Zgodnie z porozumieniem, jakie w 2004 r. zawarły Orlen i ConocoPhillips, ponad 100 stacji paliwowych liczącej łącznie ok. 330 placówek Benziny miało się stać własnością amerykańskiego koncernu. Ich zakup miał być sfinalizowany pod warunkiem, że płocka firma stanie się inwestorem strategicznym w czeskim holdingu Unipetrol (to do niego należy 100 proc. akcji Benziny). Choć Polacy przejęli w końcu Unipetrol, ani jedna stacja paliwowa nie przeszła na własność Amerykanów. Co więcej, Orlen dał jasno do zrozumienia, że chce zachować całą czeską sieć Benziny.
Decyzja Unipetrolu
Płocki koncern odmówił też zapłacenia kar umownych, o jakich była mowa w umowie z ConocoPhillips. Przedstawiciele Orlenu tłumaczyli, że nie złamią postanowień porozumienia, ponieważ sieć Benziny nie należy bezpośrednio do Orlenu, ale do Unipetrolu, a to właśnie czeski holding nie chce odsprzedać żadnych aktywów.
Sprzedaż jednej trzeciej placówek mogłaby być zresztą poważnym ciosem dla detalicznej działalności grupy Orlenu w Czechach. Szczególnie że sieć miała być dzielona według algorytmu: "wy wybieracie jedną stację, my dwie, itd.". W tej sytuacji udział pomniejszonej Benziny w rynku spadłby zapewne także o jedną trzecią, czyli poniżej 6,5 proc. (na koniec 2004 r. sieć miała 9,6 proc. sprzedaży detalicznej w Czechach). Dodajmy, że choć Benzina jest najliczniejszą siecią, udział w rynku daje jej dopiero trzecią pozycję po austriackim OMV i brytyjsko-holenderskim Shellu (odpowiednio 15,5 proc. i 12 proc.)
Widmo arbitrażu