Reklama

Problemy na przełomie roku

Poznanie przyszłości to odwieczne marzenie ludzkości. Bez szans na realizację, choć oczywiście próby są podejmowane

Publikacja: 02.01.2007 09:12

Mamy za sobą 2006 rok. Do tej chwili już napisano wiele słów, by go opisać, podsumować i ocenić. Także z punktu widzenia inwestorów giełdowych. Teraz każdy jest ciekaw, co przyniesie nam kolejnych 12 miesięcy. Co może się wydarzyć i na co zwrócić uwagę?

Próby poznania przyszłości podejmowane są bezustannie. Przełom roku jest w tych dociekaniach okresem szczególnym. Teraz media obfitują w różnego rodzaju przepowiednie i wróżby. Ich wiarygodność jest równie duża, jak prognozy pogody. Im dalej w las, tym ciemniej. Mimo wielu narzędzi ze sporym przybliżeniem jesteśmy w stanie przewidzieć zmienne opisujące stan gospodarki w najbliższych miesiącach. Dalsze prognozy są już obarczone znacznie większym ryzykiem błędu. Czy jest zatem sens w ogóle starać się przewidywać przyszłość? Sens jest, ale zawsze będzie się to odbywało na bazie danych i wydarzeń z przeszłości, co siłą rzeczy sprawia, że prognoza jest w pewnym sensie oczekiwaniem, że przeszłe procesy nadal będą miały miejsce, co niekoniecznie musi się potwierdzić.

W USA liczą się rynek

nieruchomości...

Zatem co nas czeka w przyszłym roku? Nie, nie, nie mam szklanej kuli. Mogę posłużyć się jedynie tym, co wiadomo w tej chwili. Większość odpowiedzi na to pytanie uzależniona jest od czynników, które obecnie uważane są za istotne, co nie znaczy, że właśnie one będą równie istotne za pół roku. Teraz prognozy wzrostu PKB USA uzależnia się od sytuacji na tamtejszym rynku nieruchomości lub od możliwych poczynań Komitetu Otwartego Rynku Rezerwy Federalnej.

Reklama
Reklama

W tej chwili ocenia się, że rynek nieruchomości najgorsze ma za sobą. Pierwsza połowa 2007 r. to czas na lekką poprawę sytuacji i jej ustabilizowanie się. Nikt nie liczy na powtórkę szału sprzed ponad roku. Nasuwa się pytanie, czy faktycznie takie "miękkie lądowanie" będzie miało miejsce. Czy wieloletnia hossa na rynku nieruchomości może zakończyć się niewielkim tylko spadkiem cen i późniejszą stabilizacją? Czy faktycznie wszystko rozejdzie się po kościach? Aż trudno w to uwierzyć. Czynnik, który swoją poprawą pchał gospodarkę w górę, teraz ma się tylko lekko osłabić bez zgubnych konsekwencji dla reszty. Fakt, na razie tak to wygląda. Problemy na rynku nieruchomości mają wprawdzie ujemny wpływ na PKB, ale są to problemy wyizolowane. Osłabienie w tym segmencie nie przekłada się na inne sfery gospodarki. Te mają się całkiem nieźle. Na razie.

Może właśnie tu tkwi sedno sprawy. Oczekiwania są optymistyczne, bo do tej pory nic poważnego się nie wydarzyło. Wydaje się, że zmienią się za jakiś czas, gdy okaże się, że jednak problemy pojawią się w innych sferach. Będzie to oczywiście naturalnym procesem dostosowania się oczekiwań - będą już inne niż obecne. Czy taka sytuacja może mieć miejsce? Może. Większość tych optymistycznych prognoz opiera się bowiem na założeniu, że w tej chwili najwięcej szkód może wywołać rynek nieruchomości. To jest jednak tylko część prawdy. Trzeba bowiem pamiętać, że przed paroma miesiącami zakończyła się stosunkowo długa sekwencja podwyżek stóp procentowych. Tym samym można się obawiać, że jej wpływ na gospodarkę wcale się nie wyczerpał. Nie będę pisał o możliwości kolejnej podwyżki. Nawet przyjmując, że już kolejnych nie będzie, to wpływ już dokonanych zapewne będzie jeszcze wpływał na gospodarkę.

...i inflacja

Obecnie tematem numer jeden są: rynek nieruchomości oraz inflacja. Ta druga niewiadoma także jest przedmiotem trwającej dyskusji. Fed w swoich publikacjach i wystąpieniach członków FOMC cały czas uwypukla niebezpieczeństwo wzrostu inflacji. Z drugiej strony, przytaczane są opinie, że to zagrożenie jest mniejsze, niż sądzi wspomniane gremium. Dane zdają się potwierdzać tezę o malejących napięciach inflacyjnych. Poziom cen w porównaniu z tymi sprzed roku jest wyższy w stopniu, jaki nie jest przez FOMC akceptowany. Jeśli jednak porównamy dynamikę wzrostu cen w kolejnych kwartałach, to okaże się, że ta dynamika maleje. To sprawia, że rynek oczekuje stabilizacji cen Za tym idzie inne oczekiwanie. Skoro ceny mają się ustabilizować, to oczekuje się, że widmo inflacji zejdzie na plan dalszy, a FOMC podejmie czynności mające pomóc słabnącej gospodarce. Stąd na rynku akcji mamy wzrost cen. Także rynek stóp procentowych sygnalizuje oczekiwanie na obniżki stóp procentowych. Mamy tu sytuację, gdzie oprocentowanie lokat o krótkim terminie zapadalności jest wyższe od lokat długoterminowych. To jest w tej chwili główny konflikt oczekiwań. Kto ma rację? Czy Fed trzymający stopy wysoko, czy też inwestorzy, którzy oczekują cięć ratujących gospodarkę przed wejściem w recesję.

Polska gospodarka kwitnie

Oczywiście nie tylko Stanami żyjemy. W końcu sytuacja na naszym rynku powinna zależeć w dużej mierze od tego, co się dzieje właśnie w Polsce. To przełożenie wydaje się zrozumiałe, choć nie jest do końca prawdziwe. Tu mamy spory wpływ inwestorów zagranicznych, którzy są w stanie z rynkiem zrobić co im się podoba bez oglądania się na gospodarkę. Te ruchy kapitału zagranicznego są zwykle związane ze zmianami m.in. w USA, stąd sporo miejsca poświęconego Stanom.

Reklama
Reklama

Spoglądając tylko na nasze podwórko, właściwie nie ma na co narzekać. Gospodarka rozwija się szybko. Spada bezrobocie, rośnie zatrudnienie, rosną inwestycje i nieźle ma się konsumpcja. Niemal sielanka. Niestety, nie do końca jest tak dobrze, jak wyglądałoby to na pierwszy rzut oka. Po pierwsze, pojawiają się pierwsze oznaki przegrzania. Rynek pracy zaczyna być coraz sztywniejszy, co może przełożyć się na wysokość płac. Stopa bezrobocia wprawdzie na to wskazuje, ale już teraz przedsiębiorcy mają problem z zatrudnieniem pracowników. Istnieje więc niebezpieczeństwo wystąpienia napięć inflacyjnych generowanych przez rynek pracy. Płace zaczynają rosnąć, co powoduje zwiększenie popytu konsumpcyjnego poganianego jeszcze kredytem oraz powoduje wzrost kosztów produkcji. Wzrost może kusić przedsiębiorców do podwyższenia cen towarów i usług przez nich wytwarzanych. Tym bardziej jeśli popyt nie będzie podobny.

Stopy mogą wzrosnąć

Tego właśnie obawiają się "jastrzębi" członkowie Rady Polityki Pieniężnej, którzy już teraz naciskają na podwyżkę stóp procentowych. Ma to być ruch prewencyjny, którego zadaniem jest przeciwdziałanie zbytniemu rozgrzaniu gospodarki. Obecnie trwa dyskusja, która faktycznie sprowadza się do oczekiwania na najbliższą, zaplanowaną na koniec stycznia, projekcję inflacyjną. Jeśli ta będzie równie pesymistyczna, jaką była projekcja październikowa, to podwyżka wydaje się przesądzona w I kwartale 2007 r.

Przegrzanie, a więc i możliwość wzrostu inflacji to jeden problem, ale nie mniej ważne jest odsuwanie w czasie zmian, jakie są wymagane w sferze finansów publicznych. To jeden z elementów, który ma za zadanie zbudowanie warunków sprzyjających szybszemu wzrostowi gospodarczemu także w następnych latach. Jak wiemy, ta sfera w 2006 r. została zupełnie zapomniana.

Wreszcie sam rynek. Dużo tu optymizmu. Portfele funduszy napchane są akcjami. Mówi się o kolejnym roku hossy. Byłoby miło, ale trzeba pamiętać, że ta już trwa dość długo jak na nasze standardy. Kiedyś w końcu przyjdzie załamanie. Obecnie kapitał płynie już także z kredytów, które finansują zakup jednostek uczestnictwa. Robi się niebezpiecznie, a wiara w zarządzających może okazać się przesadzona. Nawet najlepsi muszą trzymać się rynkowej średniej, co sprawia, że w razie spadków i ich portfele będą tracić.

Ostatnie problemy z pokonaniem szczytu z maja 2006 r. wydają się wskazywać na to, że rynek nie jest już w tak dobrej kondycji, jakiej oczekiwaliby posiadacze akcji i jednostek funduszy. Rok 2006 był jeszcze pomyślny, ale każdy widzi, że to już nie to samo, co we wcześniejszych latach. W końcu przyjdzie czas i na spadki cen. Atmosfera robi się ku temu sprzyjająca. Zwłaszcza gdy zaczną ponownie rosnąć stopy procentowe.

Reklama
Reklama

Trochę technikiZachowanie rynku w 2006 r. posiadacze akcji mogą uznać za zadowalające. Porównując początek i koniec roku, widać wzrost cen. Wprawdzie na przełomie maja i czerwca posiadacze długich pozycji przeżyli chwile grozy, ale skończyło się dobrze. Pod koniec roku pojawiły się nawet rekordy. To jednak tylko ceny, które są wprawdzie najważniejszym, ale nie jedynym elementem oceny rynku. Gdy spojrzymy nań, uwzględniając także zmiany wielkości obrotów, to wnioski będą już nieco inne. Na Wykresie 1. widać wyraźnie, że ostatnie wzrosty nie są potwierdzone przez obrót, co może mieć przykre konsekwencje dla graczy liczących na dalszy wzrost cen. Taki układ sprawia, że oczekiwanie kolejnego roku hossy jest dyskusyjne. No, ale w końcu to ceny o wszystkim decydują. Te na razie trzymają się wysoko, choć problem z pokonanie szczytu z maja o czymś może świadczyć. Wykres 2. pokazuje poziom wsparcia, którego przełamanie umożliwi otwarcie krótkich pozycji. Na razie do niego trochę brakuje, ale już teraz posiadanie pozycji długich nie dla każdego jest zasadne.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama