Niespodziewany kryzys naftowy na linii Moskwa-Mińsk może być dla Polski wyjątkową szansą. Jeśli nasi politycy umiejętnie pograją, mogą sporo wygrać.

Pamiętajmy, że wstrzymanie dostaw rosyjskiej ropy uderza nie tylko w nas, ale również w inne kraje, głównie w Niemcy. Dodajmy, że przede wszystkim dlatego sprawą błyskawicznie zajęła się Unia Europejska. Mamy okazję pokazać Niemcom, że Rosjanie - wbrew temu, jak nasi zachodni sąsiedzi chcieliby ich widzieć - nie zawsze są godnym zaufania partnerem.

Przy okazji można podkreślić, że infrastruktura naftowa jest stanowczo za uboga i warto ją uzupełnić. Projekt rurociągu transkaspijskiego, przez który do Europy może trafiać surowiec z Azji Środkowej, wydaje się tu jak najbardziej na miejscu. Ukraińców z kolei mamy szansź przekonać do intensywniejszych inwestycji w przedłużenie rurociągu Odessa-Brody. Oni także, w wyniku ostatnich poczynań Moskwy i Mińska, tracą. Być może skłoni ich to do przepatrzenia swoich stanowisk.

A gdyby powyższe działania się powiodły, możemy również postawić na porządku dnia sprawę gazu i jego transportu przez Europę. Skierowanie głównej energii na budowę linii, dzięki którym surowiec z Kazachstanu czy Iranu mógłby trafiać na nasz kontynent, mogłoby stanowić ciekawą alternatywę dla tzw. gazociągu północnego na dnie Morza Bałtyckiego, przeciw któremu od dłuższego czasu nasi politycy starają siź protestować. Na razie bezskutecznie.

Panowie Ministrowie weźcie się do roboty i wykorzystajcie nadarzającą się okazję.