W najbliższą niedzielę w Sztokholmie odbędzie się jak co roku uroczystość wręczenia Nagród Nobla. Laureaci otrzymają z rąk króla Szwecji pamiątkowe medale, dyplomy oraz dokumenty potwierdzające wysokość nagrody pieniężnej. Wśród nich znajdzie się również tegoroczny noblista w dziedzinie ekonomii, Edmund Phelps. Uhonorowany zostanie za "analizę międzyokresowej wymienności w polityce makroekonomicznej". Sformułowanie to dla niewtajemniczonych brzmieć może nieco zagadkowo. Warto więc może wyjaśnić, co się za nim kryje i czy ma ono realne zastosowanie w rozwiązywaniu dylematów polskiej polityki gospodarczej.
Mniej więcej do lat siedemdziesiątych XX wieku w zachodnich podręcznikach głównego nurtu ekonomii jako część podstawowego wykładu prezentowana była koncepcja tzw. "krzywej Phillipsa". Opisuje ona zależność między stopą inflacji a stopą bezrobocia. W myśl tej teorii, w gospodarce istnieje odwrotna zależność między tempem wzrostu cen i liczbą bezrobotnych. Gdy inflacja przyspiesza - rośnie zatrudnienie, i odwrotnie: spadkowi poziomu inflacji towarzyszy wzrost bezrobocia. Mówiąc w uproszczeniu, teza ta przyjmuje, że wzrost inflacji wywołuje spadek płac realnych. Przy niższych płacach, stanowiących cenę pracy, pracodawcy zatrudnią więcej pracowników. Jednocześnie, ponieważ płace nominalne pozostaną na niezmienionym poziomie, spadek wynagrodzeń nie zostanie dostrzeżony przez pracowników i nie zniechęci ich do podejmowania pracy. Zgodnie z tym schematem, poprzez zwiększenie wydatków rządowych lub obniżenie stóp procentowych likwidacja bezrobocia nie powinna stanowić większego kłopotu.
Zwolenników podobnych działań w polskim życiu publicznym odnaleźć można bez trudu. Ich pomysły na "poprawę" sytuacji gospodarczej zazwyczaj są proste. Po pierwsze, nie oglądając się na jakąkolwiek ograniczoność posiadanych środków, proponują zwiększanie wydatków budżetowych. Nieważne nawet, na jakie cele - najlepiej na wsparcie nierentownych zakładów, zasiłki dla wszystkich bezrobotnych czy becikowe dla każdego nowo narodzonego. Po drugie, nie zważając na żadne racjonalne argumenty i niezależnie od aktualnej koniunktury, żądają obniżania stóp procentowych.
Dla większości spośród głosicieli tych postulatów zbyt wielką nobilitacją byłoby podejrzewanie ich o faktyczną znajomość koncepcji Phillipsa. Tylko co sprytniejsi z nich próbują określać się mianem keynesistów lub socjalliberałów. W rzeczywistości ich rozumienie procesów gospodarczych ogranicza się do działania tzw. "chłopskiego rozumu", a proponowane posunięcia mają służyć przede wszystkim podniesieniu własnych notowań w sondażach.
Zarówno jednak poglądy keynesistów, jak i domorosłych pseudoekonomistów podważone zostały przez tegorocznego noblistę. Phelps w swoich pracach udowodnił, że ekspansywna polityka monetarna lub fiskalna może mieć korzystny wpływ na rynek pracy tylko w krótkim okresie. W dłuższym czasie jedynym jej skutkiem będzie powrót do stanu sprzed podjęcia działań, ale przy wyższej inflacji. Poziom bezrobocia jest bowiem determinowany głównie przez sprawność funkcjonowania rynku pracy i jego instytucji, a nie przez doraźne działania władz.