Obserwując sezon wyników spółek i porównując reakcje inwestorów na poprzednie kwartalne raporty, można odnieść wrażenie, że bieżąca wycena spółek w oparciu o dotychczasowe dokonania przestała mieć decydujące znaczenie w podejmowaniu decyzji o posiadaniu akcji danej spółki. Pytanie tylko, czy jest to wynikiem uzależnienia przyszłych wyników od takich czynników, jak np. ceny ropy i związane z tym poziomy marż, ceny miedzi, wyniki administracyjnej bitwy z TP, szczegóły fuzji polskich banków czy dziesiątki innych powodów, które giełda oczywiście powinna dyskontować.

A może brak mocniejszej i trwalszej reakcji na publikacje wyników wynika z faktu, że większość inwestorów już dawno uznała, że rynek jest przewartościowany, a gra toczy się w tzw. Matriksie - sztucznej rzeczywistości. Inwestorzy - moim zdaniem - w wielu przypadkach (szczególnie w odniesieniu do mniejszych spółek) nie kupują teraz bieżącej i przyszłej wartości danej firmy. Na GPW inwestuje się w dynamiczny napływ środków do TFI, wartość aktywów OFE, porównanie wycen polskich spółek do zagranicznych odpowiedników, gdyż przepływ globalnego kapitału szybko niweluje większe odchylenia, czy w końcu w teoretyczny brak alternatywy dla inwestycji na giełdzie, zarówno ze strony indywidualnych inwestorów, jak i niemogących się doczekać większych IPO inwestorów instytucjonalnych.

Wywód trochę ogólny i nieodnoszący się do wtorkowej sesji, ale skłoniły mnie do niego reakcje właśnie na wczorajsze publikacje wyników takich spółek, jak Pekao, BPH czy Lotos. Nie śledząc serwisów informacyjnych, a jedynie same notowania, trudno byłoby niektórym inwestorom zorientować się, że we wtorek na rynek spłynęły kluczowe dla akcjonariuszy informacje. PGNiG było tutaj wyjątkiem.  

Za to w środę dla wszystkich spółek znowu najważniejsza okaże się prawdopodobnie wiadomość o polskiej inflacji (CPI) w październiku (publikacja o 14.00), która wznowi dyskusję o terminie podwyżek stóp przez RPP. Przed zbyt dużym przywiązywaniem wagi do jednych danych przestrzega dzisiejszy rekordowo mocno zaskakujący spadek PPI w USA. Reakcja mediów była euforyczna w nadziei na szybsze obniżki stóp, a pieniądze inwestowane w kontrakty terminowe (fed fund futures) pokazują po danych jedynie 8-proc. szansę na obniżkę stóp do lutego.