1. Rodzina Karkosików Z dala od polityki
Dla jednych wytrawny strateg i inwestor obdarzony bezbłędną intuicją. Dla innych - władca imperium, generującego wirtualne wyniki. Roman Karkosik (na zdjęciu) budzi skrajne emocje giełdowych graczy. Można być pewnym, że jego nagłe pojawienie się w akcjonariacie jakiejś giełdowej spółki spowoduje raptowny wzrost kursu. Wystarczy przypomnieć niedawną histerię związaną z wejściem Karkosika do NFI Midas. Kurs wzrósł o 660 proc. zaledwie w ciągu dziesięciu dni.
Startegia inwestora polega na przejmowaniu kontroli nad niedowartościowanymi firmami oraz na ich restrukturyzacji. Przynosi to wymierne korzyści. Wartość Boryszewa w ciągu kilku lat zwiększyła się o 8 tys. proc. "Naprawianie" może polegać na wyprzedaży zbędnych składników majątku, cięciu kosztów produkcji czy redukcji etatów. W skrajnych przypadkach - na zmianie działalności o 180 stopni. W ten sposób z dwóch zakładów zajmujących się garbowaniem skór powstały: biopaliwowy Skotan oraz Alchemia - producent rur. Struktura właścicielska firm Karkosika to gmatwanina krzyżowych powiązań. Być może to zniechęca analityków do wydawania rekomendacji czy sporządzania wycen. Niektórzy drobni gracze, będący zapalonymi przeciwnikami Karkosika, twierdzą, że rynkowa wycena przedsiębiorstw ma się nijak do rezultatów ich działalności operacyjnej.
Inwestor zupełnie nie przejmuje się krytyką. Zresztą nie emocjonuje go nawet to, że jego nazwisko znajduje się na szczytach list najbogatszych Polaków. Karkosik gwiżdże na towarzyskie spotkania i gale, nie zabiega o polityczne znajomości. Ufa starannie dobranym współpracownikom, a do kwatery głównej przy Łuckiej w Warszawie (mieszczą się tam biura m.in. Impexmetalu i Alchemii) wpada najczęściej raz w tygodniu. Większą część życia spędza ponoć w trasie i w pracy. A jego pracą jest "robienie interesów".
Przepis na sukces? Praca od świtu do nocy, upór oraz intuicja. Legendarne początki biznesowe absolwenta technikum cukrowniczego to budka z piwem w rodzinnym Czernikowie pod Toruniem. Później Karkosik rozkręcał nowe przedsięwzięcia, kierując się zasadą "produkować i sprzedawać to, na co jest zapotrzebowanie, a co nie jest powszechnie dostępne". W ten sposób powstała wytwórnia oranżady, a później fabryka kabli. Na potrzeby produkcji tych ostatnich Karkosik musiał skupować złom. To okazało się strzałem w dziesiątkę. Importowanie złomu ze Wschodu i sprzedawanie go zachodnim hutom zapewniło mu fortunę. Potem postawił na tworzywa sztuczne: granulat i plastikowe butelki, co okazało się nawet rentowniejszym przedsięwzięciem niż obrót złomem.