Strajki i odchodzenie lekarzy z pracy w publicznych szpitalach mogą korzystnie wpłynąć na plany inwestycyjne Swissmedu. Spółka już od wielu miesięcy szuka gruntów pod budowę nowych 4-5 szpitali w dużych miastach Polski. Na razie bezskutecznie. Tylko w jednym z miast południowej Polski (w grę wchodzi Kraków lub Wrocław) startuje w przetargu na zagospodarowanie działki. Jak twierdzi prezes Swissmedu Roman Walasiński, rozstrzygnięcie powinno nastąpić do końca września. Spółka nie może na przykład zdobyć nieruchomości w atrakcyjnej lokalizacji w Warszawie.
Do tej pory Swissmed szukał "gołych" działek, ewentualnie myślał o przejęciu już istniejącego szpitala, wyburzeniu go i postawieniu zupełnie nowego obiektu, zbudowanego w zgodzie z wysokimi standardami spółki.
Teraz jednak pojawiły się nowe możliwości. - Zgłaszają się do nas gminy, które chciałyby, żebyśmy przejęli szpitale, które są stosunkowo nowe i nowoczesne. Po dokonanej przez nas modernizacji mogłyby spełniać nasze standardy - twierdzi R. Walasiński. Jego zdaniem, przyjęcie takiej oferty będzie zależało od opłacalności inwestycji. Swissmed nie chciałby wydawać więcej niż 20-30 mln zł na dostosowanie istniejącej placówki do swoich potrzeb. Zbudowanie nowego szpitala to obecnie koszt rzędu 70-90 mln zł.
Operator szpitali będzie budował nowe obiekty we współpracy z zewnętrznymi deweloperami. Od dawna obowiązuje umowa z Hochtieff Polska, który tylko czeka na wskazanie miejsca realizacji. Oprócz tego giełdowa spółka rozmawia z jeszcze jedną firmą specjalizującą się w budowie i obsłudze nieruchomości.
Deweloperzy mieliby wziąć na siebie część finansowania inwestycji, ale poza tym Swissmed szuka też inwestorów finansowych. - Ostatnie transakcje na rynku (np. przejęcie Lux-Medu i Medycyny Rodzinnej przez fundusz private equity, Mid Europa) pokazują, że polski rynek usług medycznych jest coraz bardziej atrakcyjny dla instytucji finansowych - mówi prezes Walasiński. Nie odpowiedział jednak, czy Mid Europa wykazywała zainteresowanie również kierowaną przez niego firmą. Jest natomiast przekonany, że główny inwestor Swissmedu Bruno Hangartner nie zamierza pozbywać się swoich udziałów (ma obecnie 50,56 proc.).