Rynek pracy to główny temat ubiegłego tygodnia. Dotyczyło to zarówno sytuacji w Polsce, jak i największej gospodarki świata - USA. W obu wypadkach występują podobne zagrożenia, choć na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że stan obu rynków pracy jest diametralnie różny. Wystarczy spojrzeć na wysokość stopy bezrobocia w Polsce i USA. Różnica jest tak kolosalna, że porównywanie sytuacji wydaje się karkołomne. Tak, oba rynki się znacznie różnią, ale z punktu widzenia inwestorów są źródłem tego samego zagrożenia - presji inflacyjnej, która jest solą w oku lokalnych instytucji odpowiedzialnych za politykę monetarną.
Wydajność po korekcie
Na początku tygodnia pojawiła się zrewidowana wartość wydajności pracy w III kw. 2006 r. Wg danych wstępnych wydajność się nie zmieniła, ale zrewidowano te dane do wzrostu o 0,2 proc. Wprawdzie oczekiwano rewizji na poziomie +0,4 proc., ale rynek i tak się za bardzo nie zmartwił mniejszym wzrostem wydajności, bo nie ona okazała się w tej publikacji najważniejszą. Wraz ze zmianą wydajności podawana jest również wartość dynamiki jednostkowego kosztu zatrudnienia. W sektorze pozarolniczym wzrost wyniósł 2,9 proc., czyli był znacznie mniejszy niż wcześniej szacowano (+5,3 proc.). To była wiadomość dnia, bo oznaczało to zmniejszenie się presji na wzrost płac, a tym samym na zmniejszenie siły jednego z czynników wywołujących presję inflacyjną, której tak obawiał się bank centralny (Fed).
Niezły raport
Kluczowym wydarzeniem był piątkowy raport o stanie rynku pracy, a zwłaszcza zmiana liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Oficjalne prognozy mówiły o wzroście tej liczby o ok. 100 tys. Rynek po cichu obawiał się kolejnej (po październiku) niemiłej niespodzianki, co dało się zauważyć po wynikach aukcji derywatów ekonomicznych opartych właśnie na cyfrze z piątkowego raportu. Tu wartości oscylowały między 85, a 92 tys. Faktyczne dane były lepsze od prognoz, bo wg raportu w sektorze pozarolniczym pojawiło się ponad 130 tys. miejsc pracy. Dokonano także rewizji danych z poprzednich miesięcy. Do wzrostu we wrześniu dodano kolejne 50 tys, a wzrost (i tak już niski) w październiku uszczuplono o ponad 10 tys. Raport okazał się więc niezły, choć rewelacyjnym go nie można nazwać, gdyż różnica miedzy wartością oczekiwaną, a faktyczną nie była aż tak wielka. Zwłaszcza w kontekście możliwych jeszcze rewizji, które są stosunkowo duże.