Wczorajsze posiedzenie belgijskiego sądu, który ma rozpatrzyć skargę polskiego rządu na częściowy wyrok Trybunału Arbitrażowego, trwało kilka godzin. Pełnomocnicy polskiego rządu i Eureko przedstawili swoje opinie w sprawie, i na tym posiedzenie się zakończyło. Belgijski sąd zdecydował, że ostateczny werdykt w tej sprawie wydane w ciągu miesiąca.

Sprawa przed trybunałem ma związek z prywatyzacją PZU. W 2002 r. Eureko (ok. 33 proc. akcji PZU) złożyło skargę, powołując się na polsko-holenderską umowę o wzajemnej ochronie inwestycji. W sierpniu ub.r. w wyroku częściowym trybunał uznał, że Polską tę umowę naruszyła. Drugi etap postępowania będzie dotyczył ewentualnego odszkodowania, jakie polski rząd musiałby zapłacić Eureko w związku z niedotrzymaniem zapisów aneksu do umowy prywatyzacyjnej PZU, który dawał Eureko kontrolę nad polskim ubezpieczycielem.

Belgijski sąd w ciągu miesiąca orzeknie, czy drugi etap postępowania w ogóle się rozpocznie. Strona polska stoi na stanowisku, że wszelkie konflikty między rządem a Eureko powinny rozstrzygać sądy w Polsce. Tak mówi umowa prywatyzacyjna PZU. Belgijski sąd ma zatem stwierdzić, czy trybunał jest właściwym miejscem do rozstrzygania sporu. Nawet jeśli drugi etap dojdzie do skutku, trudno przewidzieć, jakie odszkodowanie musiałby zapłacić polski rząd. - Nie chcemy w tej chwili podawać żadnych kwot. Jedno jest pewne, im dłużej konflikt pozostanie nierozwiązany, tym większe będą szkody poniesione przez Eureko - mówi Michał Nastula, prezes Eureko Polska. W listopadzie 2005 r. Holendrzy mówili o 6 mld zł i sprzedaży dalszych 21 proc. akcji PZU za 2,1 mld zł.

Nadal nie wiadomo, czy polski rząd wniesie do sądu pozew o unieważnienie umowy prywatyzacyjnej PZU. Domaga się tego zdecydowana większość posłów. Ostrożniej do sprawy podchodzi resort skarbu. - Trzeba przeanalizować, czy to się opłaci - mówił Wojciech Jasiński, minister skarbu, podczas niedawnej debaty sejmowej na temat PZU. Powodem unieważnienia umowy mógłby być dowód na to, że Eureko kupiło akcji PZU nie za swoje pieniądze. Holendrzy zawsze twierdzili, że miało własne środki na ten zakup, nie pochodzące z kredytu. Odpowiedzi na pytanie, czy tak było rzeczywiście, od 2005 r. szuka gdańska prokuratura.

Możliwe, że jeśli sąd stwierdziłby niezgodność z prawem umowy prywatyzacyjnej, polska strona musiałaby oddać pieniądze, które otrzymała ze sprzedaży udziałów PZU. W 1999 r. 30 proc. akcji ubezpieczyciela za ok. 3 mld zł kupiło konsorcjum Eureko i Big Bank Gdański. Dziś te pieniądze mogą być warte ok. 6,3 mld zł. Z kolei członkowie konsorcjum musieliby zwrócić dywidendy z PZU. Szacunkowo byłoby to ok. 850 mln zł.