Potwierdza się teza, że spadające ceny surowców nieuchronnie muszą uderzyć w rynki wschodzące. Na naszym rodzimym rynku mieliśmy już próbkę tych zależności. Przecena miedzi pogrążyła kurs KGHM i zahamowała zwyżkę WIG20. Z perspektywy rynków wschodzących jako całości ważniejsze są jednak zmiany notowań ropy naftowej. Ceny tego surowca były względnie stabilne w okresie pierwszej fali przeceny miedzi, ale w końcu nie wytrzymały pod presją podaży.
Nowe minima na tym rynku zdążyły już pogrążyć wczoraj akcje rosyjskich koncernów. Po południu tamtejszy indeks RTS tracił 6 proc., spadając do poziomu najniższego od blisko miesiąca. Szok przyszedł nagle, bo RTS dopiero notował rekordy.
Klimat inwestycyjny na rynkach wschodzących pogarsza się także z powodów politycznych. Gorącym tematem są wciąż drastyczne działania rządu w Tajlandii. W połowie grudnia tamtejszy indeks SET spadł o blisko 20 proc. w reakcji na restrykcje walutowe. Teraz tajlandzkie władze znowu pogrążyły notowania, ograniczając swobodę kupna udziałów w spółkach przez zagraniczny kapitał. SET znalazł się na minimum.
Co ciekawe, wydawało się, że grudniowe wydarzenia w Tajlandii jedynie chwilowo wywołały zamęt na innych rynkach wschodzących, skoro wynikały wyłącznie z czynników wewnętrznych. Tymczasem skala krachu w tym azjatyckim kraju stanowiła najwyraźniej dopiero zapowiedź problemów czekających rynki wschodzące.
Korekta spadkowa indeksu MSCI Emerging Markets nabiera już takiego tempa, że zasadne stają się obawy, czy nie jest zagrożony dotychczasowy, ponadpółroczny trend wzrostowy. Dane na temat aktualnego poziomu indeksu znane są z opóźnieniem, ale można przypuszczać, że załamanie kursów rosyjskich akcji i zniżki na innych giełdach przyczyniły się do tego, że wskaźnik MSCI znalazł się wczoraj na poziomie linii trendu wzrostowego. Jeżeli zostanie ona przebita, to będzie to bardzo negatywny średnioterminowy sygnał.