Reklama

Zrobimy przegląd aktywów

Rozmowa z Pawłem Szałamachą, wiceministrem skarbu odpowiedzialnym za nadzór właścicielski nad spółkami z sektora finansowego

Publikacja: 13.12.2006 07:07

Niedawno włoska grupa UniCredit przedstawiła plany podziału Banku BPH. Zgodnie z nimi, zdecydowana większość aktywów tego banku zostanie przejęta przez Pekao. Czy taki podział satysfakcjonuje Skarb Państwa, który przez blisko pół roku blokował połączenie Pekao i BPH?

To, co strona polska chciała wymóc na UniCredit, to przede wszystkim zapis, by po podziale Bank BPH pozostał w pełni funkcjonalnym podmiotem. Aby po zmianie właściciela był gotowy od razu świadczyć usługi klientom. Rynek usług bankowych w Polsce będzie też bardziej konkurencyjny, niż zanosiło się jeszcze rok temu.

Ale jak Pan ocenia samą propozycję dotyczącą sposobu podziału BPH?

To zasadniczo odpowiada parametrom, jakie zapisaliśmy w umowie z kwietnia tego roku. Kluczowym kryterium był wybór placówek, a nie wielkość aktywów, jakie miały zostać w BPH. Zadanie Skarbu Państwa polega teraz na monitorowaniu, by strona włoska wywiązywała się z zapisów umowy. Oczywiście, jeżeli zaobserwujemy, że UniCredit będzie chciał uszczknąć więcej, niż wynikałoby to z zapisów umowy, to będziemy interweniować. Mam jednak wrażenie, że Włochom nie zależy na wchodzeniu w kolejny spór z polskim rządem czy Komisją Nadzoru Finansowego. Pieniądze po prostu lubią spokój.

Czy tak okrojony BPH będzie miał jakąś wartość dla przyszłego inwestora?

Reklama
Reklama

Myślę, że nie wszyscy zdają sobie sprawę, jak długotrwałym i kosztownym procesem jest uzyskanie licencji na prowadzenie działalności bankowej w Polsce. Komisja Nadzoru Bankowego niejednokrotnie w przeszłości dość długo "przetrzymywała" inwestorów chcących założyć bank w naszym kraju. W tym kontekście możliwość szybkiego wejścia na polski rynek może mieć dla przyszłego inwestora BPH dodatkową wartość. Poza tym nie można zapominać, że w banku pozostaje część klientów i aktywów. Pozostaje też marka. Dlatego jestem przekonany, że znajdą się inwestorzy zainteresowani BPH. Zarząd tego banku cieszył się dobrą opinią, w ostatnich latach mocno zapracował na sukces BPH. I to się liczy. Bank ma też dobrą opinię wśród klientów. Moim zdaniem, na tyle dobrą, że część klientów nie przejdzie do Pekao, ale zostanie w starym banku. Mam przekonanie, że BPH z dobrym zarządem i dobrym inwestorem ma szanse zostać "młodym wilczkiem" polskiej bankowości i mocno piąć się w górę.

Skarb Państwa jest udziałowcem BPH, ma niespełna cztery procent akcji. Czy są plany ich sprzedaży przyszłemu inwestorowi BPH?

To dobre aktywa. Co roku z tych akcji Skarb Państwa dostaje bardzo przyzwoitą dywidendę. Podobnie ma się sprawa z naszym udziałem w Pekao. Na razie nie mamy planów pozbywania się tych akcji. Oczywiście tymi pakietami, wartymi dziś 2,5 mld zł, można by wspomóc przychody z prywatyzacji, ale na dziś nie ma takiej opcji. Myślę, że te akcje mogą stanowić dla rządu dobrą rezerwę, z której można będzie skorzystać, gdyby pojawiła się taka potrzeba.

Jak Pan ocenia proces wyboru prezesa PKO BP?

