Wiadomością wczorajszego dnia była informacja o chęci zakupu przez Skarb Państwa pakietu akcji LOT-u od syndyka masy upadłościowej Swissair. Już sam fakt, że SP zamierza ponownie kupić akcje częściowo sprywatyzowanej firmy, budzi wątpliwości. Te rosną do formy sprzeciwu, gdy poznajemy rozpatrywane przez ministerstwo możliwości dokonania takiej operacji. Okazuje się, że jedną z opcji jest zakup papierów przez KGHM.
Na początku dnia była to tylko wiadomość gazetowa, która nawet doczekała się kuriozalnego dementi w postaci komunikatu zarządu KGHM, że nikt im do tej pory zakupu pakietu LOT-u nie proponował. Owszem, jeszcze nikt. Jeśli zapadnie decyzja w ministerstwie to sam zarząd wykaże się aktywnością w tej kwestii. Przed 14.00 minister skarbu potwierdził, że zakup papierów LOT-u przez KGHM jest rozważaną opcją.
Bulwersuje tu kilka spraw. Po pierwsze sama chęć zakupu akcji LOT-u przez SP. Po drugie, skoro już SP ma na to ochotę, to niech robi to samodzielnie, a nie za pośrednictwem i przy wykorzystaniu środków spółki, której jest właścicielem w 44 proc. Co z pozostałymi akcjonariuszami? Jakim prawem dyskusyjna zachcianka jednego z nich ma być podstawą do angażowania kapitału pozostałych? Poseł Zawisza nie widzi w tym problemu: "Jeśli spółka giełdowa ma pieniądze i widzi w takiej transakcji korzystną inwestycję, to nie ma problemu". Skoro jest taka korzystna, to dlaczego SP sam nie dokona tego zakupu, a daje zarobić innym? Inną sprawą jest odbicie odpowiedzialności. Jeśli faktycznie KGHM kupi ten pakiet, to zarząd i rada będą za to odpowiadać. Formalnie. Inną konsekwencją jest możliwość wypłaty mniejszej dywidendy. Czyli nie tylko pozostali udziałowcy mieliby ponosić ryzyko zachcianki dominującego właściciela, ale też okazałoby się, że udział w zysku spółki zostałby naruszony względem proporcji udziału w kapitale. Innymi słowy SP zadysponowałby częścią należnej pozostałym inwestorom dywidendy. KGHM spółką giełdową? Owszem, ale niesprywatyzowaną. Nie bądźmy obłudni, ale nazywajmy sprawy po imieniu. Co do samego rynku, to przebieg wczorajszej sesji nie wpłynął na ocenę jego perspektyw. Wygląda na to, że spadek jeszcze potrwa. Do pierwszego poważniejszego wsparcia zostało trochę miejsca. Nie zmienia to przekonania, że nadal rynek ma szansę na atak na szczyty hossy. Dopóki wsparcia się trzymają, jest to możliwe.