Reklama

Betacom: najtańsza spółka w branży?

Nastroje rynkowe wokół Betacomu zdecydowanie nie należały ostatnio do najlepszych. Czy ta sytuacja może się wkrótce zmienić?

Publikacja: 17.09.2007 08:51

Ubiegły rok kalendarzowy dla Betacomu trudno nazwać pomyślnym. Udało się wprawdzie poprawić rentowność, jednak przełamany został również trwający od wielu lat trend wzrostu sprzedaży. Przychody spadły o niemal 27 proc. Na to wszystko nałożył się jeszcze negatywny nastrój, który od dłuższego czasu ciążył nad sektorem informatycznym. W efekcie akcjonariusze integratora systemów nie mieli okazji nacieszyć się zyskami. Po trzech latach od pojawienia się na parkiecie Betacomowi wciąż nie udało się przekroczyć ceny debiutu.

Jest jednak szansa, że już wkrótce spółce informatycznej uda się przełamać złą passę. Nieśmiałe oznaki poprawy koniunktury pojawiły się w pierwszym kwartale tego roku obrotowego (czyli drugim kwartale roku kalendarzowego - Betacom posiada inny harmonogram publikacji raportów okresowych). W okresie od marca do czerwca firmie udało się wypracować 38,7 mln zł przychodów wobec 17,0 mln zł rok wcześniej. Oznacza to wzrost o przeszło 127 proc. Dość imponujący wynik osiągnięty został również na poziomie zysku netto. Przedsiębiorstwo zarobiło na czysto 420 tys. zł, w porównaniu ze stratą 1290 tys. zł.

Zaważyły duże kontrakty

Skąd tak nagła, skokowa poprawa wyników? Kluczową rolę odegrało kilka intratnych umów, które spółce udało się zawrzeć w ostatnim czasie. Najważniejsza z nich to konsorcjum z MCSI Ltd na rzecz realizacji kontraktu z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Umowa opiewa na łączną kwotę 46 mln zł i miała znaczący wpływ na wyniki. Zarząd zwraca dodatkowo uwagę na zmianę struktury przychodów. Palma pierwszeństwa nie przypada już sprzedaży infrastruktury, ale tworzeniu i dystrybucji oprogramowania. Prezes Betacomu Mirosław Załęski widzi w tym szansę na początek dłuższego trendu, który przyczynia się do ustabilizowania sytuacji firmy.

Wśród pozostałych pozytywnych trendów w spółce informatycznej na uwagę zasługuje między innymi systematyczna poprawa rentowności na wszystkich poziomach. Rentowność operacyjna z 1,26 proc. w 2005 r. wzrosła do 3,5 proc. w roku bieżącym. Rentowność netto z kolei kształtuje się obecnie na poziomie 3,01 proc. wobec 0,95 proc. w 2005 r. Zwiększa się również stopa zwrotu z kapitału własnego. Annualizowana wysokość ROE za dwa pierwsze kwartały 2007 r. to 14,2, podczas gdy w 2005 r. było to zaledwie 5,12 proc. Niestety, poprawa zwrotu z kapitału odbywa się w pewnym stopniu kosztem wzrostu zadłużenia. Przykładowo, wskaźnik ogólnego zadłużenia (będący stosunkiem wszystkich zobowiązań i rezerw na zobowiązania do całości aktywów) balansuje obecnie na wysokości 69 proc., podczas gdy jeszcze dwa lata temu było to 45 proc. Warto więc pamiętać, że chociaż zarządowi udaje się wypracowywać coraz lepsze wyniki, to rośnie również ryzyko finansowe działalności.

Reklama
Reklama

Wskaźników czar

Wycena rynkowa Betacomu nie należy do najwyższych. Jeżeli spojrzymy na podstawowe wskaźniki fundamentalne, okazuje się, że ich miejsce jest wśród najniższych nie tylko w branży, ale również na całym rynku. Stosunek ceny do zysku firmy informatycznej kształtuje się obecnie na poziomie 12,1 (dane z czwartku). Wśród giełdowych firm z sektora niższy posiada tylko Prokom, co nawiasem mówiąc, jest w dużej mierze skutkiem papierowego zysku zanotowanego w poprzednim kwartale. Przeciętna wielkość C/Z dla 13 największych dostawców oprogramowania i usług IT wynosi 23,4.

Bardzo korzystnie wypada również porównanie wyceny akcji metodą ROE-P/BV. Jeżeli przyjmiemy, że stopa zwrotu z kapitału i C/WK utrzymają się w przyszłości na poziomie zbliżonym do obecnego, okaże się, że akcje Betacomu są jednymi z najbardziej dochodowych w branży i przyniosą nam w najbliższym czasie 7,8 proc. zysku rocznie. Trzeba jednak pamiętać, że takie założenie jest obarczone bardzo dużym ryzykiem.

