proc przy najsłabszym tureckim ISE (-8,9 proc.) oraz najmocniejszym czeskim
PX (-3,7 proc.). WIG20 do ostatniej środy stracił spod szczytu hossy 8,2
proc., a WIG wyraźnie mniej i bliżej średniej, bo tylko 5,9 proc. Po
odreagowaniu w końcówce tygodnia do rekordowych poziomów indeksowi WIG20
brakuje 4,8 proc., a indeksowi WIG tylko 2,6 proc. przy średniej z w/w
zagranicznych indeksów na poziomie 3,6 proc. Jak wynika z tego porównania,
skala korekty polskich indeksów oraz moment jej zakończenia był ściśle
związany z wydarzeniami (m.in. spadki cen ropy i miedzi) na światowych
emerging markets i zapewne wybór nawet najlepszego prezesa NBP mógłby tylko
nieco złagodzić jej przebieg.
Jednym z ważniejszych elementów giełdowej układanki jest wciąż także rynek
walutowy. Pisałem o tym szerzej w zeszłym roku, ale należy to teraz
przypomnieć. Na zaprezentowanym WYKRES1.gif zaznaczyłem wybrane przedziały,
w trakcie których najwyraźniej widać zależność pomiędzy indeksem WIG20, a
zachowaniem polskiej waluty (koszyk składający się po połowie z USD i EUR).
Okres umacniania się złotego wyraźnie sprzyja hossie na rynku akcji,
natomiast głębszym giełdowym korektom towarzyszy osłabienie rodzimej waluty.
Powody tej zależności są zapewne dla większości oczywiste, choć należy mieć
na uwadze, że rosnąca siła rodzimych funduszy emerytalnych oraz TFI
spowodują, że często sprzecznych ze światowym trendem strategii
funduszy emerytalnych.
Dla zobrazowania tego zjawiska wystarczy powiedzieć, że w zeszłym roku
jedynie do funduszy inwestujących w akcje napłynęło ponad 16 mld zł (8,7 mld
zł fundusze akcji, a 7,5 mld zł fundusze stabilnego wzrostu.). W ostatnim
miesiącu 2006 r. do wszystkich funduszy napłynęło aż 2,8 mld zł. i już teraz
wartość wszystkich środków powinna przekroczyć 100 mld zł. Natomiast jak
podają raporty CAIB oraz DM BZ WBK, w tygodniu zakończonym 10 stycznia
Polska zanotowała odpływ środków z funduszy inwestujących na rynkach
wschodzących na kwotę ok. 14-15 mln USD. To negatywne saldo
charakterystyczne od kilku miesięcy dla funduszy inwestujących na
europejskich rynkach wschodzących jest wyraźnym kontrastem do wciąż
zasilanych nowymi pieniędzmi funduszy inwestujących na pozostałych emerging
markets. Tylko w ostatnim tygodniu fundusze te zebrały 1,5 mld USD nowych
środków, a od początku roku będzie to już 3,5 mld USD. W całym 2006 roku
inwestorzy wpłacili do tych funduszy 22,4 mld USD.
Pół roku temu informacja o omijaniu Polski (całego regionu) przez
zagraniczne fundusze byłaby impulsem do przeceny. Teraz wobec siły rodzimego
kapitału znaczenie tych danych znacznie spadło. Z czasem GPW podobnie
powinna uodpornić się na przepływy kapitału widoczne na rynku walutowym. Na
razie jednak wniosek jest dość prosty - im słabszy będzie złoty w
nadchodzącym tygodniu, tym gorzej dla rynku akcji. A w nadchodzącym tygodniu
powinno być nerwowo na rynku walutowym. Już w poniedziałek o 14:00 poznamy
wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych za grudzień (CPI), a we wtorek o
tej samej godzinie dane o przeciętnym wynagrodzeniu i zatrudnieniu w
sektorze przedsiębiorstw w grudniu. Tydzień zakończą piątkowe dane o
dynamice produkcji i PPI. Te publikacje mogą zadecydować o losach giełdowych
indeksów w średnim terminie.
Na koniec jeszcze parę słów o ostatniej korekcie, w nawiązaniu do
publikowanego już kiedyś wykresu. Bowiem dobrym podsumowaniem zeszłego roku
wydaje się nałożenie WIG20 na modelowy przebieg indeksu na podstawie
średniej z tygodniowych zmian w latach 1995-2005 r. WYKRES2.gif Zawsze przy
tym wykresie powtarzałem, że nie jest to prognoza zachowania indeksu. Ma to
jedynie pokazać wyraźną sezonowość jaka występuje na GPW, a która w dużym
stopniu pokrywa się z analogicznym wykresem np. amerykańskich indeksów
obliczanym dla znacznie dłuższego okresu. Zapewne także i w tym roku WIG20
odbiegać będzie od modelowego wykresu, ale jak uczy historia choćby z 2006
r., każde większe odchylenie powinno być dla inwestorów sygnałem
ostrzegawczym, gdyż dość szybko następował powrót do tej 11-letniej
średniej. Najdłużej trwające odchylenie w 2006 r. dotyczyło końcówki roku, w
czasie której inwestorzy dyskontowali "rajd Św. Mikołaja" oraz "efekt
stycznia". Co ciekawe, korekta z początku 2007 r. zakończyła się niemal
dokładnie na poziomie, na którym wg. modelu powinien zamknąć się zeszły rok.
Czyżby stąd rozpoczynał się właśnie "efekt stycznia" ?
[email protected]