Reklama

Dziesięciu wspaniałych

Wielkie pieniądze zapewniła im wiedza i zmysł do robienia interesów, a także upór i kontakty. Czasami - przypadek. Prezentujemy dziesięciu największych inwestorów indywidualnych z warszawskiego parkietu

Publikacja: 23.12.2006 13:14

1. Rodzina Karkosików Z dala od polityki

Dla jednych wytrawny strateg i inwestor obdarzony bezbłędną intuicją. Dla innych - władca imperium, generującego wirtualne wyniki. Roman Karkosik (na zdjęciu) budzi skrajne emocje giełdowych graczy. Można być pewnym, że jego nagłe pojawienie się w akcjonariacie jakiejś giełdowej spółki spowoduje raptowny wzrost kursu. Wystarczy przypomnieć niedawną histerię związaną z wejściem Karkosika do NFI Midas. Kurs wzrósł o 660 proc. zaledwie w ciągu dziesięciu dni.

Startegia inwestora polega na przejmowaniu kontroli nad niedowartościowanymi firmami oraz na ich restrukturyzacji. Przynosi to wymierne korzyści. Wartość Boryszewa w ciągu kilku lat zwiększyła się o 8 tys. proc. "Naprawianie" może polegać na wyprzedaży zbędnych składników majątku, cięciu kosztów produkcji czy redukcji etatów. W skrajnych przypadkach - na zmianie działalności o 180 stopni. W ten sposób z dwóch zakładów zajmujących się garbowaniem skór powstały: biopaliwowy Skotan oraz Alchemia - producent rur. Struktura właścicielska firm Karkosika to gmatwanina krzyżowych powiązań. Być może to zniechęca analityków do wydawania rekomendacji czy sporządzania wycen. Niektórzy drobni gracze, będący zapalonymi przeciwnikami Karkosika, twierdzą, że rynkowa wycena przedsiębiorstw ma się nijak do rezultatów ich działalności operacyjnej.

Inwestor zupełnie nie przejmuje się krytyką. Zresztą nie emocjonuje go nawet to, że jego nazwisko znajduje się na szczytach list najbogatszych Polaków. Karkosik gwiżdże na towarzyskie spotkania i gale, nie zabiega o polityczne znajomości. Ufa starannie dobranym współpracownikom, a do kwatery głównej przy Łuckiej w Warszawie (mieszczą się tam biura m.in. Impexmetalu i Alchemii) wpada najczęściej raz w tygodniu. Większą część życia spędza ponoć w trasie i w pracy. A jego pracą jest "robienie interesów".

Przepis na sukces? Praca od świtu do nocy, upór oraz intuicja. Legendarne początki biznesowe absolwenta technikum cukrowniczego to budka z piwem w rodzinnym Czernikowie pod Toruniem. Później Karkosik rozkręcał nowe przedsięwzięcia, kierując się zasadą "produkować i sprzedawać to, na co jest zapotrzebowanie, a co nie jest powszechnie dostępne". W ten sposób powstała wytwórnia oranżady, a później fabryka kabli. Na potrzeby produkcji tych ostatnich Karkosik musiał skupować złom. To okazało się strzałem w dziesiątkę. Importowanie złomu ze Wschodu i sprzedawanie go zachodnim hutom zapewniło mu fortunę. Potem postawił na tworzywa sztuczne: granulat i plastikowe butelki, co okazało się nawet rentowniejszym przedsięwzięciem niż obrót złomem.

Reklama
Reklama

A jak zaczęła się przygoda z giełdą? Karkosik "musiał" coś zrobić z rosnącą górą pieniędzy. W 1993 r. kupił papiery Banku Śląskiego. W krótkim czasie inwestycja przyniosła kilkukrotny zwrot, co zachęciło Karkosika do dłuższego związania się z GPW.

2. Michał Sołowow Najszybszy miliarder Polski

Tenis, piłka nożna, narciarstwo - te dziedziny sportu kielecki biznesmen wymienia wśród ulubionych. Pasją Michała Sołowowa są jednak rajdy samochodowe. Poważne ściganie rozpoczął w 2001 r., a głośno o Sołowowie w światku rajdowym zrobiło się w 2004 r., kiedy zdobył tytuł II wicemistrza Polski w klasyfikacji generalnej Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Wyczyn powtórzył w sezonie 2005. W tym roku był już drugi w "generalce" RSMP. Sołowow pytany o plany dalszych startów, odpowiada półżartem: "Zobaczymy, co o tym sądzą moi sponsorzy". Sponsorzy, czyli firmy, których jest właścicielem, a więc takie potęgi, jak Cersanit, Echo Investment czy Barlinek. Dziś majątek giełdowy Sołowowa szacowany jest na 5,5 mld zł. A ma jeszcze spółki (Ultra Pack, North Fish), które nie są publiczne. Poza tym posiada własny fundusz, który zarządza jego aktywami. Jego wartość, w zależności od źródła informacji, szacuje się na 0,5-2 miliarda zł.Inżynier mechanik, absolwent Politechniki Świętokrzyskiej, pierwsze poważne pieniądze zarobił dzięki ciężkiej harówce. Nie bał się ryzyka. W 1988 r. zapragnął konkurować z najlepszymi w branży budowlanej i w rodzinnych Kielcach (wówczas będących zagłębiem budowlanym) założył firmę Mitex, a 10 lat później miał chrapkę na przejęcie Exbudu. Przynajmniej takie krążyły plotki po tym, jak kielczanin pojawił się w akcjonariacie tej spółki. 10-proc. pakiet dawał mu wówczas miano największego udziałowca. Bez wahania sprzedał go jednak, gdy otrzymał ofertę od Skanskiej.

Pokazał też, że - gdy nadarzy się atrakcyjna okazja - może wyjść z projektów, w które włożył dużo serca. Mitex sprzedał francuskiemu koncernowi Eiffage. Stworzona przez niego sieć marketów Dom i Ogród NOMI trafiła do brytyjskiego Kingfishera.

Z obecnie posiadanymi firmami - przynajmniej tymi giełdowymi - raczej się jednak szybko nie rozstanie. Mimo że już osiągnęły spektakularne sukcesy, wciąż mają niemały potencjał wzrostu. Takie Echo Investment - deweloper, który powstał na bazie wydawnictwa - zdobyło czołową pozycję w Polsce. Cersanitowi, który po przejęciu kontroli nad Opocznem będzie największym producentem płytek ceramicznych w Polsce, marzy się pozycja lidera na świecie. Razem z Barlinkiem (największym krajowym producentem podłóg drewnianych) już inwestuje poza granicami Polski.

Nie wszystko Sołowowowi udało się tak, jak planował. Nie wypalił na przykład plan wydawania dziennika ogólnopolskiego. Sukcesem 44-letniego biznesmena było stworzenie zespołu - kręgu zaufanych, lojalnych ludzi - którym powierzył kierowanie swoimi firmami i którzy przy jego boku również dorobili się niemałych fortun. Zachęca innych młodych ludzi do przyłączenia się do niego. Zapewnia, że jest otwarty na nowe pomysły. W jaki sposób można mu je przedstawić? - Chociażby mailem - odpowiada.

Reklama
Reklama

3. Leszek Czarnecki Niesamowity zmysł do biznesu

Leszek Czarnecki nie jest inwestorem giełdowym w typie Gordona Gekko, ze słynnego już filmu Oliviera Stone?a "Wall Street", który (Gekko, a nie Stone) przejmował firmy by je podzielić i sprzedać w kawałkach. Wrocławski biznesmen, który ludziom niezwiązanym z giełdą, dał się poznać tym, że cztery lata temu był skłonny wyłożyć 20 mln dolarów za podróż na orbitę okołoziemską, ma zupełnie inny sposób inwestowania. Giełdowe "imperium" Czarneckiego to zaledwie dwie spółki: TU Europa oraz Getin Holding. W obu firm Czarnecki jest głównym akcjonariuszem. I obie są jego oczkiem w głowie. Na wyobraźnię inwestorów musi działać przykład - niepublicznego, co prawda - Europejskiego Funduszu Leasingowego, spółki, którą Czarnecki założył na początku lat 90., a którą dziesięć lat później za 950 mln dolarów sprzedał Francuzom z Credit Agricole.

Podobną drogą zdaje się podążać Getin. O zaufaniu inwestorów do Czarneckiego i jego spółki świadczy choćby fakt, że z ostatniej emisji nowych akcji Getin bez problemu pozyskał 665 mln zł, które posłużą na dalszą ekspansję holdingu.

Czego inwestorzy mogą spodziewać się po Czarneckim w 2007 r.? Na początku roku ma zakończyć się proces przejmowania przez Getin od Czarneckiego 99 proc. akcji TU Europa. Należy się też spodziewać zakupu przez Getin któregoś z banków rosyjskich. Prawdopodobnie też pierwszy raz w historii Getinu jego akcjonariusze mogą się spodziewać wypłaty dywidendy. W połowie roku na giełdę trafią akcje Noble Banku. Wtedy spodziewany jest też publiczny debiut kolejnej spółki kontrolowanej przez Leszka Czarneckiego. Mowa o deweloperze LC Corp., który właśnie rozpoczął we Wrocławiu budowę najwyższego mieszkalnego budynku w Polsce.

Nie tylko ma niesamowity zmysł wyczuwania koniunktury, czy - jak to miało miejsce wcześniej z leasingiem, czy teraz z consumer finance, ale konsekwentnie dąży do wyznaczonego celu. Jest przy tym tytanem pracy - mówi jeden z bliskich współpracowników Czarneckiego. Choć lubi sprawować ścisłą i bezpośrednią kontrolę nad swoimi spółkami, nie waha się oddać zarządzania w inne ręce. Trzeba też przyznać, że potrafi dobierać sobie współpracowników. Szczególnie jeśli mogą oni coś wnieść do spółek Czarneckiego. Kierowanie całym Getinem Holding Czarnecki powierzył Piotrowi Stępniakowi, który przez lata pracował na sukces Lukas Banku. Do Getin Banku, na szefa pionu kredytów hipotecznych ściągnął z kolei Łukasza Balda, wieloletniego prezesa GE Banku Mieszkaniowego. Za kredyty samochodowe odpowiada Grzegorz Tracz, były prezes Volkswagen Bank Polska, a ekspansją Getinu na Wschodzie kieruje Bernard Afeltowicz, twórca jednej z największych firm sprzedaży ratalnej w Polsce - CLA (obecnie AIG Credit).

4. Ryszard Krauze

Reklama
Reklama

Skończył Politechnikę Gdańską. W połowie lat osiemdziesiątych wyjechał do Niemiec. Zajmował się importem komputerów z Dalekiego Wschodu. W 1986 r. założył, wspólnie z Ryszardem Kajkowskim, swoją pierwszą firmę w Polsce - gdyński Procom KK. Rok później powstał Prokom. Firma stworzyła swój pierwszy produkt - system finansowo-księgowy, który chętnie kupowały kopalnie węgla kamiennego. Kolejnymi klientami informatycznej firmy były: Ruch, Telekomunikacja Polska, PZU czy ZUS. Pierwszy Prokom stopniowo przekształcił się w Prokom Investments, który 1997 r. sprzedał za 7 mln zł informatyczną działalność do Prokomu Software (wcześniej Prokom International). Wkrótce Prokom Software z sukcesem zadebiutował na GPW. Obecnie informatyczny Prokom jest głową grupy kapitałowej, do której należy ponad 50 firm z sektora nowych technologii, z tego prawie 10 giełdowych. Kapitalizacja koncernu sięga 2 mld zł.

R. Krauze dywersyfikuje swój portfel. Działa z powodzeniem w branży deweloperskiej (warszawskie Miasteczko Wilanów). Innym, równie głośnym przedsięwzięciem jest Bioton, który ma ambicje stać się jednym z głównych graczy na światowym rynku insuliny ludzkiej. Od połowy tego roku R. Krauze inwestuje w wydobycie ropy. Chce eksploatować pola naftowe w Kazachstanie. Nie wyklucza, że firma Petrolinvest, która będzie realizowała naftowe projekty, poszuka pieniędzy na giełdzie.

Prywatnie R. Krauze pasjonuje się koszykówką i tenisem. Wspiera także działania charytatywne.

5. Jan Wejchert

Jan Wejchert jest największym akcjonariuszem koncernu medialnego ITI, a przez wiele lat był także jego prezesem. Dopiero niedawno ustąpił miejsca Wojciechowi Kostrzewie i ogranicza się do zasiadania w radzie nadzorczej holdingu. Wejchert ukończył Wydział Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego. Karierę zawodową rozpoczął w 1974 r. od pracy dla niemieckiej firmy Konsuprod. Dwa lata później utworzył polską filię tej spółki. Była to pierwsza bezpośrednia inwestycja zagraniczna w Polsce.

Reklama
Reklama

W 1984 r., razem z Mariuszem Walterem, dziennikarzem TVP, założył ITI. Holding zaczynał od sprzedaży przekąsek takich jak Lilly Chips, handlu elektroniką i filmami oraz inwestycji w nieruchomości. Dopiero przed publiczną ofertą akcji na warszawskiej giełdzie w 2000 r. ITI skoncentrował się na rynku mediów. Już wówczas najważniejszym aktywem holdingu była - i nadal jest - założona w 1997 r. TVN, jedna z dwóch komercyjnych stacji telewizyjnych w kraju. Jednym z bardziej ryzykownych ruchów, na które zdecydowali się J. Wejchert i M. Walter było przejęcie największego polskiego portalu - Onetu, który pierwotnie stanowił część firmy Optimus, a potem został z niego wydzielony. W tym roku ITI sprzedał Onet.pl telewizji TVN za 1,3 mld zł. Oprócz telewizji, do ITI, a pośrednio do Jana Wejcherta i jego rodziny - należą też: sieć kin wieloekranowych Multikino (do niedawna kierowała nim Aldona Wejchert, czwarta żona Jana), Klub Sportowy Legia oraz - od tego roku platforma cyfrowa "n".

6.

Rodzina Domogałów

Analizując życie Jacka Domogały, 54-letniego Ślązaka "z krwi i kości", twórcy sukcesu grupy Famur (produkuje maszyny dla górnictwa i sprzęt budowlany) łatwo stwierdzić, że jest człowPrzewodniczący rady nadzorczej Famuru to człowiek pracy, wizjoner i zdecydowany menedżer. Prywatnie ojciec dwójki dzieci (córka i syn Tomasz, który już dziś jest największym udziałowcem spółki, kontrolując pośrednio ponad 76. proc. akcji). Jacek Domogała unika zbędnego rozgłosu. Trudno go spotkać na przyjęciach i okładkach kolorowych magazynów.

- Nie wydaję na konsumpcję więcej niż 1 proc. osiąganych zysków - przyznał J. Domogała w jednym z nielicznych wywiadów prasowych. Przygodę z biznesem rozpoczął w wieku 9 lat od roznoszenia gazet. Później rozwoził węgiel furmanką. Kiedy miał 25 lat, założył z bratem ogrodniczy biznes (sprzedawali m.in. goździki). Dalej była produkcja elementów blacharki i fabryka butów. Na początku lat 90. "wszedł" w sprzedaż flaczków. Już wtedy był zamożnym człowiekiem. W 2002 r. kupił Famur od NFI. Początki nie były łatwe: banki wypowiedziały kredyty, firmę "nękały" ZUS i skarbówka. Receptą okazała się optymalizacja poziomu zatrudnienia. - Wszystkie inwestycje, zarówno w firmę, jak i ludzi pan Domogała traktuje długoterminowo. To sprawia, że jest wiarygodnym partnerem w biznesie - podkreśla Waldemar Łaski, wiceprezes Famuru. Dalej poszło już gładko. Grupa powiększyła się o Nowomag, Fazos i Piomę.

Reklama
Reklama

7. Jerzy Wiśniewski

Około 340 mln zł - taką wartość miała spółka utworzona przez Jerzego Wiśniewskiego, gdy w połowie 2004 r. debiutowała na giełdzie. Teraz jej kapitalizacja sięga blisko 3 mld zł. A wszystko zaczęło się w 1994 r. od... dwóch baraków, które stanęły w Wysogotowie koło Poznania. Do dziś niewielu zna tę miejscowość. Ale niewielu jest też tych, którzy nie słyszeliby o PBG -najwyżej wycenianej spółce z sektora budowlanego, notowanej na GPW. - Widzi dalej i więcej niż inni, zawsze identyfikuje się z tym, co robi - tak o swoim szefie i przyjacielu mówią najbliżsi współpracownicy J. Wiśniewskiego. Dzięki temu, że prezes Wiśniewski jest jednocześnie większościowym akcjonariuszem PBG, może wdrażać swoją wizję w życie. Z uwagą przysłuchuje się jednak również głosom mniejszościowych udziałowców spółki, za co zdobył szacunek i uznanie wśród instytucji finansowych.

Dziś Jerzy Wiśniewski stoi na czele grupy zatrudniającej 2 tys. osób.. - Stawia na ludzi młodych. Niektórzy z nich znaleźli w PBG swoją drugą połówkę i założyli rodziny. Prezes jest więc niejako ich ojcem chrzestnym - mówi Robert Białczyk, rzecznik PBG. Firma ma własne drużyny piłki nożnej, siatkówki i koszykówki, grające w ligach amatorskich. Ma galerię oraz... szkołę języków obcych.

Prezes pracoholik znajduje też czas na przyjemności. Uprawia narciarstwo, żeglarstwo i tenis. Kocha sztukę. Z przyjemnością pali cygara. Sylwestra spędzi z najbliższymi, czyli... swoimi pracownikami. Impreza będzie połączona z obchodami jego 50 urodzin.