Nie najlepszy nastrój

Za kiepskimi notowaniami papierów Betacomu stoją zapewne co najmniej dwa czynniki. Pierwszym z nich jest negatywne nastawienie do firm z całego sektora. Drugim są zapewne nie najlepsze wyniki pokazane przez spółkę w ubiegłym roku.

Czy nastroje wokół firmy mają w najbliższym czasie szansę zmienić się na lepsze? Wiele wskazuje na to, że tak. Do takiego wniosku doszedł między innymi Artur Jurski, członek zarządu, który w lipcu kupił 3500 walorów spółki po cenie wyższej niż obecna. Rynek zwykle potrzebuje jednej lub kilku spektakularnych informacji, aby poprawić swój stosunek do akcji. W przypadku Betacomu takim wydarzeniem może stać się w najbliższym czasie wypłata dywidendy w wysokości 55 gr na akcję lub od dawna negocjowane przejęcie jednego z liderów rynku CRM w Polsce. Prawdziwym przełomem byłyby zapewne jakieś znaczniejsze ruchy związane z długo wyczekiwanym Planem Informatyzacji Państwa na lata 2007-2010. Strategia rządu w tym zakresie została wprawdzie ogłoszona już w kwietniu i pojawiły się nawet informacje o pieniądzach na konkretne projekty, jednak - na razie - na tym się skończyło. Co więcej, biorąc pod uwagę rychłe wybory i roszady kadrowe w ministerstwach, nie należy się spodziewać, żeby obrót spraw uległ przyśpieszeniu.

Reklama
Reklama

Posiadacze akcji spółki ciągle czekają na rozstrzygające sygnały

Ostatni rok notowań Betacomu to brak wyraźnej tendencji. Od połowy ubiegłego roku papiery poruszają się w trendzie bocznym. Jego górne ograniczenie wyznaczają szczyty z października 2006 oraz kwietnia 2007 na poziomie 24,2 zł. Przebicie tych linii oporu otworzy drogę do wzrostów i umożliwi ewentualne ukształtowanie się trendu zwyżkowego. Z drugiej strony, przełamanie linii wsparcia w okolicy 18,88-19,09 zł doprowadzi do zniżki w okolice 17,1 zł. Jeżeli i ten poziom zostałby pokonany, kolejne wsparcie znajduje się dopiero na wysokości dołków z czerwca 2006 - około 14,4 zł.

Prokom - tanio na tle historii

Nawet po wyeliminowaniu "papierowych" zysków z II kwartału C/Z dla Prokomu wynosi zaledwie ok. 20. Kiedy w poprzednich czterech latach wskaźnik ten spadał do przedziału 19-20, następowało odreagowanie notowań (stało się tak 4 razy). O ile są więc solidne przesłanki do kupna walorów informatycznego potentata, to z inwestycji należałoby się wycofać w razie przebicia ostatniego dołka (124,5 zł). Dodatkowym czynnikiem ryzyka są polityczne zawirowania dotyczące Ryszarda Krauzego, co teoretycznie może również niekorzystnie wpłynąć na powodzenie Prokomu w przetargach publicznych.

ATM - w trendzie spadkowym

ATM to spółka dla inwestorów przywiązujących dużą wagę do analizy technicznej. Jak widać na wykresie, w przypadku tej firmy przebicie ważnych technicznie poziomów to niemal zawsze wiarygodny sygnał. Kiedy w maju kurs przebił linię długoterminowego trendu wzrostowego, okazało się to trafną wskazówką, by jak najszybciej pozbyć się akcji. Na razie notowania znajdują się w dość spokojnym trendzie zniżkowym. Ewentualne przebicie jego linii (obecnie ok. 146 zł) należałoby traktować jako wstępny sygnał kupna. Jego potwierdzeniem byłoby pokonanie lokalnego szczytu z lipca (161,6 zł).

Reklama
Reklama

Comarch - gwiazda zbladła

Będący w zeszłym roku "gwiazdą" branży Comarch nie zdołał oprzeć się pogorszeniu koniunktury na całym rynku. Już od końca kwietnia kurs spółki podąża w średnioterminowym trendzie spadkowym. Do inwestowania zniechęca wysoka wycena - C/Z należy do najwyższych w branży, nie jest również niski na tle historii. Nie warto jednak spisywać spółki "na straty" - zapał inwestorów może powrócić w razie przebicia poziomów oporu. Obecnie są nimi: linia trendu zniżkowego (która już właściwie została naruszona) oraz szczyt z lipca - 224,6 zł.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama