Wyższe stopy procentowe mogą mieć poważne konsekwencje dla koniunktury w przyszłości. Do tej pory konsumenci chętnie wydawali pieniądze, bo możliwości wielu spośród nich napędzał boom na rynku nieruchomości. Posiadaczom kredytów hipotecznych coraz trudniej jest spłacać zobowiązania, o czym świadczy rekordowa liczba bankructw konsumenckich we wrześniu.
Podobne jak w Wielkiej Brytanii, tendencje widoczne są także gdzie indziej. Po drugiej stronie kanału La Manche z inflacją, nie tylko werbalny, bój toczy Europejski Bank Centralny, który od roku podnosi oprocentowanie, obecnie wynoszące 3,25 proc.
Prezes Jean-Claude Trichet wciąż mówi o czujności i prawdopodobnie jeszcze w tym roku EBC dociągnie stopy do 3,5 proc., a w pierwszym półroczu 2007 r. jeszcze wyżej.
W czwartek bank strefy euro opublikował miesięczny raport, w którym wskazano na rosnące zagrożenia dla stabilności cen i w związku z tym EBC zadeklarował konieczność "wielkiej czujności". Niektórzy członkowie rady EBC są nie tylko czujni, ale biją na alarm. 6 listopada uczynił to Axel Weber, szef niemieckiego Bundesbanku, a następnego dnia Nicholas Garganas powiedział, że gospodarka Eurolandu w przyszłym roku znajdzie się blisko maksymalnego poziomu wykorzystania potencjału i inflacja utrzyma się powyżej 2 proc. Weber i Garganas są uważani za zwolenników dalszego zaostrzania polityki pieniężnej przez Europejski Bank Centralny.
Spadek oczekiwany
Ekonomiści zajmujący się prognozowaniem przewidują, że w tym roku średnia stopa inflacji w strefie euro wyniesie 2,2 proc., w przyszłym 2,1 proc., a w 2008 będzie 1,9 proc. W poprzedniej ankiecie na zlecenie EBC tegoroczną inflację szacowali na 2,3 proc. Spadek oczekiwań co do tempa wzrostu cen to zasługa tańszej ropy naftowej, która od szczytowych notowań 14 lipca kosztuje 22 proc. mniej. Bloomberg, Reuters