Straty, jakie spowodował zeszłotygodniowy pożar w litewskiej rafinerii Możejki, według wstępnych szacunków przedsiębiorstwa, mogą wynieść od 22,5 mln USD do 47,5 mln USD. Tegoroczny zysk netto spółki może zaś być o ok. 38 mln USD (105 mln litów) niższy od oficjalnych prognoz, jakie podał na ten rok zarząd firmy. Mówiły one o tym, że rafineria zarobi na czysto 507,8 mln litów.
Zarząd poinformował też, że rafineria po pożarze będzie musiała przejść dwie lub więcej faz odbudowy zanim powróci do normalnego działania. Możejki szacują, że zajmie to od sześciu do dziewięciu miesięcy (według niezależnych ekspertów może to potrwać nawet cały rok). Dopiero po tym czasie firma osiągnie przerób ropy na poziomie 27 tys. ton dziennie. W wyniku pożaru zdolności spadły do 15 tys. ton.
Możejki zapewniły również, że prowadzą obecnie wewnętrzne dochodzenie, które ma bardzo szczegółowo ocenić straty i przyczyny pożaru. Powołana wczoraj międzyresortowa komisja litewskiego rządu również ma zbadać skutki awarii. Jej wnioski będą przedstawione na początku grudnia. Natomiast komisja departamentu przeciwpożarowego i ratownictwa zapowiada, że swoje konkluzje ogłosi do połowy listopada.
Minister gospodarki Litwy Vytas Navickas zapowiedział wczoraj w wywiadzie wyemitowanym przez Litewskie Radio, że Możejki nie zostaną zamknięte. Produkcja w rafinerii ma być kontynuowana, a zakład będzie dostarczał na rynek wystarczającą ilość benzyny oraz oleju napędowego.
W piątek wileńska giełda "w celu zabezpieczenia interesów inwestorów" zawiesiła obrót walorami rafinerii. Gdy wczoraj wznowiono notowania, potwierdziły się obawy analityków, dotyczące silnej przeceny papierów: Możejki zakończyły sesję na poziomie o ponad 10 proc. niższym niż na czwartkowej sesji. Dodajmy, że oznacza to powrót w okolice z początku września.