Reklama

Dylematy z rynku pracy

Gdy w Stanach mówi się o podniesieniu płacy minimalnej, to rozważa się negatywne skutki w postaci wzrostu bezrobocia. W Polsce ten sam ruch ma podobno bezrobocie zmniejszyć

Publikacja: 11.12.2006 09:23

Rynek pracy to główny temat ubiegłego tygodnia. Dotyczyło to zarówno sytuacji w Polsce, jak i największej gospodarki świata - USA. W obu wypadkach występują podobne zagrożenia, choć na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że stan obu rynków pracy jest diametralnie różny. Wystarczy spojrzeć na wysokość stopy bezrobocia w Polsce i USA. Różnica jest tak kolosalna, że porównywanie sytuacji wydaje się karkołomne. Tak, oba rynki się znacznie różnią, ale z punktu widzenia inwestorów są źródłem tego samego zagrożenia - presji inflacyjnej, która jest solą w oku lokalnych instytucji odpowiedzialnych za politykę monetarną.

Wydajność po korekcie

Na początku tygodnia pojawiła się zrewidowana wartość wydajności pracy w III kw. 2006 r. Wg danych wstępnych wydajność się nie zmieniła, ale zrewidowano te dane do wzrostu o 0,2 proc. Wprawdzie oczekiwano rewizji na poziomie +0,4 proc., ale rynek i tak się za bardzo nie zmartwił mniejszym wzrostem wydajności, bo nie ona okazała się w tej publikacji najważniejszą. Wraz ze zmianą wydajności podawana jest również wartość dynamiki jednostkowego kosztu zatrudnienia. W sektorze pozarolniczym wzrost wyniósł 2,9 proc., czyli był znacznie mniejszy niż wcześniej szacowano (+5,3 proc.). To była wiadomość dnia, bo oznaczało to zmniejszenie się presji na wzrost płac, a tym samym na zmniejszenie siły jednego z czynników wywołujących presję inflacyjną, której tak obawiał się bank centralny (Fed).

Niezły raport

Kluczowym wydarzeniem był piątkowy raport o stanie rynku pracy, a zwłaszcza zmiana liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Oficjalne prognozy mówiły o wzroście tej liczby o ok. 100 tys. Rynek po cichu obawiał się kolejnej (po październiku) niemiłej niespodzianki, co dało się zauważyć po wynikach aukcji derywatów ekonomicznych opartych właśnie na cyfrze z piątkowego raportu. Tu wartości oscylowały między 85, a 92 tys. Faktyczne dane były lepsze od prognoz, bo wg raportu w sektorze pozarolniczym pojawiło się ponad 130 tys. miejsc pracy. Dokonano także rewizji danych z poprzednich miesięcy. Do wzrostu we wrześniu dodano kolejne 50 tys, a wzrost (i tak już niski) w październiku uszczuplono o ponad 10 tys. Raport okazał się więc niezły, choć rewelacyjnym go nie można nazwać, gdyż różnica miedzy wartością oczekiwaną, a faktyczną nie była aż tak wielka. Zwłaszcza w kontekście możliwych jeszcze rewizji, które są stosunkowo duże.

Reklama
Reklama

Ten niezły raport pomógł rentowności obligacji skoczyć w górę, a wycena szansy na cięcie stóp procentowych w marcu lub maju przyszłego roku spadła poniżej 50 proc.. Oczywiście to jeszcze o niczym nie przesądza, ale ten fakt jasno pokazuje, że rynek stracił animusz z pierwszej części tygodnia. Brak słabego raportu z rynku pracy sprawia, że możliwość cięcia stóp procentowych się oddaliła. Tym bardziej jeśli wgryziemy się w liczby.

Okazuje się, że jednym z czynników osłabiających rynek pracy jest gorsza sytuacja całego sektora związanego z obsługą rynku nieruchomości. Szacuje się (gdyż dane dotyczą różnych gałęzi gospodarki), że w związku z osłabieniem rynku nieruchomości liczba miejsc pracy spadła o ok. 26 tys. Od marca spadek ten szacuje się na 150 tys., a do przyszłych wakacji będzie to prawdopodobnie 250 tys. miejsc pracy. Nie są to liczby bagatelne, ale najważniejsze jest to, że jak na razie nie widać, by problemy związane z rynkiem nieruchomości wpływały na resztę gospodarki. Sektor usług ma się dobrze, co pozwala absorbować tracących pracę w przemyśle.

