przypadku projektów, które są analizowane?

Bardzo różne, od kilku do kilkudziesięciu proc.

A precyzyjniej?

To wystarczająco precyzyjna odpowiedź.

Czy w każdym z przypadków chodzi o pakiet mniejszościowy?

To jest nasz priorytet. Przynajmniej w pierwszej fazie.

Jakie jest potencjalne zaangażowanie finansowe?

Jest za wcześnie, aby odpowiedzieć na to pytanie.

Zgodnie ze strategią wydobywczą, w przyszłym roku powinniście pozyskać 400 tys. ton ropy...

Największe z analizowanych projektów spełniają to kryterium. W przypadku mniejszych musielibyśmy się zaangażować w dwa lub więcej.

O Orlenie

Deutschland

Ostatnio pojawiły się informacje o kilku chętnych do zakupu Orlenu Deutschland.

Faktycznie, jest pewne zainteresowanie nabyciem tych aktywów, natomiast trzeba też zdawać sobie sprawę, z tego, że one robią się coraz droższe.

Muszę powiedzieć, że z dużą satysfakcją obserwujemy poprawę wyników Orlenu Deutschland, co bierze się zarówno z lepszej sytuacji na rynku niemieckim, jak i z bardzo konsekwentnie realizowanej redukcji kosztów i zwiększenia sprzedaży. Cieszy nas, że udział Orlenu Deutschland w rynku rośnie, choć wielkość rynku jako całości spada.

Nie sądzi Pan, że właśnie teraz jest optymalny moment, by sprzedać Orlen Deutschland?

Być może. Na pewno przy odejmowaniu decyzji będziemy brali pod uwagę przewidywany scenariusz rozwoju rynku. W każdym razie - muszę to powiedzieć, żeby nie było żadnych wątpliwości - nie prowadzimy w tej chwili żadnych negocjacji.

Czy to oznacza, że oferty są wciąż analizowane?

Tak, ale nie prowadzimy żadnych negocjacji.

Kiedy planuje Pan usiąść do rozmów?

Nie mam w tej chwili takiego planu. W momencie, kiedy któraś z tych propozycji, jaka się pojawiła, zabrzmi zachęcająco, to wtedy pewnie taką decyzję podejmiemy.

Mówi się o tym, że potencjalnym kupcem Orlenu Deutschland może być Łukoil. Czy Pana zdaniem może to być dobry kupiec dla tej spółki?

Ostatnio dużo było plotek na temat Łukoila i nas. Muszę więc od razu powiedzieć, że Łukoil nie składał nam żadnej oferty.

Ale może za którymś z inwestorów, który ofertę złożył, kryje się właśnie Łukoil?

Skład akcjonariuszy będzie bardzo istotną przesłanką do podejmowania decyzji w sprawie wyboru kupca dla Orlenu Deutschland.

Kilka miesięcy temu wspominał Pan o negocjacjach na temat zakupu kolejnych stacji w Niemczech. Na jakim jest to etapie?

Negocjacje trwają, choć teraz już chodzi o 31 stacji. Mamy nadzieję, że zamkniemy tę transakcję do końca roku.

O grupie Unipetrolu

Czy chętnie widziałby Pan Łukoil jako partnera w biznesie np. w Ceskiej Rafinerskiej, w której chce on kupić pakiet akcji?

O tyle trudno jest mi to sobie wyobrazić, że na razie prawo pierwokupu akcji Ceskiej Rafinerskiej przysługuje Unipetrolowi. I - mówię to już jako przewodniczący rady nadzorczej czeskiego koncernu - bardzo poważnie rozważy skorzystanie z tego prawa. A to praktycznie wyeliminowałoby szanse pojawienia się w Ceskiej Rafinerskiej jakiegokolwiek nowego akcjonariusza.

To, skoro już wypowiada się Pan, jako przewodniczący rady nadzorczej Unipetrolu, przyzna Pan zapewne, że drobni akcjonariusze tej spółki, sprawiają Orlenowi sporo kłopotów. Może racjonalne byłoby w tej sytuacji wykupienie w 100 proc. akcji Unipetrolu i wyprowadzenie go z czeskiej giełdy?

Zacznijmy od tego, że w Czechach prawa akcjonariuszy mniejszościowych są znacznie silniej chronione przez przepisy niż w Polsce. Tam akcjonariusz dysponujący jedną akcją może prowadzić działania prawne przeciwko spółce. W Czechach także aktywność akcjonariuszy mniejszościowych jest znacznie większa niż u nas i jest to stałym elementem giełdowego krajobrazu.

Z ogólnej perspektywy to, co dzieje się w Unipetrolu, nie jest więc niczym nadzwyczajnym. Natomiast mamy przekonanie, że niektóre działania nie są prowadzone w dobrej wierze, ani nawet w interesie akcjonariuszy mniejszościowych.