To rada nadzorcza wybiera zarząd. Minister w ogóle nie powinien się do tego wtrącać. Ale problem polega na tym, że jeśli mamy do czynienia ze spółką kontrolowaną przez państwo, a rada nadzorcza podejmie nietrafioną decyzję, to nasza klasa polityczna, obywatele - nikt nie wini rady, tylko ministra. Zaznaczam, że nie chodzi mi o tę konkretną firmę, ale o pewien model. Wracając do PKO BP - nam zdecydowanie zależy na szybkim zakończeniu wyboru zarządu. Ale mówiłem już kiedyś o problemach, które się z tym wiążą.

Mówił Pan o ustawie kominowej.

Reklama
Reklama

Tak. Ale także o tym, że bankowcy, dobrzy menedżerowie, zwykle mają pozawierane umowy przewidujące zakaz konkurencji przez pół roku, rok. Należałoby wobec tego szukać kandydatów w jakimś sektorze związanym z finansami, ale niekoniecznie w samej bankowości. Ewentualnie wśród ludzi poniżej szczebla obecnych zarządów. No i jest jeszcze niełatwe zadanie dla menedżerów PKO BP - za parę miesięcy bank będzie musiał ostro rywalizować o palmę pierwszeństwa w sektorze z powiększonym Pekao. To wymaga, żeby przywódcą tej organizacji był człowiek z wizją. A jednocześnie by była to osoba z doświadczeniem i o dobrych cechach charakteru, która potrafiłaby zbudować wokół siebie dobry zespół. I oczywiście to musi być człowiek do zaakceptowania dla właściciela publicznego, jakim jest Skarb Państwa.

Czy, Pana zdaniem, takie cechy ma Sławomir Skrzypek, który w tej chwili pełni obowiązki prezesa?

Chciałbym uniknąć rozważań na temat konkretnych osób. Prezes Skrzypek ma silną pozycję w strukturze banku. Rada ustaliła, że jest on p. o. prezesa i że trwają poszukiwania nowego prezesa.

Myśli Pan, że prezes PKO zostanie wybrany przed końcem roku?

To już niewiele czasu. Mam nadzieję, że tak, chociaż nie wykluczam pewnego przedłużenia procesu. Ale proszę wierzyć, że to jest sprawa, na której mnie osobiście bardzo zależy, bo ja poważnie traktuję te stwierdzenia, że najważniejsze firmy powinny być dobrą wizytówką Polski.

W przypadku PKO BP - także za granicą?

Reklama
Reklama

Tak. Skarb Państwa przychylnie patrzy na ekspansję polskich firm. Tych, w których mamy udziały także. To oczywiście nie oznacza ręcznego sterowania w kwestii inwestycji i zakupu konkretnych firm. Kluczowe są kwestie biznesowe. Czy to polityką dywidendową, czy nieformalnym wsparciem dyplomatycznym my tego typu wysiłkom sprzyjamy. Przykładem jest zupełnie inna branża - Orlen i Możejki.

A przy PKO BP jakieś starania tego typu są czynione?

PKO BP ma bank na Ukrainie i musi go po prostu rozwinąć. Pozycja banku na Ukrainie musi po prostu być wyraźnie mocniejsza. Za dziesięć lat, albo nawet szybciej, Ukraina będzie na takim etapie rozwoju, jak my dwa, trzy lata temu. Przy założeniu, że będzie realizowany pozytywny scenariusz. To pokazuje możliwe owoce do zerwania przez PKO BP. I tutaj nie powinniśmy się dać prześcignąć konkurencji: firmom austriackim czy niemieckim. Trzeba mieć dobrą pozycję wyjściową.

Czy są jakieś prace idące w kierunku stworzenia holdingu PKO BP-PZU?

Nie ma takich prac. Jesteśmy w sytuacji głębokiej różnicy zdań co do przyszłości PZU z akcjonariuszem mniejszościowym. I do czasu wyjaśnienia tego sporu w żadnym wypadku nie da się wprowadzić żadnych tego typu koncepcji. Sama sytuacja PZU jest dostatecznie trudna, a próbować jeszcze łączyć spółkę z PKO BP... To zdecydowanie nie jest możliwe.