Niskie rynkowe stopy procentowe sugerują, że na rynku amerykańskim trzeba się raczej liczyć z możliwością obniżki stóp procentowych. Tymczasem o takiej możliwości nie ma mowy w komunikatach wychodzących z rezerwy federalnej. Tu nadal nacisk kładziony jest na występujące ryzyko napięć inflacyjnych i nadal nastawienie jest jastrzębie. Wynika z tego, że Fed jest przekonany o chwilowym charakterze obserwowanego w gospodarce osłabienia. Odwrócona krzywa rentowności sugeruje, że rynek obawia się recesji, a więc pogłębienia problemów. Kto ma rację?

Jest takie stare powiedzenie, które w tym wypadku wydaje się zasadne przypomnieć, tym bardziej, że jest coraz częściej powtarzane w komentarzach. "Nie walcz z Fed?em". Wydaje się, że właśnie m.in. ten czynnik wpływa na ostatnie notowania na rynku długu, gdzie ceny w piątek spadły podbijając rentowność obligacji.

W kontekście jeszcze niepewnej sytuacji na rynku pacy oraz jej wpływu na poziom inflacji trwają w Stanach dyskusje na temat możliwości podniesienia płacy minimalnej. To jeden ze sztandarowych pomysłów zwyciźskich Demokratów. W USA płaca minimalna nie była od wielu lat podnoszona i licząc od 1997 r. jej realna wartość spadła o ok. 20 proc. Proponuje się, że wartość płacy minimalnej podnosić stopniowo (nie jednorazowo, by nie było efektów inflacyjnych) z obecnych 5,15 dolara za godzinę, do 7,25 dolara za godzinę. Ocenia się, że negatywny wpływ tej podwyżki na poziom bezrobocia nie będzie zbyt duży, gdyż jedynie 2,5 proc. zatrudnionych pobiera tak niskie wynagrodzenie (w roku 1979 było to 13 proc.).

U nas inaczej

Reklama
Reklama

Zabawne jest to, że w Stanach rozważa się taką możliwość mówiąc o negatywnym wpływie na poziom bezrobocia, gdy u nas także pracuje się nad podobnym rozwiązaniem, ale wspomniany negatywny wpływ na wielkość bezrobocia jest tu dyskutowany i wymaga się, by był dowodzony. Dzięki podwyżce płacy minimalnej, zdaniem pomysłodawców, wzrośnie zainteresowanie zatrudnieniem wśród osób pobierających zasiłek, co ma pomóc w zmniejszeniu bezrobocia. Uznaje się, że negatywny skutek podwyżki płac w postaci zmniejszenia chęci zatrudniania osób za płacę minimalną będzie mniejszy. Trudno przejść nad tym do porządku dziennego.

Można tu wymienić kilka czynników. Po pierwsze, relatywnie niski poziom płac jest naszym argumentem w globalnej walce konkurencyjnej. Po drugie, podniesienie płacy minimalnej nie zmieni znacząco poziomu bezrobocia, gdyż i tak jest on obecnie faktycznie znacznie niższy od wartości oficjalnie notowanych. Wskazują na to choćby ostatnie problemy pracodawców w znalezieniu pracowników oraz nasilające się naciski na wzrost płac. Podwyżka płacy minimalnej tylko jest zdynamizuje, co może mieć negatywne skutki dla wspomnianej konkurencyjności, ale także może negatywnie wpłynąć na poziom inflacji. Już teraz trwa dyskusja na temat możliwych podwyżek stóp procentowych właśnie ze względu na napięcia wywołane sztywniejącym rynkiem pracy.

Trochę techniki

Ubiegły tydzień przyniósł to, czego nie spodziewała się spora liczba graczy. Pojawiły się nowe rekordowe poziomy indeksu WIG20 oraz kontraktów na ten indeks. Mamy nową sytuację, a więc poszukiwania poziomu zatrzymania wzrostu wydają się ryzykowne.

Jeden już osiągnęliśmy, co pokazuje Wykres 1. Jest nim minimalny zasięg po wybiciu z formacji trójkąta. Czy to zapowiada koniec ruchu? Bynajmniej. To nie osiągnięcie poziomu potencjalnego oporu sprawia, że można myśleć o spadku, ale dopiero przełamanie

któregoś z ważniejszych wsparć. Takich potencjalnych oporów jest bowiem więcej i nie wiadomo z góry, który będzie tym właściwym. Stawianie pieniędzy na któryś z nich, to bardziej hazard niż rozważne gospodarowanie posiadanym kapitałem. Pozwólmy, by rynek sam wskazał nam moment dogodny do zmiany pozycji. Pesymizm na rynku w chwili bicia rekordów sugeruje, że będziemy raczej świadkami kreślenia nowych szczytów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama