przesłanek dla prywatyzacji.
Wystąpienie wspomnianej presji na podnoszenie cen produkcji będzie
redukowane przez kilka czynników. Na nie właśnie liczą członkowie rady,
którzy nie są przekonani do zacieśniania polityki pieniężnej. Można tu
wymienić, dotychczasowe dobre wyniki finansowe firm, a więc istnienie
pewnej poduszki ochronnej pozwalającej odpowiedzieć na rosnące żądania
płacowe bez podnoszenia cen produkcji. Trzeba przecież pamiętać, że firmy
(przynajmniej ich większość) poruszają się na rynku konkurencyjnym, a więc
mają ograniczoną możliwość podnoszenia cen. Nie bez znaczenia jest także
wpływ czynników globalizacji. Sprawia ona, że przedsiębiorstwa nie tylko
zmagają się z konkurencją na rynku wewnętrznym, ale także przez otwarcie
gospodarki na inne kraje, konkurują na rynku światowym.
Efekty globalizacji są znacznie większe. Fakt otwarcia się na świat
sprawia, że rośnie wpływ czynników globalnych na sytuację w Polsce. Tym
samym maleje wpływ rodzimej polityki monetarnej na gospodarkę. To sprawia,
że rada przy podejmowaniu decyzji musi brać pod uwagę nie tylko zmiany
czynników wewnętrznych, ale także musi uwzględniać procesy zachodzące w
gospodarce światowej.
Wzrost płac stymuluje popyt wewnętrzny, a więc wpływa na wzrost
zapotrzebowania na towary. To jest drugi czynniży. Zwłaszcza, gdy ta
podaż ma rosnąć. Problemem jest stopień wykorzystania czynników produkcji.
Gdy zgłaszany popyt narasta, a produkcja nie może w krótkim czasie
znacznie wzrosnąć, rodzi się presja na wzrost cen produkcji. Dobrym
przykładem takiego zachowania cen jest sytuacja w branży budowlanej. Ma tu
miejsce zarówno wzrost presji płacowej ze względu na brak rąk do pracy,
jak i wzrost cen usług wynikający z ogromnego popytu na te usługi.
Rada obawia się podobnych zmian (choć oczywiście nie z taką dynamiką), ale
w całej gospodarce. Stąd też mając świadomość ograniczeń w dostosowaniu
podaży zwraca szczególną uwagę na zachowanie popytu. W związku z tym,
jednym z kluczowych elementów prowadzonych analiz jest ocena prowadzonej
przez rząd polityki budżetowej. Każdy ma świadomość, że trudno ją nazwać
restrykcyjną. Nie są podejmowane konieczne działania mające na celu
zmniejszenie wielkości deficytu budżetowego. Tworzy się gdzieś
zaskórniaki, które jednak w krytycznych momentach są rozdawane
"potrzebującym". Kilka zmian jest ocenianych pozytywnie, jak choćby
zmniejszenie składki rentowej. Problem w tym, że prowadzi to do
zwiększenia płac, a więc ten ruch wzmaga jeszcze stronę popytu. Rząd nie
spieszy się z wprowadzaniem zmian mających na celu uelastycznienie podaży.
Kolejne pakiety zmian, które mogłoby pomóc przedsiębiorcom nie dość, że są
zbyt skromne, to jeszcze ich prowadzenie odkłada się na kolejne lata oraz
zakres zmian jest na każdy poziomie decyzji redukowany. W efekcie w fazie
końcowej pojawia się karykatura szumnie zapowiadanych reform.
Wzrost popytu przy ograniczonej możliwości reakcji podaży i procesy
wzrostu stóp procentowych w innych krajach świata skłonił radę do
szybszego zaostrzenia polityki monetarnej. Stopy zostały podniesione zanim
rada zapoznała się z najnowszą projekcją inflacyjną. Może być to odebrane
jako sygnał, że jest w RPP większość, która poważnie niepokoi się
zachodzącymi zmianami. Zatem, jeśli obecne tendencje będą zachowane,
kolejne podwyżki stóp wydają się przesądzone.
Ostatni tydzień ( Wykres_1.gif ) był szczególny ze względu na to, że
kończył II kwartał i I półrocze 2007 roku. Tym samym piątkowe poziomy cen
były podstawą do wyznaczania wyników inwestycyjnych osiągniętych przez
poszczególne instytucje finansowe zarządzające kapitałami. Te wyniki będą
nie tylko wykorzystane do kolejnych kampanii medialnych, ale także posłużą
do wyliczenia premii zarządzającym. Obawy o to, czy utrzymanie cen w
okolicy szczytów hossy miało służyć tylko temu, by zapewnić sobie dobry
wynik, nie są wcale bez znaczenia. Zauważmy, że aktywność w tym tygodniu
nie była duża. Bierność podaży rzucała się w oczy. Nie trzeba było wcale
dużego popytu, by ceny utrzymać relatywnie wysoko. Oczywiście, to nie jest
jedyna wątpliwość dotycząca kondycji rynku. Pocieszające się to, że akurat
ta zostanie rozwiana dość szybko. Już w ciągu najbliższych tygodni
będziemy znać prawdziwą kondycję kupujących. Bliskość szczytów kusi, by je
zaatakować, ale sam atak to nie wszystko. Ceny muszą się jeszcze na nowych
rekordach utrzymać. W innym wypadku, poziomy wsparć będą ponownie
zagrożone ( Wykres_2.gif ).
Kamil Jaros