Mimo nie najlepszych nastrojów, jakie w ostatnich dniach zagościły na warszawskim parkiecie, początek roku jest niewątpliwie udany dla akcjonariuszy banku Millennium. Jego akcje, jako jedynego z banków notowanych na GPW, nie tylko nie poniosły w tym roku strat, ale też ich cena wspięła się nawet na najwyższy od ponad sześciu lat poziom. Od początku roku kurs wzrósł o ponad 12 proc., do 8,91 zł (tylko wczoraj kurs wzrósł o 6,1 proc.). Rosnące zainteresowanie akcjami banku to prawdopodobnie już efekt wyczekiwania na wyniki Millennium za ostatni kwartał 2006 r. (bank ten tradycyjnie jako pierwszy z branży prezentuje swoje wyniki finansowe; tym razem przedstawi je 24 stycznia). A te, zdaniem analityków, powinny być bardzo dobre - 260-280 mln zł zysku netto w całym roku. Prognozy te zdaje się potwierdzać sama spółka, która poinformowała, że w ub. r. udzieliła kredytów hipotecznych za ponad 5 mld zł. Dało to bankowi drugą pozycję na rynku nowych kredytów, tuż za PKO BP.

Wczoraj kurs podbiła dodatkowo rekomendacja wydana przez UniCredit CA IB. W raporcie z 10 stycznia podwyższono zalecenie dla akcji Millennium z "trzymaj" do "kupuj", a cenę docelową ustalono na 9,3 zł. Zdaniem analityka UniCredit CA IB Marcina Jabłczyńskiego, agresywna strategia detaliczna w segmencie kredytów hipotecznych i kart kredytowych przynosi już rezultaty i powinna skutkować wzrostem sprzedaży w kolejnych miesiącach. Jego zdaniem, już nieuzasadnione jest nazywanie spółki "małym bankiem". Po ostatnim wzroście rynkowa wartość Millennium przekroczyła bowiem 7,5 mld zł. Rosnącemu kursowi sprzyja też stosunkowo niewielka podaż akcji. W rękach strategicznego inwestora, portugalskiej grupy BCP, znajduje się 65,5 proc. akcji, ale duże pakiety Millennium kupili w ostatnim czasie inni instytucjonalni inwestorzy - fundusze inwestycyjne i emerytalne.