Dwóch rzeczy nie powinno się oglądać w trakcie ich tworzenia - parówek oraz oszacowań modeli ekonometrycznych. Taki jest pogląd E. Leamera, amerykańskiego ekonomisty i ekonometryka. Czy do tego zestawu warto dołączyć również proces zarządzania państwem i tkwiącą u jego podstaw politykę? Już Bismarck sugerował, że to właśnie w jej strukturę nie należy się zagłębiać.
Symetria informacji jest pojęciem abstrakcyjnym w realnym świecie. Wszechobecna asymetria i stopniowe zmiany dostępnej wiedzy w czasie sprawiają, że ludzie podejmują decyzję na podstawie swoich oczekiwań - nic nie jest pewne. Kłopoty z przepływem informacji nie omijają procesu zarządzania państwem. W demokratycznych gospodarkach obywatele dokonują wyboru swoich przedstawicieli do parlamentu, którzy z kolei formują rząd. Ze względu na asymetrię informacji wyborcy ryzykują co najmniej dwa razy: po raz pierwszy wybierając swoich reprezentantów, po raz drugi - dokonując oceny ich działania. W pierwszym przypadku ryzyko wynika z gry wyborczej i częstej rozbieżności pomiędzy składanymi obietnicami a rzeczywistością. W drugim - jest efektem niedoskonałości procesu przetwarzania napływających informacji. Pierwszy fakt jest oczywisty, zajmijmy się zatem wyłącznie tym drugim.
Dla większości obywateli liczą się przede wszystkim wyniki ekipy rządzącej - sam mechanizm rządzenia jest z reguły czarną skrzynką, do której nikt nie zagląda. Trudno jest jednak znaleźć miarź skuteczności rządzących. Nawet wyniki ekonomiczne nie muszą być miarodajne, bo gospodarka naturalnie faluje, a efekty "dobrych" polityk często ujawniają się w czasie znacznie przekraczającym kadencję danej opcji politycznej lub koalicji. Z tego względu wyborcy nie są w stanie poprawnie ocenić podjętych wcześniej decyzji, ponieważ są poinformowani z reguły znacznie gorzej od rządzących, a ponadto dostępna dla nich informacja wolniej ewoluuje w czasie. Sytuację pogarsza fakt, że politycy zawsze starają się skłonić wyborców do myślenia, że dobra koniunktura jest ich zasługą, a zła - poprzedniej ekipy rządowej.
Jeśli wyborcy postępowaliby racjonalnie, to decyzje byłyby podejmowane na podstawie całej, dostępnej w danym momencie, wiedzy. W sytuacji gdy działania rządu trudno jest oceniać (ze względu na trudności z przetwarzaniem faktów lub osobistą niewiedzę), dodatkowa informacja o zawartości politycznej czarnej skrzynki może być niezwykle cenna. Znaczenia nabierają wtedy fakty pozaekonomiczne, które dość rzadko wychodzą na światło dzienne. Raz zaprezentowane stanowią wartościową informację dla wyborców - filtrują prawdziwe poglądy reprezentantów, umożliwiają ocenę ich wiarygodności. To z kolei dostarcza wskazówek, czy partia polityczna, na którą głosujemy, będzie realizować głoszony wcześniej program. Pozytywna informacja dodatkowo sprzyja realizacji długofalowej polityki, efektywnemu rządzeniu - wyborcy są wtedy skłonni do poświęceń, ponieważ wierzą, że nie są okłamywani. Można zaryzykować stwierdzenie, że w takiej sytuacji nawet polityka niepopularna, lecz konieczna, może uzyskać aprobatę społeczną ze względu na zbudowaną wiarygodność rządzących. Stąd już niedaleko do wniosku, że wiarygodny rząd może rządzić lepiej (i dłużej). Jeśli natomiast rządzi lepiej, to staje się bardziej wiarygodny, i koło się zamyka.
Różnego rodzaju "afery taśmowe" najpierw na Węgrzech, a następnie w Polsce pokazały, że informacja o funkcjonowaniu rządu jest stricte asymetryczna. Jej ujawnienie poważnie nadwerężyło wiarygodność rządzących, choć trzeba przyznać, że zmiana zaufania dla polityków może być tylko chwilowa. W każdym razie incydenty te były korzystne dla wyborców - są oni teraz w stanie lepiej ocenić, czy program partii, na którą głosowali, pokrywa się z rzeczywistością. Polityka nie powinna się zatem zaliczać w poczet dziedzin, których nie należy oglądać w trakcie tworzenia. Niech pozostaną wyłącznie dwie - te z zaprezentowanej na wstępie współczesnej parafrazy słów niemieckiego kanclerza.