Proszę zwrócić uwagę na podstawowe działania spółki GoldenFrazil, która zażądała od zarządu Unipetrolu przedstawienia szczegółowych wyjaśnień w sprawie planów strategicznych, w tym procesu sprzedaży aktywów holdingu. Już pomijam fakt, że GoldenFrazil kupił trochę ponad 3 proc. akcji Unipetrolu zaledwie na kilka dni, tylko po to, żeby zażądać zwołania walnego zgromadzenia akcjonariuszy i zadać to właśnie pytanie. Nie mówimy więc tu o jakimś długoterminowym, stabilnym akcjonariuszu, który jest zainteresowanym wzrostem wartości spółki i kursu akcji. Ale zostawmy to na boku.

Wróćmy do meritum tej propozycji, która sprowadza się do tego, żeby zarząd spółki zwołał NWZA, na którym miałby opowiedzieć publicznie o szczegółach prowadzonych przez siebie negocjacji, bardzo istotnych, kluczowych z punktu widzenia Unipetrolu kwestii. W tym czasie wszyscy konkurenci oraz potencjalni kontrahenci spokojnie przysłuchiwaliby się tym wywodom i wyciągali dla siebie odpowiednie wnioski. Co więcej, zarząd Unipetrolu miałby na forum NWZA odpowiadać na dziesiątki pytań akcjonariuszy mniejszościowych. Przecież tego typu sytuacja spowodowałaby osłabienie pozycji negocjacyjnej zarządu Unipetrolu, który właśnie negocjuje bardzo istotne kontrakty. Wymóg przedstawiania pełnej informacji w tej sprawie jest zupełnie niedorzeczny. Tak po prostu nikt nie działa. Gdyby wprowadzić taką metodę w życie, z pewnością działałaby ona na niekorzyść spółki. Uważam więc, że takie propozycje są paradoksalnie sprzeczne z interesem akcjonariuszy mniejszościowych. W ich interesie jest bowiem to, żeby zarząd w sposób wyczerpujący i przejrzysty informował akcjonariuszy, analityków i opinię publiczną o podjętych decyzjach z pełnym wyjaśnieniem, warunków finansowych tych decyzji i kryteriów merytorycznych, jakimi się kierowano. To Unipetrol jest winny wszystkim swoim akcjonariuszom. Wyjaśniam to tak szczegółowo, żeby pokazać, że ani Unipetrol, ani Orlen niczego nie ukrywa i niczego nie zamiata pod dywan.

Przyzna Pan jednak, że całego tego problemu nie byłoby, gdyby Unipetrol należał w całości do Orlenu.

Gdy zostawaliśmy inwestorem w Unipetrolu mówiliśmy, że jesteśmy zdecydowani utrzymać giełdowy status tej spółki. Taką decyzję podjęliśmy m.in. dlatego, że wiemy iż jest to jedna z najważniejszych spółek notowanych na giełdzie w Pradze.

Gdybyśmy mieli podejmować decyzję o wycofaniu Unipetrolu z praskiego rynku, musielibyśmy bardzo starannie rozważyć "za" i "przeciw". Na razie takich analiz nie prowadzimy.

Mimo tych kłopotów, o których tu wspomniałem, muszę powiedzieć, że utrzymanie notowań na giełdzie w Pradze ma też sporo pozytywów. A posiadany przez nas pakiet kontrolny pozwala w 100 proc. egzekwować prawa korporacyjne Orlenu.

Czy pojawił się pomysł wprowadzenia Unipetrolu na giełdę w Warszawie?

Nie, nie ma takiej potrzeby. Proszę zwrócić uwagę, że tego typu działania akcjonariuszy mniejszościowych, z jakimi mieliśmy do czynienia w przypadku Unipetrolu, bardzo często mają na celu uprzykrzyć życie inwestorowi strategicznemu i zmusić go do wycofania spółki z rynku. Z reguły przekłada się to na cenę wyższą niż uzasadniałyby to przesłanki ekonomiczne. My nie jesteśmy skłonni do ulegania tego typu presji.

Jak wygląda rozwój sieci detalicznej w Czechach?

Sytuacja spółki Benzina jest trudna i jest to zdecydowanie najsłabsza część całego holdingu, choć rozpoczęła proces restrukturyzacji. 25 października Unipetrol i sama Benzina mają przedstawić strategię dwóch marek detalicznych. Jest to szansa na wykreowanie czegoś pozytywnego.

Sieć miała być poszerzona poprzez dokupienie stacji.

Pojawiają się pewne oferty, nad którymi pracujemy.

Czy któraś z tych marek to może być Bliska albo Star (ekonomiczne brandy Orlenu w Polsce oraz w Niemczech - przyp. red.)?

Wszystko zostanie powiedziane 25 października.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Andrzej Cynka

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama