Sytuacja na rynkach wschodzących nie wygląda szczególnie optymistycznie. Wraz z narastającym zagrożeniem dalszą przeceną surowców, indeks MSCI oddala się w dół od szczytu z ubiegłego tygodnia (913 pkt). Nie byłoby to może samo w sobie szczególnie niepokojącym sygnałem, gdyby nie to, że ów szczyt położony jest wyraźnie niżej niż maksimum z początku stycznia (926 pkt). To jest pierwszy sygnał ostrzegający przed rozpoczęciem średnioterminowego trendu spadkowego. Na razie przed tym pesymistycznym scenariuszem chroni indeks rynków wschodzących wsparcie wynikające z dołka z 10 stycznia (867 pkt). Jeżeli zatem w najbliższych dniach spadek się pogłębi, to powstanie automatycznie układ dwóch coraz niżej położonych dołków, w efekcie czego będzie można mówić o zmianie trendu na zniżkowy. Z punktu widzenia analizy technicznej indeks emerging markets znajduje się w wyraźnie gorszym położeniu niż indeks MSCI dla rynków rozwiniętych, który ledwie oddalił się od długoterminowego szczytu. W efekcie różnica między rocznymi zmianami obu indeksów spadła do niespełna 3 pkt proc. Tak niski poziom notowano ostatnio w lecie 2004 r. Z jednej strony fakt ten świadczy o słabości rynków wschodzących. Z drugiej strony jest szansa, że już w najbliższej przyszłości emerging markets powrócą do formy. Wspomniana różnica rocznych zmian zachowuje się w ostatnich latach niczym oscylator. Górną granicę jej wahań stanowi poziom niespełna 40 pkt proc. (osiągnięty został w kwietniu 2004 i w maju 2006 r.), zaś dolna strefa znajduje się w okolicy zera. Skoro obecnie wskaźnik ten jest bliski tej dolnej granicy, to rynki wschodzące nie powinny już długo wypadać słabo na tle rynków rozwiniętych.
Chyba że prawidłowości z ostatnich lat staną się nieważne. Jednym z czynników przemawiających za tym jest przecena surowców na skalę, której nie notowano w ostatnich latach. W czasie
ostatniej bessy różnica między stopami zwrotu z obu indeksów była dwucyfrowa.