Tuż przed 15.30, czyli już w końcówce wczorajszej sesji, rynek kontraktów zaliczył minimum na poziomie 3371 pkt. Tym samym doszło do testu poziomu wsparcia, jakim jest dolne ograniczenie ostatnio wykreślonej konsolidacji. Tu, jak wiemy, wiarygodność analizy jest dość ograniczona ze względu na zmianę serii. Posługując się wykresem indeksu - do analogicznego testu dołka konsolidacji jeszcze nie doszło. Nie jest to jednak większy problem, gdyż na wykresie kontraktów nie samo wybicie cen z konsolidacji jest ważne, ale także skuteczny powrót pod szczyt z maja br.
Najprościej mówiąc, pierwszym sygnałem słabości dla obu rynków będą przebite obie linie wsparcia: dołek konsolidacji i majowy szczyt. Na obu wykresach leżą one w innej kolejności, ale przebicie ich obu powinno mieć miejsce w zbliżonym momencie.
Wczoraj do tego nie doszło. To sprawia, że cały czas nie ma podstaw do zmiany posiadanych pozycji. Gdy obie linie zostaną przełamane posiadanie długich pozycji będzie już mniej oczywiste. Nie oznacza to jednak, że podaż przejmie nad rynkiem zdecydowane rządy. Silne spadki wcale jeszcze nie będą pewne, choć ich prawdopodobieństwo w takiej sytuacji znacznie by wzrosło. Na tyle właśnie, by rozważyć zamknięcie długich pozycji. Rynek można by uznać wtedy za zrównoważony w średnim terminie. Sygnałem poważniejszej słabości, a zatem i pojawienia się warunków do otwarcia krótkich pozycji byłoby (na tę chwilę) dopiero przełamanie ostatniego ważniejszego dołka, ale ten leży dość nisko. Zatem nie zapowiada się, by do tego szybko doszło. Tym bardziej że mamy przed sobą moment wyciągania cen na koniec roku.
Czy "grozi" nam efekt stycznia? A może "defekt"? W tej chwili zbytnie krakanie nie jest na miejscu, choć oczywiście niczego nie można wykluczyć z góry i należy się liczyć (i być przygotowanym) z każdym scenariuszem rozwoju wypadków. Na razie przeważają argumenty za dalszą zwyżką i nie pozostaje nic innego, jak to zaakceptować. Nie można jednak ślepo wierzyć, że stwierdzenie o większym prawdopodobieństwie wzrostu jest tożsame w pewnością, że ten wzrost będzie miał miejsce. Zawsze trzeba mieć plan awaryjny. Tym planem w tej chwili jest właśnie opuszczenie rynku, gdyby na wykresie cen kontraktów i wartości indeksu obie wspomniane linie zostały skutecznie przebite.