Warto zauważyć, że ten tradycyjny efekt św. Mikołaja zazwyczaj kontrastuje z sezonową korektą na rynku ropy naftowej. Szczególnie widać to było w 2004 r. Wówczas w końcówce roku ropa taniała równie szybko, jak w ostatnich miesiącach. Nie przeszkodziło to jednak w zwyżce WIG20.
Można powiedzieć, że efekt św. Mikołaja w ubiegłych latach był niezależny nie tylko od sytuacji na rynkach surowcowych, ale także czynników takich, jak bieżąca sytuacja gospodarcza. Rynek rósł zarówno w końcówce 2003 r., gdy produkcja przemysłowa przyspieszała, jak i w końcówce 2004 r., gdy jej roczna dynamika znajdowała się w trendzie spadkowym. Efekt św. Mikołaja za każdym razem był raczej wyrazem rozbudzonych nadziei na utrzymanie hossy w kolejnym roku. Podobnie może być obecnie - tym bardziej że sygnały z gospodarki są niejednoznaczne. Produkcja nie rośnie tak szybko jak w pierwszej połowie roku, ale daleko też do wyraźnego spowolnienia.
Region nie w modzie
Patrząc na szybki wzrost indeksów w USA i stagnację WIG20, trudno sobie wyobrazić, jaki impuls ze strony światowych giełd byłby konieczny, aby kursy polskich dużych spółek wreszcie drgnęły w górę. Różnica między półroczną stopą zwrotu z WIG20 i amerykańskiego S&P 500 przekroczyła minus 10 pkt proc. Tak słabo nasz rynek po razCo więcej, WIG20 zupełnie nie reaguje na ostatnią zwyżkę indeksu MSCI dla rynków wschodzących.
Przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt, że ostatnio inwestorzy zagraniczni zdają się szerokim łukiem omijać polski rynek akcji, podobnie zresztą jak cały region. Z szacunków analityków Domu Maklerskiego BZ WBK wynika, że zaangażowanie zagranicznych funduszy inwestycyjnych na GPW maleje, mimo że generalnie kapitał wraca na rynki wschodzące. W niełasce pozostaje jedynie tzw. region EMEA, czyli rynki wschodzące Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Szanse na dobrą końcówkę roku zależą więc w dużym stopniu od zmiany mody wśród inwestorów zagranicznych.