Wcześniejsze prognozy powstawały w oparciu o określone założenia i w określonej sytuacji rynkowej, dlatego nie będę ich oceniał. Prognozowanie jest skomplikowanym zadaniem, szczególnie w przypadku takiej firmy jak nasza, o takiej skali działania. Ta skala jest siłą Zakładów Chemicznych Police, ale z drugiej strony, przy niekorzystnych czynnikach zewnętrznych, na wynik netto mogą znacząco wpływać nawet niewielkie wahania trendów rynkowych.
Czy poprzednie prognozy były, Pana zdaniem, przygotowane rzetelnie? A jeśli nie, to czy osoby odpowiedzialne za ich opracowanie powinny teraz ponieść konsekwencje?
Wolałbym się skupić na działaniach podjętych przez zarząd od czasu, gdy nim kieruję (Grzegorz Długosz objął funkcję prezesa Polic 1 września br. - przyp. red.). W odniesieniu do wcześniejszych prognoz mogę mówić o faktach. A te są takie: w 2006 roku spółkę dotknęły skutki podwyżek cen podstawowych surowców; mieliśmy bardzo długą zimę, a w konsekwencji przesunął się początek sezonu w rolnictwie. Dotknęły nas także przerwy w dostawach gazu. Wreszcie przez szereg miesięcy utrzymywały się negatywne tendencje, dotyczące cen naszych produktów zarówno na rynku krajowym, jak i na rynkach zagranicznych. To są fakty. Wzrostu kosztów spółka nie pokryła wyższymi marżami, a oczekiwane pozytywne zmiany w głównych segmentach naszej działalności - przede wszystkim w generującym największe przychody segmencie nawozowym oraz na rynku amoniaku - następują z opóźnieniami. Dziś, w okresie dekoniunktury na światowym rynku chemicznym, podstawowym zadaniem krótkookresowym jest poprawa rentowności i efektywności biznesu.
Spółka w raporcie mówiącym o anulowaniu prognoz wymienia m.in. koszty surowcowe, czyli głównie gazu, jako przyczynę trudnej sytuacji. Także teraz wspomniał Pan o tym czynniku. Czy w związku z tym Police będą zabiegać o alternatywne w stosunku do PGNiG źródła dostaw gazu?
Alternatywne źródła dostaw to jedno. Interesujemy się projektem budowy gazoportu w Świnoujściu, nie wykluczamy tu zaangażowania kapitałowego, śledzimy też koncepcje związane z gazyfikacją węgla, ale to są projekty długookresowe. Realnie patrząc na skalę naszego zapotrzebowania, a jest to ok. 500 mln metrów sześciennych rocznie, trzeba powiedzieć, że oznacza to kooperację z głównym i najważniejszym dostawcą na rynku, jakim jest dziś PGNiG.
Jak zamierza Pan w takim razie rozwiązać problem gazu?