W przeciwieństwie do optymistycznej pierwszej połowy miesiąca, od dwóch tygodni WIG20 błądzi w miejscu. Można odnieść wrażenie, że poziom 3200 pkt jest nie do przeskoczenia. To że akurat na tej wysokości pojawiły się problemy z kontynuacją zwyżki, nie jest szczególnym zaskoczeniem. Na poziomie 3191 pkt znajduje się bowiem lipcowy szczyt, broniący drogi do położonego wyżej szczytu z maja (3348 pkt).
Znany scenariusz
Jako optymistyczny można traktować fakt, że WIG20, mimo problemów ze zwyżką, nie odbił się od wspomnianej bariery, a jedynie na niej balansuje. Mamy więć do czynienia raczej z korektą, a nie z fazą wycofywania się inwestorów z rynku. Inna sprawa to, że WIG20 ponownie "ociąga się" ze zwyżką mimo dobrych nastrojów na giełdach światowych. Trudno wyobrazić sobie, że amerykańskie indeksy będą długo jeszcze rosnąć w dotychczasowym tempie. Prawdopodobne wydają się dwa scenariusze - albo zakończenie trendu wzrostowego na rynkach akcji na świecie, albo uspokojenie zwyżki za oceanem, np. na skutek przepływu kapitałów na rynki wschodzące kosztem rozwiniętych.
Z długoterminowego punktu widzenia zwyżka WIG20 nadal niemal do złudzenia przypomina drugą połowę 2004 r. Od ponad czterech miesięcy półroczna stopa zwrotu z WIG20 balansuje na poziomie zera. W czasie całej hossy trwającej od połowy 2003 r. taka sytuacja zdarzyła się jedynie właśnie w drugiej połowie 2004 r. Co prawda półroczna stopa zwrotu sięgnęła zera także w maju 2005 r., ale było to chwilowe wydarzenie.
Analogia w zachowaniu półrocznej stopy zwrotu z 2004 r. wynika z podobnego układu technicznego WIG20. Początek tej całej rozbudowanej formacji wyznaczał przed dwoma laty szczyt z kwietnia 2004 r., po którego ustanowieniu indeks zanotował gwałtowny, ale dość krótkotrwały spadek. Później WIG20 potrzebował aż ośmiu miesięcy, by pokonać kwietniowy szczyt. Tym razem również mamy do czynienia z mozolnym procesem odrabiania strat, a celem jest pokonanie majowego wierzchołka. Od momentu jego ustanowienia minęło już ponad pięć miesięcy.