Mieliśmy trzecią sesję już nieco mniej dynamicznej przesiadki na marcową serię kontraktów i siódmą sesję konsolidacji tuż pod szczytami hossy. To "tuż" w przypadku notowań intraday oznaczało około 40-60 pkt od dzielącego nas maksimum
z 7 grudnia na poziomie 3423,13 pkt. Wygląda to na spore wyzwanie jak na jedną sesję, ale jeśli inwestorzy uwierzyliby w kontynuację hossy, to przykład tego, jak zachowuje się wtedy rynek, oglądaliśmy zarówno na początku grudnia na GPW, jak i na rynku w Argentynie (w środę +3,08 proc.), czy na giełdzie w Korei (+2,5 proc.). Nic nam ta siła rynków wschodzących nie pomogła (na fixing nie patrzę), nawet pomimo faktu, że wszystkie pozostałe europejskie emerging markets były na plusach i wyraźnie silniejsze od największych giełd zachodnich. W tym towarzystwie WIG20 był najsłabszy.
Skąd ta słabość? Każdy z analityków pewnie wytłumaczyłby to na swój sposób, ale ja tłumaczyć nawet nie zaczynam. Od kilku sesji rynek chaotycznie buja się wokół jednego poziomu i na przemian mamy "dobre" i "złe" sesje. Wczoraj indeks najmocniej ściągał mający największy (15,6 proc.) udział w indeksie PKO BP, ale czy można mówić o przewadze podaży, skoro ta sama spółka dzień wcześniej była ze znacznie większym wzrostem byczym liderem wśród wszystkich spółek z WIG20 i jednocześnie pociągnęła na nowe szczyty cały sektor bankowy (WIG-banki).
Interpretację sesji utrudnia też fakt, że najwięksi inwestorzy wstrzymywali się z decyzjami czekając na podanie wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych w listopadzie. Różnica między maksimum a minimum WIG20 do godz. 14.00 nie przekroczyła 20 pkt. Natomiast po poznaniu danych o inflacji rynek ruszył na południe, mimo otrzymania figury (1,4 proc. r/r) poniżej zgodnych rynkowych prognoz na poziomie 1,5 proc. r/r. Mało logiczna to reakcja, gdyż giełdowi inwestorzy zwykli cieszyć się z faktu oddalenia perspektywy podwyżek stóp procentowych. Tym bardziej, gdy poniżej prognoz jest inflacja, a nie np. dynamika produkcji przemysłowej. O czwartkowej sesji trzeba szybko zapomnieć. W perspektywie dzisiejszego wygasania kontraktów (zostało 17 tys. pozycji), o ile ktoś nie jest zaangażowany na rynku terminowym, sesji najlepiej w ogóle nie oglądać, bo poziom zamknięcia ustalą arbitrażyści i spekulanci, a nie rynkowe nastroje.