Trwający od początku października trend wzrostowy WIG20 niezbyt przypomina euforyczne fale zwyżkowe sprzed roku. Ruchy w górę są dynamiczne, ale krótkotrwałe, a po nich następuje bezruch i wahania mogące wprowadzać inwestorów w błąd co do trwałości trendu. Podobna niepewność udziela się też graczom na rynku terminowym. Wczoraj pisałem o tym, że w ostatnich tygodniach strategie oparte na wskaźnikach podążających za trendem nie sprawdzają się z uwagi na powtarzające się
korekty.
Jest jednak pewien sposób, by rozróżnić szum informacyjny wynikający z przejściowych wahań
WIG20 od kierunku trendu - to obserwacja indeksu MSCI dla rynków wschodzących. Zależność WIG20 od tego indeksu jest wręcz zaskakująco silna, szczególnie w perspektywie przynajmniej kilku tygodni. W krótszym okresie zdarzają się ruchy polskiego indeksu nieuzasadnione wydarzeniami na rynkach wschodzących. Ostatecznie jednak WIG20 prędzej czy później powraca do poziomu wynikającego ze zmian indeksu MSCI. Skoro zależność ta utrzymuje się od długiego czasu, to drugorzędne znaczenie ma wytłumaczenie jej źródła. Najwyraźniej zarządzający funduszami przywiązują bardzo dużą wagę do tego, co się dzieje na rynkach wschodzących.
Zależność ta nie byłaby może szczególnie użyteczna, gdyby nie to, że w ostatnich tygodniach trend wzrostowy indeksu MSCI jest zdecydowanie bardziej stabilny i regularny, niż ma to miejsce w przypadku WIG20. Innymi słowy, korekty na wykresie indeksu MSCI są na tyle niewielkie, że nie ma wątpliwości, czy trend trwa, czy nie. Tym samym sygnały płynące z rynków wschodzących są ostatnio bardziej wiarygodne dla WIG20 niż sygnały płynące z wykresu samego tego