Podwyżka płacy minimalnej, redukcja deficytu budżetowego oraz dążenie do energetycznej niezależności Stanów Zjednoczonych - to główne priorytety polityki gospodarczej demokratów, którzy od czwartku przejmują kontrolę nad Kongresem.
Partia Demokratyczna, która po 12 latach republikańskiej dominacji wywalczyła większość w obu izbach na Kapitolu, nie będzie miała łatwego zadania. Przez najbliższe dwa lata będzie musiała współpracować z dysponującym prawem weta republikańskim prezydentem i nie będzie to łatwa kohabitacja. W środowym artykule w "Wall Street Journal" George W. Bush wyraźnie dał do zrozumienia, że sprzeciwi się jakimkolwiek próbom podwyższania obciążeń podatkowych.
Ostatnie deklaracje najważniejszych przedstawicieli demokratów, w tym przyszłej przewodniczącej Izby Reprezentantantów Nancy Pelosi, świadczą o tym, że nie będą oni dążyć do otwartej konfrontacji w kwestiach podatkowych. Większość ulg wprowadzonych w czasie kadencji Busha wygasa do 2010 roku i ich przedłużenie stanie się zapewne przedmiotem negocjacji między Białym Domem a Kapitolem. Demokraci przychylnie też przyjęli prezydencką propozycję zrównoważenia budżetu federalnego do 2012 roku.
Nowa większość przegłosuje prawdopodobnie podniesienie płacy minimalnej z obecnych 5,15 dolara do 7,25 dolara za godzinę. Propozycja cieszy się poparciem nie tylko związków zawodowych, ale także umiarkowanych republikanów w Kongresie. Podobnie jest z reformą systemu imigracyjnego. Masowa legalizacja 12 milionów nielegalnych imigrantów nie pozostanie bez wpływu na sytuację gospodarczą.
Sektor farmaceutyczny otrzymuje od demokratów sprzeczne sygnały. Z jednej strony nowa większość chciałaby, aby to rząd mógł negocjować z firmami farmaceutycznymi w sprawie cen płaconych przez program ubezpieczeniowy Medicare za leki dla emerytów. Oznaczałoby to dla tych firm mniejsze zarobki. Z drugiej strony, zapowiedź rozluźnienia zakazu badań nad komórkami macierzystymi może przyczynić się do wprowadzenia na rynek nowych leków i zwiększyć dochody spółek farmaceutycznych.