Inwestorzy, którzy zdobyli fortunę na rynku kontraktów terminowych, zgodnie twierdzą, że kluczem do sukcesu jest strategia i plan działania. Inwestowanie w kontrakty na podstawie przeczuć i emocji może przynosić efekty co najwyżej na krótką metę. Jest pewne, że w którymś momencie szczęście przestanie nam sprzyjać.
Małpa nie ma szans
Niekiedy w dyskusjach na temat giełdy można usłyszeć o eksperymencie, który polegał na sprawdzeniu, kto będzie lepszy w inwestowaniu - profesjonaliści czy małpa. Eksperyment polegał na wyborze spółek, które miały dać najwyższe stopy zwrotu w danym okresie. Wygrała małpa, którą trudno przecież posądzać o profesjonalizm. Wyniki tego eksperymentu wbrew pozorom wcale nie dowodzą jednak tego, że giełda to hazard. Dowodzą w zasadzie tylko jednego - na krótką metę o wynikach inwestycyjnych decyduje często szczęście i przypadek. Trudno wyobrazić sobie jednak, by małpa była w stanie osiągać regularne zyski na rynku kontraktów terminowych, gdzie trzeba ciągle podejmować decyzje o tym, kiedy otworzyć pozycję, kiedy ją zamknąć, iloma kontraktami operować.
Przy wyborze strategii inwestycyjnej pierwszym krokiem jest podjęcie decyzji, w jakim horyzoncie czasowym będziemy działać. Na rynku kontraktów terminowych zdecydowana większość inwestorów stosuje tzw. strategie średnioterminowe (w których w zależności od okoliczności pozycję trzyma się od kilku dni do nawet kilku lub kilkunastu tygodni) lub tzw. day-trading (czyli otwieranie i zamykanie pozycji tego samego dnia).
Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, która strategia jest najlepsza. Każdy z tych dwóch rodzajów ma zalety i wady. Idea day-tradingu polega na tym, by stosunkowo niewielkie zyski z poszczególnych transakcji kumulowały się dzięki przeprowadzaniu dużej liczby operacji. W praktyce zadanie to utrudniają m.in. prowizje maklerskie. Im większa liczba transakcji, tym większa suma prowizji i tym mniejszy ostateczny zysk. Poza tym day-trading wymaga poświęcania większej ilości czasu na obserwację notowań i podejmowania błyskawicznych decyzji.