Najpierw pojawiły się dane o liczbie planowanych zwolnień, która po raz
kolejny była niższa od wartości sprzed roku i to mimo słabości z sektorze
samochodowym. Następnie w środę pojawiły się dane o szacowanym wzroście
liczby miejsc pracy w sektorze przedsiębiorstw prywatnych. Wg szacunków
Automatic Data Processing pojawiło się 158 tys. miejsc pracy. Była to
informacja, która sugerowała, że z rynkiem pracy nie jest wcale tak źle, co
może wpłynąć na poziom prawdopodobieństwa cięcia stóp. Po tej publikacji
rentowność obligacji 10-letnich zaczęła mocniej rosnąć.
Kluczowym wydarzeniem był oczywiście piątkowy raport o stanie rynku pracy, a
zwłaszcza zmiana liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Oficjalne
prognozy mówiły o wzroście tej liczby o ok. 100 tys. Rynek po cichu obawiał
się kolejnej (po październiku) niemiłej niespodzianki, co dało się zauważyć
po wynikach aukcji derywatów ekonomicznych opartych właśnie na cyfrze z
piątkowego raportu. Tu wartości oscylowały między 85, a 92 tys. Faktyczne
dane były lepsze od prognoz, bo wg raportu w sektorze pozarolniczym pojawiło
się ponad 130 tys. miejsc pracy. Dokonano także rewizji danych z poprzednich
miesięcy. Do wzrostu we wrześniu dodano kolejne 50 tys, a wzrost (i tak już
niski) w październiku uszczuplono o ponad 10 tys. Raport okazał się więc
niezły, choć rewelacyjnym go nie można nazwać, gdyż różnica miedzy wartością
oczekiwaną, a faktyczną nie była aż tak wielka. Zwłaszcza w kontekściee rynek stracił animusz z pierwszej części tygodnia. Brak słabego
raportu z rynku pracy sprawia, że możliwość cięcia stóp procentowych się
oddaliła. Tym bardziej jeśli wgryziemy się w liczby.
Okazuje się, że jednym z czynników osłabiających rynek pracy jest osłabienie
całego sektora związanego z obsługą rynku nieruchomości. Szacuje się (gdyż
dane dotyczą różnych gałęzi gospodarki), że w związku z osłabieniem rynku
nieruchomości liczba miejsc pracy spadła o ok. 26 tys. Od marca spadek ten
szacuje się na 150 tys., a do przyszłych wakacji będzie to prawdopodobnie
250 tys. miejsc pracy. Nie są to liczby bagatelne, ale najważniejsze jest
to, że jak na razie nie widać, by problemy związane z rynkiem nieruchomości
przelewały się na resztę gospodarki. Sektor usług ma się dobrze, co pozwala
absorbować tracących pracę w przemyśle.
Niskie rynkowe stopy procentowe sugerują, że na rynku amerykańskim trzeba
się raczej liczyć z możliwością obniżki stóp procentowych. Tymczasem o
takiej możliwości nie ma mowy w komunikatach wychodzących z rezerwy
federalnej. Tu nadal nacisk kładziony jest na występujące ryzyko napięć
inflacyjnych i nadal nastawienie jest jastrzębie. Wynika z tego, że Fed jest
przekonany o chwilowym charakterze obserwowanego w gospodarce osłabienia.
Odwrócona krzywa rentowności sugeruje, że rynek obawia się recesji, a więc
pogłębienia problemów. Kto ma racje? Jest takie stare powiedzenie, które w
tym wypadku wydaje się zasadne przypomnieć, tym bardziej, że jest coraz
częściej powtarzane w komentarzach. "Nie walcz z Fed`em". Wydaje się, że
właśnie m.in. ten czynnik wpływa na ostatnie notowania na rynku długu, gdzie
ceny w piątek spadły podbijając rentowność obligacji.
