Nie potrafię ocenić sytuacji finansowej Netforeksu, bo zarząd spółki nie zgodził się udostępnić odpowiednich dokumentów - powiedział Tadeusz Kretkiewicz, który do wczoraj pełnił funkcję nadzorcy w Finansowym Serwisie Netforex. Sąd wyznaczył mu to zadanie 2 stycznia, podczas kolejnej już rozprawy o upadłość inwestycyjnej firmy.
O problemach wierzycieli Netforeksu, warszawskiej spółki lokującej na rynku walutowym, piszemy od ubiegłego roku. Jest ich kilkudziesięciu, a spółka jest im winna kilkanaście milionów złotych. Zarząd Netforeksu nie zgodził się ujawnić listy wierzycieli i nie potwierdził informacji o wysokości długu. Prezes Jacek Cićkiewicz i wiceprezes Wojciech Kociński (są też właścicielami Netforeksu) utrzymują, że wielu klientów podpisało porozumienie, godząc się na rozłożenie płatności w czasie.
Mimo tych zapewnień w sądzie co pewien czas pojawiają się wnioski o upadłość inwestycyjnej firmy. Na początku tego roku o ogłoszenie bankructwa Netforeksu wnioskowali: Anna Mirowska, Zbigniew Górski i Andrzej Ignaczewski. Wczoraj sąd wznowił odroczoną rozprawę. Potem jednak wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak jesienią ubiegłego roku. Pełnomocnik wierzycieli wniósł o umorzenie sprawy w związku z tym, że klienci wycofali wnioski o upadłość Netforeksu.
- Nic pani nie powiem - uciął Z. Górski. Pytaliśmy, dlaczego wycofał wniosek o upadłość i czy spółka zwróciła mu pieniądze. Można się domyślać, że zawarto ugodę. Wnioski o upadłość Netforeksu składano i wycofywano wcześniej dwukrotnie. Klienci Netforeksu nigdy nie przyznawali się, czym się kierowali, rezygnując z procesu. Tylko raz - wynika z akt sprawy - wierzycielka uzasadniła, dlaczego wycofuje wniosek. Złożyła go w kwietniu, a wycofała w czerwcu, bo spółka dokonała "częściowej spłaty".
Ponieważ Z. Górski, A. Ignaczewski i A. Mirowska nie wyjaśnili sądowi, dlaczego zrezygnowali z procesu, sąd uznał, że przegrali i poniosą koszty zastępstwa procesowego. Będą musieli zapłacić za pracę sądowego nadzorcy (390 zł).