Fiaskiem zakończyły się wczorajsze rozmowy rosyjsko-białoruskie w sprawie wznowienia transportu ropy naftowej rurociągiem "Przyjaźń". Rosja uważa wprowadzenie przez Mińsk opłat tranzytowych (45 dolarów za tonę surowca) za "posunięcie bezprecedensowe w skali światowej" i jest gotowa w ciągu dwóch-trzech lat zrezygnować zupełnie z przesyłu ropy naftowej przez Białoruś.

Choć surowiec nie dociera do coraz większej liczby krajów, rynki są spokojne, bo - jak oceniają specjaliści z Międzynarodowej Agencji Energii - Europa poradzi sobie z tym problemem. Polskie koncerny Lotos i Orlen, choć liczą na szybkie zażegnanie kryzysu, przygotowują się do negocjowania kontraktów typu SPOT (realizowanych natychmiastowo) na dostawy przez Bałtyk. Należące do PKN rafinerie w Czechach mogą sprowadzać ropę rurociągiem IKL (przez Adriatyk). Taki wariant rozważa też MOL.

Całe zamieszanie nie wpłynęło też na światowe notowania ropy, która - z powodu ciepłej zimy - nadal taniała. W Nowym Jorku cena spadła do poziomu sprzed 1,5 roku.