Reklama

Nadmiar gotówki ratuje przed korektą

Wobec skali wpłat do funduszy pesymistycznie nastawieni zarządzający mogą jedynie redukować udział akcji, wstrzymując się z zakupami

Publikacja: 18.12.2006 08:55

Ale się porobiło. Piątkowa sesja na GPW z gwałtownym załamaniem wszystkich indeksów na początku notowań i późniejszym mozolnym, całkowitym (WIG20) odrobieniem strat rozemocjonowała tłumy inwestorów. Wyprodukowała też dziesiątki spiskowych teorii. Faktycznie, przyznaję, świeczka 60-minutowa na wykresie WIG20 z czarnym korpusem o rozpiętości prawie 100 pkt nie jest zjawiskiem normalnym i niezależnie od dalszego przebiegu sesji, będzie odbijać się na nastrojach inwestorów w nadchodzącym tygodniu. Czy słusznie?

Nic się nie stało

Takie bywają emocje giełdowego tłumu, ale w szerszym spojrzeniu na rynek, piątkowe notowania zupełnie o niczym nie przesądzają w dłuższym terminie, szczególnie jeśli spojrzymy na nie z uwzględnieniem faktu wygasania grudniowych kontraktów, co zaburzało notowania w całym tygodniu. Ja jestem zdania, że dynamika i skala piątkowego spadku oraz późniejszego wzrostu bardziej wynikały z marazmu i związanej z tym niepewności na poprzednich siedmiu sesjach, niż z jakiejś rozgrywki największych inwestorów.

Przypomnę, że te poprzednie siedem sesji było trochę chaotyczną konsolidacją w bardzo wąskim zakresie. Wszystko to odbywało się na szczególnym poziomie, gdyż na początku grudnia gwałtownym wzrostem indeks WIG20 pokonał majowe szczyty hossy. Od tego czasu na rynek spłynęło sporo pozytywnych impulsów, z których ostatnie najważniejsze to świetne zachowanie indeksów emerging markets, a do tego w czwartek doszedł kolejny mocny wzrost na amerykańskich parkietach. Jeśli GPW nie reaguje na tak bycze impulsy, i to tuż po pokonaniu szczytów przez najważniejszy z indeksów, to z reguły odpowiedź jest tylko jedna - rynek przestaje być silny i ujawni się to w momencie spłynięcia złych informacji. Ta logika wzięła górę, gdy w piątek znów zabrakło popytu zaledwie kilka punktów pod niedawnym szczytem (intraday) indeksu WIG20.

Powinienem się cieszyć, bo ostatnio pisałem, że poziom majowych szczytów będzie przez WIG20 testowany, a każde wyjście wyżej jest już nadmiernym optymizmem. Ten optymizm został w piątek chwilowo ukarany, ale coraz więcej przekonuje, że na jakiekolwiek głębsze korekty przyjdzie nam jeszcze przynajmniej kilka tygodni poczekać. Rynkowe otoczenie wręcz skłania do dalszego kupna. Zaznaczam przy tym, że mowa o spółkach z WIG20, a nie o tych wchodzących w skład np. MIDWIG-u, bo to zupełnie inna bajka. W tym drugim przypadku mało kto potrafi odpowiedzieć, czy dyskontowanie świetnych wyników na najbliższe kilka czy w przypadku niektórych spółek kilkanaście lat, to wystarczająca premia, czy może granica jest znacznie wyżej?

Reklama
Reklama

Gotówki przybywa

Wymieniając argumenty przemawiające za brakiem przeceny na koniec roku najlepiej podzielić inwestorów na tradycyjne trzy kategorie i zobaczyć, czy ktokolwiek ma w tej chwili powody do wyprzedaży. Oczywiście, pomijam element analizy fundamentalnej, bo przecież ta nie zawsze jest na giełdach najważniejsza (patrz właśnie spółki z MIDWIG). Kluczową rolę na GPW pełnią teraz rodzime fundusze, a zarówno TFI, jak i OFE mają w tej chwili problem nadmiaru gotówki. W listopadzie fundusze emerytalne dostały 2,4 mld zł na nowe zakupy i niemal taka sama kwota trafiła do TFI inwestujących w polskie akcje. Kolejne 2 miliardy to pozostałe fundusze inwestycyjne, których portfel także częściowo składa się z polskich akcji. Po listopadzie już wiadomo, że fundusze nie tylko obligatoryjnie wydały część tych pieniędzy na akcje, ale też zwiększały udział papierów w portfelu, angażując kolejne środki. W grudniu takiego rekordowego napływu świeżej gotówki już nie będzie, ale wobec skali wpłat do funduszy pesymistycznie nastawieni zarządzający mogą jedynie redukować udział akcji w portfelu, wstrzymując się z zakupami, a i to ciężko sobie teraz wyobrazić w świetle walki o premie na koniec roku ("window dressing").Po stronie podaży na akcjach kluczowych spółek z WIG20 zagraniczne instytucje też na razie być nie powinny. Przemawiają za tym dwa czynniki. Po pierwsze, złoty jest rekordowo mocny i niewiele mu w grudniu zagraża. Mocniejsza waluta zwiększa zyski zagranicznych inwestorów, a o pozytywnym wpływie umocnienia złotego na koniunkturę na GPW pisałem dwa tygodnie temu. Zresztą jak pokazują raporty firm monitorujących przepływy globalnych kapitałów, w grudniu w końcu także do Polski trafia część wpłat, a nie tak jak w październiku/listopadzie napływ kapitału na emerging markets skierowany był w stronę parkietów azjatyckich. Ale to akurat bardziej ciekawostka, bo w zestawieniu z wpłatami do TFI/OFE, są to wręcz śmieszne środki rzędu kilku milionów dolarów. Ważne jednak, że nie mamy z tej strony negatywnego impulsu.

Pozostają jeszcze inwestorzy indywidualni, choć nie pamiętam, by kiedykolwiek na GPW to właśnie ta grupa wyznaczała kierunek trendu dla największych spółek (WIG20). Z tej strony zagrożenie jest dla spółek z MIDWIG-u, co dobrze zobrazowała 5,5-proc. przecena na początku piątkowej sesji lub ewentualne wyrażanie swoich nastrojów na rynku terminowym, co będzie skutkować uruchomieniem koszyków sprzedaży od funduszy wykorzystujących arbitraż. Te wahania nie są jednak zbyt trwałe.

Bycze biuletyny

Na koniec spojrzenie w 2007 r. na amerykańską "kryształową kulę" - czyli sześć najlepszych (wyniki z ostatnich 16 lat) biuletynów inwestycyjnych w USA wybranych spośród 160, które od 26 lat analizuje lubiany przeze mnie Mark Hulbert. Miejsca nie wystarczy na ich streszczenie, ale dwa z nich są mocno bycze, trzy są bycze na cały rok (choć w najbliższym czasie oczekują mocnej korekty), a jeden nie daje prognozy z definicji. Dla uwiarygodnienia prognoz podam, że rok temu było jeszcze bardziej byczo. Proszę jednak niekoniecznie przekładać ten optymizm na prognozy dla polskiego rynku akcji.

Ogon będzie machać psem

Reklama
Reklama

Wydarzeniem na GPW jest nie tylko hossa na rynku akcji, ale swoista hossa na rynku

terminowym, gdzie liczba otwartych pozycji bije wszelkie rekordy. Ostatnie miesiące były pod tym względem wyjątkowe. Na piątkowym zamknięciu LOP wygasających grudniowych i marcowych kontraktów wynosił razem

blisko 80 tys. pozycji, z czego wygasło tylko 13,6 tys. sztuk. Skalę zaangażowania kapitału na tym rynku potęguje fakt, że wartość kontraktu rośnie przecież wraz z trwającą hossą na rynku akcji. Wartość WIG20 w odniesieniu do dnia wygasania serii wrześniowej jest prawie o 12 proc. wyższa. Z tak dużego zainteresowania rynkiem terminowym wszyscy mogliby się cieszyć, gdyby nie jeden szczegół. Wraz ze wzrostem LOP proporcjonalnie nie rośnie obrót kontraktami, który jest zdecydowanie niższy (średnie z 20 czy 100 sesji) niż w końcówce zeszłego roku czy w połowie 2006 r. Brak odpowiedniej płynności, przy dalszym wzroście LOP, może na nerwowych sesjach powodować znaczne wahania bazy i poprzez fundusze wykorzystujące arbitraż wpływać na WIG20.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama