Umowa o sprzedaży Możejek nie przewiduje możliwości korygowania ceny transakcji. Nie ma takiego punktu - stwierdził wczoraj na łamach wileńskiego dziennika "Respublika" minister gospodarki Litwy Vytas Navickas. Z kolei według wiceszefa tego resortu Vytautasa Naudużasa, możliwość skorygowania ceny jest "tylko teoretyczna". - Byłoby to możliwe tylko w tym przypadku, jeżeli spółki ubezpieczeniowe nie pokryłyby części strat po pożarze - powiedział litewskiej gazecie "Lietuvos Źinios" wiceminister Naudużas.
Litwini odpowiadają Polakom
Słowa litewskich polityków to zapewne reakcja na niedawne wypowiedzi strony polskiej. Prezes Orlenu Igor Chalupec powiedział "Parkietowi", że istnieje "pole manewru" co do ceny, jaką koncern ma zapłacić za akcje litewskiej rafinerii. Dodał, że wynika ono zarówno ze strony formalnej, jak i woli osiągnięcia kompromisu przez sprzedających i kupującego. Podkreślił, że obie strony są zdeterminowane, aby doprowadzić transakcję do końca i nie ulegać niczemu, co mogłyby jej zaszkodzić. Także część polskich analityków, twierdziła, że po pożarze w Możejkach płocki koncern może podejmować próby obniżenia ceny.
Przypomnijmy, że za 53,7 proc. akcji Możejek, zgodnie z ustaleniami z maja tego roku, Orlen miałby zapłacić Jukosowi 1,49 mld USD, a za kolejne 30,66 proc. papierów rząd Litwy miałby dostać od inwestora 852 mln USD. Łącznie PKN wydałby ponad 2,34 mld USD.
Z NIK do zarządu