Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 01.07.2007 15:33

W ubiegłym tygodniu Rada Polityki Pieniężnej postanowiła podnieść stopy

procentowe o 25 pkt bazowych, co samo w sobie nie była zaskakujące, bo

zdaniem większości podwyżka była przesądzona, ale zaskakujące było to, że

dokonano tego ruchu już teraz. Większość ekonomistów i analityków

spodziewało się, że stopy procentowe zostaną podniesione dopiero w lipcu.

Reklama
Reklama

Skąd zatem ten pośpiech? Za główną przyczynę można podać fakt, że obecnie

podstawowym źródłem zagrożenia dla stabilności cen jest rynek pracy, a w

szczególności rosnące płace, które wywołują napięcia inflacyjne. Ocenia

się, że mają one głównie charakter popytowy, co niestety jeszcze utrudnia

sprawę. Można bowiem obawiać się, że popyt będzie stymulowany nadal, a

więc jego wpływ na poziom cen może stale narastać.

Reklama
Reklama

Rada w swoim komunikacie wskazuje na duże szanse utrzymania się szybkiego

wzrostu gospodarczego, co oczywiście cieszy, ale rodzi także inne

konsekwencje. Wzrost ten jest tak szybki, że przewyższa tempo wzrostu

potencjalnego PKB, a tym samym może wywołać nierównowagę. Wraz we wzrostem

PKB rośnie zatrudnienie, a to sprzyja wzrostowi płac. Jest on na tyle

silny, że wydajność pracy nie jest w stanie mu dorównać. Konsekwencją tego

Reklama
Reklama

jest wzrost jednostkowego kosztu pracy, a więc ma negatywny wpływ na wynik

przedsiębiorstw. To może powodować narastanie tendencji do podnoszenia cen

produkcji, a więc pojawienia się inflacji. Ostatnie dane jeszcze nie

wskazują na taką sytuację, ale zagrożenie jest duże.

Dodajmy do tego fakt, że nasz rynek pracy jest usztywniony m.in. przez

Reklama
Reklama

wyjazdy Polaków za granicę. Zatem nawet do najprostszych (a wiec i

najtańszych) prac brakuje rąk, a że ktoś musi je wykonać, wynagrodzenia

rosną. Pomocny byłby napływ pracowników ze wschodu, co uelastyczniłoby

rynek, tak w tej chwili uelastyczniają go Polacy w Wielkiej Brytanii, czy

Irlandii. Na dynamikę płac wpływa także znaczny w niektórych branżach

Reklama
Reklama

wpływ związków zawodowych. Na szczęście ich w wpływ powoli maleje, ale

obecnie nadal są siłą, z którą niektórzy pracodawcy musza liczyć.

Szczególnym pracodawcą, który niestety nie radzi sobie ze związkami i

zwykle im ulega, jest Państwo. Ta uległość (wynikająca z także

politycznego charakteru protestów płacowych) jest jednym z głównych

Reklama
Reklama

przesłanek dla prywatyzacji.

Wystąpienie wspomnianej presji na podnoszenie cen produkcji będzie

redukowane przez kilka czynników. Na nie właśnie liczą członkowie rady,

którzy nie są przekonani do zacieśniania polityki pieniężnej. Można tu

wymienić, dotychczasowe dobre wyniki finansowe firm, a więc istnienie

pewnej poduszki ochronnej pozwalającej odpowiedzieć na rosnące żądania

płacowe bez podnoszenia cen produkcji. Trzeba przecież pamiętać, że firmy

(przynajmniej ich większość) poruszają się na rynku konkurencyjnym, a więc

mają ograniczoną możliwość podnoszenia cen. Nie bez znaczenia jest także

wpływ czynników globalizacji. Sprawia ona, że przedsiębiorstwa nie tylko

zmagają się z konkurencją na rynku wewnętrznym, ale także przez otwarcie

gospodarki na inne kraje, konkurują na rynku światowym.

Efekty globalizacji są znacznie większe. Fakt otwarcia się na świat

sprawia, że rośnie wpływ czynników globalnych na sytuację w Polsce. Tym

samym maleje wpływ rodzimej polityki monetarnej na gospodarkę. To sprawia,

że rada przy podejmowaniu decyzji musi brać pod uwagę nie tylko zmiany

czynników wewnętrznych, ale także musi uwzględniać procesy zachodzące w

gospodarce światowej.