Reklama
Reklama

Pan był na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy PZU?

Pośrednio. Śledziłem dużą część obrad w internecie. Ale nie chcę rozmawiać o PZU.

To jeszcze o bankach. Skarb Państwa ma 45,3 proc. akcji Banku Gospodarki Żywnościowej. Jakie są plany co do tego pakietu?

Skarb Państwa jest cały czas największym akcjonariuszem, ale panowie wiecie, że tam obowiązuje konsensualny model podejmowania decyzji. Wszystkie decyzje muszą być uzgodnione w trójkącie my - Rabobank - EBOR.

Niektóre zapisy statutu - mówiące o uprawnieniach do wyznaczania członków rady nadzorczej i zarządu przez poszczególnych udziałowców - wygasają jednak w połowie przyszłego roku.

Reklama
Reklama

Potem układ będzie po prostu odzwierciedlał siłę głosu poszczególnych udziałowców. My uważamy, że możliwe jest zachowanie modelu polegającego na ścisłej współpracy trzech akcjonariuszy. To działa dość przyzwoicie w BGŻ. Przyznam, że relacje z Holendrami są poprawne.

Są Holendrzy i Holendrzy, tak?

(śmiech) Tak. Ale o tej drugiej holenderskiej sprawie to innym razem.

A wracając do BGŻ, w przyszłym roku jest możliwość dokonania publicznej emisji akcji banku. Wynika ona z umowy, zawartej dwa lata temu. BGŻ poprawia wyniki finansowe. Widać, że struktura bilansu jest coraz lepsza. Sądzę, że ten bank ma przed sobą znakomitą przyszłość.

Dlaczego tak Pan sądzi?

Reklama
Reklama

Bank koncentruje działalność na obszarach wiejskich i rolniczych. Na wsi polskiej, wbrew czasami dramatycznym stwierdzeniom, dzieje się coraz lepiej. To oznacza, że potencjalny wzrost wartości tego banku jest niesamowity. I my się poważnie zastanawiamy, czy skorzystanie z prawa do przeprowadzenia oferty publicznej w przyszłym roku nie byłoby nieco przedwczesne z punktu widzenia ceny, po której można by nasze akcje spieniężyć. Zwłaszcza przy założeniu, że docelowo chcielibyśmy z tego banku wyjść.

Pan jest zwolennikiem upublicznienia BGŻ?

To zależy między innymi od tego, czy jedynie Skarb Państwa miałby sprzedawać swoje akcje w tej ofercie. Alternatywą jest emisja nowych akcji dla inwestorów i proporcjonalne obniżenie udziału wszystkich obecnych akcjonariuszy. To byłoby stworzenie kolejnej ścieżki wyjścia z inwestycji dla EBOR-u, który teraz ma 15 proc. akcji BGŻ. Choć z pewnością jego akcje chętnie odkupiłby Rabobank.

W takim razie, jaki jest - Pana zdaniem - najbardziej prawdopodobny scenariusz rozwoju sytuacji w BGŻ?

Wzrost wartości przekraczający przeciętną rynku, nie wykluczam nowego porozumienia akcjonariuszy pomiędzy Skarbem, Rabo i EBOR.

Skarb Państwa ma też mniejszościowe udziały w kilku innych polskich bankach, np. w Banku Współpracy Europejskiej. Jakie są plany co do tych udziałów?

Nie są to na ogół aktywa o jakiejś znacznej wartości. Chcemy uporządkować strukturę właścicielską, dlatego zrobimy przegląd naszych udziałów w sektorze bankowym. Niektóre zatrzymamy, np. wspomniane wyżej akcje przynoszące dywidendę, inne sprzedamy.

Dziękujemy za rozmowę.

fot. Anna Węglewska

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama