Po kilku dniach szybszego wzrostu na początku grudnia
i przebiciu majowego szczytu WIG20 utkwił w miejscu. Od sześciu sesji trwa krótkoterminowa konsolidacja tuż poniżej poziomu 3400 pkt. Na razie to byki wciąż kontrolują sytuację. Bezruch indeksu można interpretować jako korektę, o czym świadczy choćby spadający oscylator stochastyczny. Po osiągnięciu przez ten wskaźnik strefy wyprzedania można będzie oczekiwać kolejnego ataku popytu i kontynuacji trendu wzrostowego. Taki właśnie schemat zachowania WIG20 "obowiązuje" od końca września.
W obecnej fazie hossy - gdy trendy na rynku dużych spółek są mało stabilne - oscylatory okazują się bardzo użytecznym narzędziem. Zupełnie inaczej sytuacja przedstawiała się np. w pierwszej połowie roku, gdy najpierw Stochastic zbyt szybko sygnalizował koniec silnego trendu wzrostowego, a później przedwcześnie zapowiadał odbicie po majowym krachu. Większa przydatność oscylatorów zwykle oznacza, że w tym samym czasie wiele błędnych sygnałów dają wskaźniki podążające za trendem, takie jak średnie kroczące. Faktycznie, jeśli sprawdzimy wyniki prostej strategii polegającej na kupnie kontraktów na WIG20 (których notowania podążają za samym indeksem) w momencie przebicia przez kurs średniej z 20 sesji, to okaże się, że poziom kapitału jest znacznie niższy niż w lipcu, mimo że WIG20 jest wyraźnie wyżej niż wówczas.
Sytuacje podobne do obecnej zdarzały się już nieraz. Na myśl przychodzi choćby okres między styczniem a połową kwietnia 2004 r. Wówczas linia trendu wzrostowego była nachylona pod takim samym kątem jak obecnie. Niestety w 2004 r. ta "szarpana" korektami zwyżka zakończyła się ostrą przeceną, a później trzymiesięczną stagnacją. To pokazuje, że kontynuacja hossy
w najbliższych miesiącach nie jest wcale oczywista. Nie sposób wyobrazić sobie silnej zwyżki WIG20 w razie krachu na rynku małych