Debiut CEZ-u będzie z pewnością jednym z najważniejszych tegorocznych wydarzeń na warszawskiej giełdzie. Oby jednak nie stał się wielką klapą.
Największa spółka, ale...
Czeski koncern energetyczny stanie się od razu największą spółką notowaną na GPW. Łączna wartość rynkowa akcji CEZ-u to dziś prawie 70 mld zł. Jest zatem istotnie wyższa niż kapitalizacja każdego z dotychczasowych tuzów naszego parkietu: Banku Austria Creditanstalt (63,2 mld zł), banków PKO BP i Pekao (odpowiednio 39,2 mld zł i 36,7 mld zł), czy węgierskiego MOL-a (33,1 mld zł).
Z pojawieniem się na naszym parkiecie akcji czeskiego giganta polscy inwestorzy od dawna wiązali spore nadzieje. Zdaniem Piotra Sieradzana, zarządzającego funduszem akcji w TFI SEB, wiele podobnych instytucji, w tym także OFE, od dawna obserwuje CEZ, a gdy koncern wejdzie na polską giełdę, zainteresowanie nim jeszcze wzrośnie. Zresztą również sam CEZ nie ukrywał, że wchodząc do Warszawy liczy przede wszystkim na polskie fundusze emerytalne. To właśnie z przedstawicielami OFE zarząd CEZ-u zorganizował w Warszawie dwa spotkania: w listopadzie 2005 roku i w lutym br. Czesi spodziewali się, że wobec skromnej oferty prywatyzacyjnej w Polsce, OFE z radością przywitają akcje giganta energetycznego zza południowej granicy. Według Andrzeja Pasławskiego z DM PKO BP, akcjami CEZ-u zainteresowani jednak będą nie tylko duzi inwestorzy instytucjonalni, ale również drobni gracze.
I jedni, i drudzy od co najmniej kilku dni zadają sobie jednak jedno fundamentalne pytanie: jaka będzie podaż akcji CEZ-u i jakie mogą być obroty tymi papierami w Warszawie? Przypomnijmy, że debiut czeskiego koncernu na naszej giełdzie nie jest związany z żadną nową emisją jego walorów. Na GPW notowane mają być te same papiery, które od kilku lat znajdują się w obrocie na praskim parkiecie - dokładnie: 592 210 843 akcje czeskiego koncernu.