Po spadku w 2005 r. w Chinach znowu nastąpił wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Do Państwa Środka napłynęły w 2006 r. 63 miliardy dolarów, o 5 proc. więcej niż rok wcześniej.
Po raz pierwszy władze chińskie zezwoliły na takie inwestycje w 1980 r., a od tej pory wartość produktu krajowego wzrosła dziesięciokrotnie.
Teraz rząd zachęca inwestorów, żeby lokowali pieniądze w regionach słabiej rozwiniętych. Daje im ulgi podatkowe i obiecuje szybsze procedury. - Mimo narastających problemów z ochroną środowiska i napięciami społecznymi Chiny wciąż są bardzo atrakcyjnym miejscem dla inwestycji bezpośrednich - uważa Tai Hui, ekonomista Standard Chartered Bank w Hongkongu. W 2005 r. Chiny były trzecim największym beneficjentem na świecie. Pod względem wielkości napływającego kapitału ustępowały tylko Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii.
Chińska komisja ds. rozwoju i reform zaklada, że stabilne tempo wzrostu bezpośrednich inwestycji utrzyma się do 2010 r. Zhang Liqun z krajowego centrum analitycznego zwrócił uwagę na czynniki mogące hamować tempo napływu pieniądza z zagranicy. Zaliczył do nich umacniającego się juana chińskiej waluty, co zwiększa koszty inwestowania, oraz kontrolę rządu. Władze już ograniczyły inwestycje zagraniczne w nieruchomości, starają się też zmniejszyć eksport produktów stalowych i tekstyliów, co uderza również w zagranicznych właścicieli takich zakładów.
Chiny mają duże zasoby finansowe. Rezerwy walutowe przekroczyły bilion dolarów.