W prognozach na bieżący rok analitycy domów maklerskich są raczej ostrożni. Mówi się wprawdzie o możliwym kolejnym roku dwucyfrowych stóp zwrotu z indeksów, jednak większość specjalistów nie ma wątpliwości: na GPW jest już dość drogo. Wystarczy rzut oka na wskaźniki rynkowe. P/E (cena/zysk na akcjź) dla indeksu największych spółek giełdowych WIG20 wynosi obecnie 20,9. Wynik ten nie uwzględnia Netii, która za ostatnie cztery kwartały zanotowała stratę netto. Czy to dużo? Dla porównania, przyjrzyjmy się, jak kształtuje się wartość P/E na bardziej od naszego dojrzałych rynkach. Za oceanem przeciętny stosunek ceny do zysku dla indeksu S&P uplasował się przez ostatnie 80 lat na poziomie około 14-15. Każdorazowe wybicia powyżej 18 kończyły się prędzej czy później sporymi spadkami. Nie jest to zbyt dobra wróżba dla warszawskiego parkietu. Z drugiej strony, trzeba przypomnieć, że 10 maja 2006 r., na dzień przed rozpoczęciem ponad 20-proc. korekty, wskaęnik P/E dla WIG20 wynosił przeszło 25. Wniosek nasuwa się jeden - bywało już drożej, więc powody do paniki można odsunąć trochę na bok. Przynajmniej na obecną chwilę.
Jeżeli jednak wysokie wyceny wywołałyby na początku 2007 r. spadki indeksów, to i tak nie ma co rwać włosów z głowy. Analitycy są zgodni - byłaby to raczej przejściowa korekta niż początek trwałego rynku niedźwiedzia. Dlaczego? Czynniki makroekonomiczne są na tyle optymistyczne, że pozwalają bez większych obaw oczekiwać kolejnej wyraźnej poprawy wyników spółek. Wysoki wzrost gospodarczy oraz nieprzerwany napływ środków z Unii Europejskiej będą prawdopodobnie głównymi kołami napędowymi kursów w 2007 r. Specjalistów nie odstrasza nawet rosnąca presja inflacyjna wynikająca się z faktu, że przeciętny Kowalski zarabia z miesiąca na miesiąc coraz więcej. Ekonomiści szacują, że podwyżka stóp procentowych rzędu 25-50 pkt bazowych w pierwszej połowie nadchodzącego roku jest już prawdopodobnie wkalkulowana w ceny.
Które branże dadzą zarobić w nowym roku? Czy warto liczyć na to, że dotychczasowi zwycięzcy będą kontynuować wzrost czy może lepiej poszukać nowych okazji? Zdaniem większości fachowców, ta pierwsza strategia może nie okazać się szczególnie skuteczna. W 2006 roku najbardziej urosły spółki działające w szeroko pojętej branży dewelopersko-budowlanej. Normą były tu trzycyfrowe wzrosty kursów. Sporo zarobić dały także banki. Indeks branżowy zyskał od początku 2006 roku 54 proc. Jest to o tyle istotne, że sektor bankowy stanowi 43 proc. kapitalizacji całego warszawskiego parkietu, więc przełożyło się to też na wzrost wszystkich głównych indeksów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę wielkość spółek, tu najbardziej pokaźnymi stopami zwrotu popisały się małe firmy. Indeks WIRR zyskał na wartości 124 proc., podczas gdy WIG20 urósł 24,6 proc.
Wyceny
niezbyt konkurencyjne