8. Mariusz Walter

Reklama
Reklama

Jak podaje internetowa encyklopedia Wikipedia, urodził się we Lwowie, a z wykształcenia jest inżynierem sanitarnym. W latach 60., 70. i na początku lat 80. był związany z Telewizją Polską. Od 1963 r. pracował etatowo w TVP w Katowicach (zaczynał jako dziennikarz sportowy), a od 1972 r. był pracownikiem redakcji publicystyki w Warszawie. Jednym z bardziej znanych projektów M. Waltera w TVP było "Studio 2" - program na żywo. Według "Rzeczpospolitej" odszedł z TVP w 1982 r., po tym jak komisja weryfikacyjna zabroniła mu pełnienia kierowniczych funkcji. Wówczas nawiązał współpracę z Janem Wejchertem, z którym wcześniej współpracował, m.in. organizując mecze tenisowe Wojciecha Fibaka.

W 1993 r. spółka M. Waltera - TV 7 - wystartowała w konkursie na ogólnopolską prywatną telewizję, ogłoszonym przez KRRiT. M. Walter stanął w szranki ramię w ramię z niemiecką telewizją CLT, poprzedniczką RTL. Przegrał wówczas z Zygmuntem Solorzem-Żakiem i Polsatem. Kolejna próba założenia własnej telewizji powiodła się. TVN - dziecko M. Waltera i J. Wejcherta - otrzymała zezwolenie na nadawanie w centrum i na północy kraju. TVN kupiła udziały w TV Wisła. M.Schedę po nim przejął jego syn - Piotr Walter - tuż przed wejściem spółki na warszawską giełdę w 2004 roku. Było to drugie podejście ITI do giełdy. Wcześniej, w 2002 r. M. Walter i J. Wejchert próbowali wprowadzić na parkiet w Warszawie koncern ITI. Oferta nie powiodła się - inwestorów wystraszyła cena akcji i skomplikowana struktura holdingu. Dziś - razem z Onetem - TVN jest warta 7,8 mld zł.

9. Dariusz Miłek

O sobie i swoich osiągnięciach mówi niechętnie. Lubi za to powtarzać - będzie dobrze. I jest dobrze. Kapitalizacja firmy obuwniczej CCC wynosi już około 1,85 mld zł. To kilka razy więcej niż w czasie giełdowego debiutu w 2004 r. Dariusz Miłek kontroluje teraz ponad 62 proc. kapitału zakładowego. Jaki jest jego cel w biznesie? Taki sam jak w sporcie - chce być pierwszy.

Kapitał zbudował na handlu. Nie grał i nie gra na giełdzie. Przed wprowadzeniem spółki na GPW nie interesował się rynkiem kapitałowym. Teraz nie chce dawać sygnałów spekulantom. Wie, że rynek obserwowałby każdy jego ruch inwestycyjny. Skoncentrował się na handlu butami. Teraz wie o nich wszystko. Bez problemu może wyjaśnić każdy etap cyklu produkcyjnego. Wie, gdzie najlepiej kupić surowce do produkcji, gdzie gotowe buty. Doskonale orientuje się w sytuacji konkurencji. Zawsze podkreśla, że jest ona potrzebna. Ale zaraz dodaje, gdy jest słabsza od nas. Dojście do takiej sytuacji zajęło mu kilkanaście lat. Ale jako były zawodowy kolarz twierdzi, że wyścig jeszcze się nie skończył.

Zaczynał od stolikowego handlu na bazarze. Olbrzymim awansem w bazarowej strukturze było przejęcie "szczęk". Teraz zarządza największą w kraju firmą obuwniczą.

10. Rodzina Koelnerów

Zaczynali na początku lat 80. Rozkręcili własny biznes, bo rodzina nie miała z czego żyć. Antoni Koelner, mąż Krystyny, stracił stanowisko dyrektora Banku Spółdzielczego Rzemiosła, dwa lata później zmarł. Krystyna Koelner została zmuszona do odejścia z liceum, gdzie uczyła języka angielskiego, a jej starszego syna Przemysława internowano za udział w strajku. Młodszy Radosław miał wtedy 11 lat. Na wtryskarce kupionej za pożyczone pieniądze w garażu ruszyła produkcja guzików. W 1986 r. zaczęli wytwarzać kołki rozporowe. Na początku lat 90. firmę przeniesiono z garażu do wynajętej hali. Powódź tysiąclecia przyniosła Koelnerom ogromne straty, ale i jeszcze większy popyt na wyroby.

Pod koniec 2004 r. spółka Koelner zadebiutowała na GPW. Teraz majątek rodziny Koelnerów szacowany jest na blisko 1,1 mld zł. - Udziały w spółce to lokata długoterminowa - mówi Radosław Koelner (na zdjźciu), prezes firmy. - Moja pensja nie jest szczególnie wysoka, a na wydawanie pieniędzy zwyczajnie nie mam czasu - dodaje.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama