Dla minister pracy i jej współpracowników zastanawiających się nad środkami z OFE mam propozycję. Dajcie mi po 5 proc. swojej pensji, a ja Wasze pieniądze będę inwestował (mniejsza o efekty). Kiedy dożyjecie do emerytury, co miesiąc wypłacę Wam odsetki od zgromadzonego kapitału, pomniejszone o koszty manipulacyjne. Powiedzmy 7 proc. A kiedy umrzecie, pieniądze zostaną w mojej kieszeni. Jak Wam się podoba taki interes? Mi bardzo.
Wam też się opłaci. Zamiast przejeść te miliony, wydać na niepotrzebne samochody, mieszkania, wakacje czy zupełnie zbędną edukację dzieci (w tych czasach wiedza nie jest już potrzebna, wystarczy znać odpowiednich ludzi, by dostać pracę choćby i w rządzie), będziecie mieć może niewielkie, ale za to pewne dochody co miesiąc. No dalej, szanowni Państwo, zdecydujcie się. Przecież sami wpadliście już na ten pomysł. Tak przecież ma działać ten Wasz słynny II filar, który gromadzi nasze emerytury. Co roku dostajemy - ja i miliony innych naiwniaków - listy ze szczegółowymi wyliczeniami, ile OFE zgromadziły już pieniędzy na naszych imiennych kontach i jak skutecznie pomnożyły nasze oszczędności zgromadzone na jesień życia.
Tylko że to wszystko to taka zabawa na niby. Bo niby te pieniądze mamy na kontach emerytalnych, ale nigdy ich nie zobaczymy. Bo na starość będziemy dostawać co najwyżej marne odsetki od odkładanego latami kapitału - ten akurat jest prawdziwy, to owoc naszej wieloletniej pracy. Ale samego kapitału nie zobaczymy nigdy. Pozostanie zapisem elektronicznym. Albo wydrukiem na wyciągu.
Kilka miesięcy temu ludzie oszukani przez WGI powiesili transparenty z hasłami "Gdzie jest Ziobro. WGI największą aferą IV RP". Nieszczęśników okradli na, bagatela, 300 mln zł, a w pół roku po bankructwie syndyk nie jest w stanie ustalić nawet listy wierzycieli, by przekazać ją KDPW. A ja Wam mówię, to jeszcze nic . Czym jest te 300 milionów wobec ponad 100 miliardów, które z naszych emerytur chce w majestacie prawa buchnąć ZUS?
A ta suma przecież stale rośnie. Odkładamy i odkładamy. Co miesiąc w zamian za niższe pensje. I co? I tych pieniędzy nigdy nie zobaczymy. To jest dopiero kradzież. Od "reformy rolnej" nie było większej.