Skromne odbicie S&P 500, jakiego byliśmy świadkami w pierwszej części wtorkowych notowań, utwierdzało w przekonaniu, że przecena z poprzedniego dnia (największa od ponad 4 miesięcy) jest ostatecznym potwierdzeniem wcześniejszych sygnałów zapowiadających odwrócenie trendu rosnącego. Poniedziałkowy spadek doprowadził do przecięcia kluczowego wsparcia, jakie na wysokości 1389 pkt wyznaczał październikowy szczyt. Tym samym potwierdziła się złowróżbna wymowa negatywnej dywergencji na dziennym MACD. Dopóki indeks pozostawał powyżej 1389 pkt można było ją traktować jako zapowiedź trudności z kontynuacją zwyżki, teraz przestrzega przed dynamicznym zwrotem na południe. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby "pięćsetka" w kolejnych tygodniach znalazła się w okolicy 1294 pkt, czyli ok. 8 proc. poniżej ostatniego maksimum. Mniej więcej po 8 proc. miały cztery poprzednie korekty zniżkowe.
Ten scenariusz jest dość prawdopodobny, jeśli spojrzymy na wykres DJ Stoxx 50, opisującego notowania 50 największych firm ze Starego Kontynentu. Przełamana została linia ponad 5-miesięcznego wzrostu. Indeks spadł poniżej 3-miesięcznej średniej kroczącej, która w ostatnich latach często stanowiła wsparcie, a jej przełamanie zapowiadało nadejście gorszych czasów dla posiadaczy akcji.
Równocześnie ostatnie zniżki sprowadziły DJ Stoxx 50 do wiosennej górki, którą pokonał ponad 6 tygodni temu. Jest ona w średnim terminie bardzo istotnym miejscem. W razie zejścia poniżej niej zostanie anulowany ważny sygnał kupna, a wszyscy nabywający europejskie akcje przez ostatnie tygodnie staną przed nie lada dylematem, co robić dalej - wierzyć w powrót dobrej koniunktury czy też realizować zyski. Tym bardziej że na wykresie tygodniowym MACD nie zdołał przebić maksimum z wiosny i tym samym utworzyła się negatywna dywergencja. Odwrotna sytuacja (nowy dołek indeksu niepotwierdzony przez tygodniowy MACD) wiosną 2003 r. towarzyszyła kształtowaniu dołka bessy.