Giełdy nowojorskie wtorkowe sesje zaczęły od wzrostów. Główną siłą napędową były dwie spółki technologiczne. Akcje Apple drożały 2,7 proc. po informacji firmy analitycznej Piper Jaffray, że sprzedaż komputerów Macintosh jest wyższa od jej prognoz. Drugą lokomotywą branży było Yahoo (+4,5 proc.), główny rywal Google, właściciela najbardziej popularnej przeglądarki internetowej. Zainteresowanie tą spółką wywołał bank inwestycyjny Bear Stearns, którego analityk napisał w raporcie, że Yahoo może zostać przejęte przez Microsoft. W tym roku spółki związane z przemysłem komputerowym, notowane w indeksie Standard&Poor?s500, zyskały 12 proc. i pod tym względem wyprzedzają je tylko firmy energetyczne. W 2008 r. dynamika wyników finansowych przedsiębiorstw informatycznych powinna wynieść 23 proc. Jako grupa w tym czasie najlepiej wypadały firmy naftowe, które zyskiwały 1,4 proc.
Wczoraj opublikowano raport
Instytutu Zarządzania Podażą (ISM), z którego wynika, że branża przetwórcza rosła najwolniej od pięciu miesięcy. Indeks firmowany przez ISM obniżył się do 52,9 punktu, nieco bardziej, niż prognozowali ekonomiści (53 pkt). To jedna z pierwszych miar, pokazująca wpływ kryzysu kredytowego na gospodarkę.
W Europie liderem był Deutsche Bank. Duży wpływ na giełdy miał jego dyrektor generalny Josef Ackermann, który dostrzegł sygnały świadczące o początku stabilizacji. Skorzystały na tym też UBS i Credit Suisse. Okazało się, że inwestorzy czekali na słowa otuchy. Kiedy S&P500 miał na koncie 0,68-proc. zwyżkę, indeks Dow Jones Stoxx 600 zyskiwał prawie tyle samo (0,6 proc.).
W regionie Azja-Pacyfik indeks Morgana Stanleya obniżył się o 0,1 proc. Rynki pociągnęły w dół stalowy koncern Posco i telekomunikacyjna spółka China Mobile (największy na świecie operator komórkowy pod względem liczby użytkowników), bo część inwestorów sprzedawała te papiery z powodu przeświadczenia, że ostatnie wzrosty kursów były większe w stosunku do perspektyw dynamiki zysków. Od 24 sierpnia akcje Posco podrożały 15 proc.