W kontekście jeszcze niepewnej sytuacji na rynku pacy oraz jej wpływu na
poziom inflacji trwają w Stanach dyskusje na temat możliwości podniesienia
płacy minimalnej. To jeden ze sztandarowych pomysłów wygranych Demokratów.
Pomysłów, który ma spore poparcie i szanse na realizację. Tym bardziej, że w
USA płaca minimalna nie była od wielu lat podnoszona i licząc do 1997 r. jej
realna wartość spadła o ok. 20%. Proponuje się, że wartość płacy minimalnej
podnosić stopniowo (nie jednorazowo, by nie było efektów inflacyjnych) z
obecnych 5,15 dolara za godzinę, do 7,25 dolara za godzinę. Ocenia się, że
negatywny wpływ tej podwyżki na poziom bezrobocia nie będzie zbyt duży, gdyż
jedynie 2,5% zatrudnionych pobiera tak niskie wynagrodzenie (w roku 1979
było to 13%).
Zabawne jest to, że w Stanach rozważa się taką możliwość mówiąc o negatywnym
wpływie na poziom bezrobocia, gdy u nas także pracuje się nad podobnym
rozwiązaniem, ale wspomniany negatywny wpływ na wielkość bezrobocia jest tu
dyskutowany i wymaga się, by był dowodzony. Dzięki podwyżce płacy
minimalnej, zdaniem pomysłodawców, wzrośnie zainteresowanie zatrudnieniem
wśród osób pobierających zasiłek, co ma pomóc w zmniejszeniu bezrobocia.
Uznaje się, że negatywny skutek podwyżki płac w postaci zmniejszenia chęci
zatrudniania osób za płacę minimalną będzie mniejszy. Trudno przejść nad tym
do porządku dziennego.
Można tu wymienić kilka czynników. Po pierwsze, relatywnie niski poziom płac
jest naszym argumentem w globalnej walce konkurencyjnej. Po drugie,
podniesienie płacy minimalnej nie zmieni znacząco poziomu bezrobocia, gdyż i
tak jest on obecnie faktycznie znacznie niższy od wartości oficjalnie
notowanych. Wskazują na to choćby ostatnie problemy pracodawców w
znalezieniu pracowników oraz nasilające się naciski na wzrost płac. Podwyżka
płacy minimalnej tylko jest zdynamizuje, co może mieć negatywne skutki dla
wspomnianej konkurencyjności, ale także moraz z propozycją zmiany płacy
minimalnej nie idą inne propozycje dążące do zmniejszenia obciążenia
pracodawców pozapłacowymi kosztami zatrudniania. Tym samym sprawiają, że
może się nasilać i tak już znaczy poziom patologii w postaci zatrudniania na
czarno.
Ubiegły tydzień przyniósł to, czego nie spodziewała się spora liczba graczy.
Pojawiły się nowe rekordowe poziomy indeksu WIG20 oraz kontraktów na ten
indeks. Mamy dziewicze poziomy, a więc poszukiwania poziomu zatrzymania
wzrostu wydają się ryzykowne. Jeden już osiągnęliśmy, co pokazuje
Wykres_1.gif Jest nim minimalny zasięg po wybiciu z formacji trójkąta. Czy
to zapowiada koniec ruchu? Bynajmniej. To nie osiągnięcie poziomu
potencjalnego oporu sprawia, że można myśleć o spadku, ale dopiero
przełamanie któregoś z ważniejszych wsparć Wykres_2.gif Takich potencjalnych
oporów jest bowiem więcej i nie wiadomo z góry, który będzie tym właściwym.
Stawianie pieniędzy na któryś w nich, to bardziej hazard niż rozważne
gospodarowanie posiadanym kapitałem. Pozwólmy, by rynek sam wskazał nam
moment dogodny do zmiany pozycji. Pesymizm na rynku w chwili bicia rekordów
sugeruje, że będziemy raczej świadkami kreślenia nowych szczytów.
Kamil Jaros
[email protected]