Wzrost płac stymuluje popyt wewnętrzny, a więc wpływa na wzrost

zapotrzebowania na towary. To jest drugi czynniży. Zwłaszcza, gdy ta

podaż ma rosnąć. Problemem jest stopień wykorzystania czynników produkcji.

Gdy zgłaszany popyt narasta, a produkcja nie może w krótkim czasie

znacznie wzrosnąć, rodzi się presja na wzrost cen produkcji. Dobrym

przykładem takiego zachowania cen jest sytuacja w branży budowlanej. Ma tu

miejsce zarówno wzrost presji płacowej ze względu na brak rąk do pracy,

jak i wzrost cen usług wynikający z ogromnego popytu na te usługi.

Rada obawia się podobnych zmian (choć oczywiście nie z taką dynamiką), ale

w całej gospodarce. Stąd też mając świadomość ograniczeń w dostosowaniu

podaży zwraca szczególną uwagę na zachowanie popytu. W związku z tym,

jednym z kluczowych elementów prowadzonych analiz jest ocena prowadzonej

przez rząd polityki budżetowej. Każdy ma świadomość, że trudno ją nazwać

restrykcyjną. Nie są podejmowane konieczne działania mające na celu

zmniejszenie wielkości deficytu budżetowego. Tworzy się gdzieś

zaskórniaki, które jednak w krytycznych momentach są rozdawane

"potrzebującym". Kilka zmian jest ocenianych pozytywnie, jak choćby

zmniejszenie składki rentowej. Problem w tym, że prowadzi to do

zwiększenia płac, a więc ten ruch wzmaga jeszcze stronę popytu. Rząd nie

spieszy się z wprowadzaniem zmian mających na celu uelastycznienie podaży.

Kolejne pakiety zmian, które mogłoby pomóc przedsiębiorcom nie dość, że są

zbyt skromne, to jeszcze ich prowadzenie odkłada się na kolejne lata oraz

zakres zmian jest na każdy poziomie decyzji redukowany. W efekcie w fazie

końcowej pojawia się karykatura szumnie zapowiadanych reform.

Wzrost popytu przy ograniczonej możliwości reakcji podaży i procesy

wzrostu stóp procentowych w innych krajach świata skłonił radę do

szybszego zaostrzenia polityki monetarnej. Stopy zostały podniesione zanim

rada zapoznała się z najnowszą projekcją inflacyjną. Może być to odebrane

jako sygnał, że jest w RPP większość, która poważnie niepokoi się

zachodzącymi zmianami. Zatem, jeśli obecne tendencje będą zachowane,

kolejne podwyżki stóp wydają się przesądzone.

Ostatni tydzień ( Wykres_1.gif ) był szczególny ze względu na to, że

kończył II kwartał i I półrocze 2007 roku. Tym samym piątkowe poziomy cen

były podstawą do wyznaczania wyników inwestycyjnych osiągniętych przez

poszczególne instytucje finansowe zarządzające kapitałami. Te wyniki będą

nie tylko wykorzystane do kolejnych kampanii medialnych, ale także posłużą

do wyliczenia premii zarządzającym. Obawy o to, czy utrzymanie cen w

okolicy szczytów hossy miało służyć tylko temu, by zapewnić sobie dobry

wynik, nie są wcale bez znaczenia. Zauważmy, że aktywność w tym tygodniu

nie była duża. Bierność podaży rzucała się w oczy. Nie trzeba było wcale

dużego popytu, by ceny utrzymać relatywnie wysoko. Oczywiście, to nie jest

jedyna wątpliwość dotycząca kondycji rynku. Pocieszające się to, że akurat

ta zostanie rozwiana dość szybko. Już w ciągu najbliższych tygodni

będziemy znać prawdziwą kondycję kupujących. Bliskość szczytów kusi, by je

zaatakować, ale sam atak to nie wszystko. Ceny muszą się jeszcze na nowych

rekordach utrzymać. W innym wypadku, poziomy wsparć będą ponownie

zagrożone ( Wykres_2.gif ).

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama