Poniedziałkowa próba odbicia okazała się zwodniczym sygnałem. Wczoraj indeksy zgodnie ruszyły w dół. Przecenie nie oparł się nawet WIG20, który w ostatnich dniach ustanawiał szczyty mimo ucieczki inwestorów z rynku średnich i małych spółek. Po poniedziałkowej sesji pisałem, że piątkowy "mały krach" nie
przejdzie bez echa i trudno sobie wyobrazić, by w takich okolicznościach MIDWIG po prostu powrócił do długoterminowego trendu wzrostowego. Powrót do racjonalnych wycen spółek wymaga jeśli nie kontynuacji ostrego trendu spadkowego, to przynajmniej długotrwałej stagnacji notowań. Na jeden z tych dwóch scenariuszy powinni być przygotowani inwestorzy.
O tym, że przecena na szerokim rynku zaczyna wymykać się spod kontroli byków świadczy też wyraźna korekta na wykresie Indeksu Cenowego Parkietu (na którego zmiany każda spółka ma taki sam wpływ, przez co wartości indeksu nie są zniekształcone przez największe firmy). Indeks cenowy spadł od szczytu o prawie 6 proc. To przecena największa od czasu krachu w maju i czerwcu, kiedy ICP stracił łącznie 20 proc. Zarazem pod względem skali spadków obecną korektę można już teraz zaliczyć do największych ruchów w dół w czasie całej hossy trwającej od 2003 r. Prawdopodobny scenariusz jaki można sobie wyobrazić, to ewentualna kontynuacja spadków na najbliższych sesjach. Nawet jeśli początek roku przyniesie tradycyjny efekt
stycznia, to może się on okazać niewystarczający do odrobienia całych strat i ustanowienia
nowych szczytów hossy.