Mamy za sobą 2006 rok. Do tej chwili już napisano wiele słów, by go opisać, podsumować i ocenić. Także z punktu widzenia inwestorów giełdowych. Teraz każdy jest ciekaw, co przyniesie nam kolejnych 12 miesięcy. Co może się wydarzyć i na co zwrócić uwagę?
Próby poznania przyszłości podejmowane są bezustannie. Przełom roku jest w tych dociekaniach okresem szczególnym. Teraz media obfitują w różnego rodzaju przepowiednie i wróżby. Ich wiarygodność jest równie duża, jak prognozy pogody. Im dalej w las, tym ciemniej. Mimo wielu narzędzi ze sporym przybliżeniem jesteśmy w stanie przewidzieć zmienne opisujące stan gospodarki w najbliższych miesiącach. Dalsze prognozy są już obarczone znacznie większym ryzykiem błędu. Czy jest zatem sens w ogóle starać się przewidywać przyszłość? Sens jest, ale zawsze będzie się to odbywało na bazie danych i wydarzeń z przeszłości, co siłą rzeczy sprawia, że prognoza jest w pewnym sensie oczekiwaniem, że przeszłe procesy nadal będą miały miejsce, co niekoniecznie musi się potwierdzić.
W USA liczą się rynek
nieruchomości...
Zatem co nas czeka w przyszłym roku? Nie, nie, nie mam szklanej kuli. Mogę posłużyć się jedynie tym, co wiadomo w tej chwili. Większość odpowiedzi na to pytanie uzależniona jest od czynników, które obecnie uważane są za istotne, co nie znaczy, że właśnie one będą równie istotne za pół roku. Teraz prognozy wzrostu PKB USA uzależnia się od sytuacji na tamtejszym rynku nieruchomości lub od możliwych poczynań Komitetu Otwartego Rynku Rezerwy Federalnej.