W spólny raport Instytutu Globalizacjii i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wskazuje, że ewentualne wprowadzenie zmian prawnych, dopuszczających kontrolowanie przez państwo całego rynku gier i zakładów zawieranych w internecie, będzie błędem. Wiadomo, że Ministerstwo Finansów chce kontrolę nad tą częścią rynku powierzyć Totalizatorowi Sportowemu, monopoliście w dziedzinie gier liczbowych.
Rynek nieuregulowany
Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, twierdzi, że nowe przepisy powinny dopuszczać możliwość działania w sieci wszystkich operatorów rynku hazardowego w kraju. Według IBnGR, samo tylko opodatkowanie hazardu w sieci dałoby budżetowi centralnemu około 130 mln zł. - Takie zmiany pobudziłyby rynek firm oferujących usługi hazardowe - mówi B. Wyżnikiewicz. Dodaje, że konieczne jest uregulowanie sytuacji prawnej podmiotów oferujących usługi hazardowe w internecie. Obecnie, w myśl ustawy o grach i zakładach z 1992 r., takie działanie jest nielegalne. Co więcej, korzystający z tego typu usług u zagranicznych operatorów także popełniają przestępstwo.
Niestety, ani IG, ani IBnGR nie zamierzają przekazać swoich propozycji resortowi finansów czy sejmowej komisji ds. finansów. Przynajmniej na razie.
Jacek Spendel, prezes stowarzyszenia KoLiber, uważa, że obecnie funkcjonujące przepisy łamią prawo Unii Europejskiej. Te obecnie przygotowywane są tym bardziej niezgodne z europejskim prawem. Stowarzyszenie KoLiber wystąpiło z wnioskiem do Rzecznika Praw Obywatelskich o zaskarżenie obowiązującej ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli nowe prawo zostanie wprowadzone i będzie kłócić się z przepisami UE, Polska może zostać pozwana do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości za ograniczanie wolności świadczenia usług.