Jeśli eksploatacja złóż gazu i ropy w rejonie Sachalina rozpocznie się później niż zaplanował Royal Dutch/Shell, skutki będą odczuwalne także w Europie. Tak uważa Chris Finlayson, najważniejszy menedżer tego koncernu w Rosji. Jego zdaniem, uruchomienie wydobycia w rejonie Sachalina później niż jak planuje firma, w 2008 r., spowoduje wzrost cen energii na naszym kontynencie. Eksploatacja sachalińskich złóż i eksport skroplonego gazu może wystartować z poślizgiem na skutek presji wywieranej przez rząd rosyjski, który grozi procesem z powodu szkód w środowisku. Wycenia je na 20 miliardów dolarów, a Sachalin-2 ma kosztować 22 mld USD.

Sachalin-2 jest jedynym dużym projektem realizowanym wyłącznie przez inwestorów zagranicznych, a władze rosyjskie chcą mieć kontrolę nad tym przedsięwzięciem.

Wiadomo, że udziały w Sachalinie-2 chce mieć Gazprom. Realizacja wstępnej umowy między firmami w sprawie wymiany aktywów została zawieszona w ubiegłym roku, kiedy Royal Dutch Shell podwoił szacowane koszty drugiej fazy sachalińskiego projektu. Uczestniczą w nim też japońskie Mitsui & Co. i Mitsubishi Corp., które mają 45 proc. udziałów w Sachalin-2. Pozostałe należą do Royal Dutch/Shell.

- Z przyjemnością powitamy Gazprom jako wiodącego udziałowca projektu - stwierdził Finlayson. Dodał, że budowa Sachalina-2 postępuje i Royal Dutch/Shell robi wszystko, żeby dostawy energii ruszyły zgodnie z planem. Liczy, że rosyjskie władze nie doprowadzą do zawieszenia projektu.

Bloomberg